Logo Przewdonik Katolicki

Socjal to nie promocja nieróbstwa

Piotr Wójcik
​„500 plus” wbrew pozorom wcale nie zasila przede wszystkim portfeli najbiedniejszych, lecz trafia w większości do górnej połowy społeczeństwa fot. Marcin Bielecki/PAP

Przeciwstawianie pracy świadczeniom społecznym jest błędne i wywołuje niechęć do mniej zamożnej części społeczeństwa. Dochody z pracy i transferów społecznych doskonale się uzupełniają, a korzystają z nich niemal wszyscy.

W szeroko komentowanym w sieci badaniu opublikowanym w czerwcu na portalu ciekaweliczby.pl zapytano ankietowanych, czy ludzie powinni się bogacić „dzięki swojej pracy”, czy może „dzięki dodatkom socjalnym”. Niestety, nie przewidziano odpowiedzi „dzięki pracy i dodatkom socjalnym”, co było dosyć jednoznaczne. Autorzy raportu przeciwstawili sobie pracę i korzystanie ze świadczeń polityki społecznej, tak jakby obie kwestie się wykluczały. To zresztą powszechna narracja w środowiskach liberalnych, odkąd wprowadzono program „Rodzina 500 plus”. Według nich należy promować pracę, a nie socjal, a Polska stała się w ich optyce państwem skłaniającym do „życia na koszt państwa”. Ekspansja transferów socjalnych, jaka ma miejsce od 2016 r., ma demotywować do pracy i promować nieróbstwo. Świadczenia te rzekomo trafiają głównie do najmniej zarabiających, czytaj: najmniej pracowitych i zaradnych.
Przeciwstawianie pracy świadczeniom społecznym jest jednak fałszywe. Świadczenia społeczne doskonale uzupełniają się z dochodami z pracy, a korzysta z nich nie tylko wielu pracowników, ale też duża część najlepiej zarabiających. Mało którego beneficjenta programów społecznych świadczenia zniechęcają do pracy. Zresztą nie jest to wcale specyfika Polski.

Pracujący na zasiłku
Przyjrzyjmy się najpierw kwestii pomocy społecznej, która najczęściej bywa określana tzw. socjalem. Powszechny obraz beneficjenta pomocy społecznej to osoba migająca się od pracy, dla której zasiłek stał się sposobem na życie. Nic bardziej błędnego. Przede wszystkim pomoc społeczna w zdecydowanej większości trafia do osób niemogących pracować. Jedna trzecia beneficjentów MOPS to są dzieci lub nastolatkowie poniżej 18. roku życia. W ponad połowie gospodarstw domowych, które korzystają z pomocy społecznej, główną przyczyną ich pobierania jest niepełnosprawność któregoś z członków rodziny.
Poza tym wielu beneficjentów pomocy społecznej zwyczajnie pracuje. W Polsce praca nie chroni przed biedą, według Eurostatu co dziesiąty pracujący jest zagrożony ubóstwem. To bardzo często ludzie pracujący na część etatu nie z własnego wyboru, lecz z przymusu – nie otrzymali innej oferty pracy lub muszą samotnie wychowywać dziecko. Według GUS 16 proc. gospodarstw domowych w Polsce żyjących poniżej granicy ubóstwa utrzymuje się głównie z pracy zarobkowej. Dla nich świadczenia socjalne, o ile są do nich uprawnieni, to jedynie uzupełnienie domowego budżetu, gdyż praca nie zapewnia im dochodów wystarczających na utrzymanie.
W ostatnich latach liczba beneficjentów pomocy społecznej błyskawicznie spada. Dekadę temu wynosiła 3,5 mln osób. Obecnie z pomocy społecznej w Polsce korzysta 1,8 mln osób, tak więc w ciągu dziesięciu lat liczba Polek i Polaków żyjących na tzw. socjalu spadła o połowę. To efekt przede wszystkim bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy. Od kilku lat płace rosną w przyzwoitym tempie, podobnie jak płaca minimalna. Wprowadzono też minimalną stawkę godzinową, a bezrobocie znajduje się na historycznie niskim poziomie. I to właśnie dzięki temu mnóstwo osób wydobyło się z biedy i przestało pobierać zasiłki. Które jak widać ich nie rozleniwiły – pozwoliły im jedynie przetrwać trudny okres.

Bezpłatna uczelnia to też świadczenie
Zasiłki dla ubogich to jednak zdecydowana mniejszość świadczeń społecznych trafiających do polskich domów. Aż dwie trzecie świadczeń społecznych to wypłata „500 plus”. A ono wbrew pozorom wcale nie zasila przede wszystkim portfeli najbiedniejszych, lecz trafia w większości do górnej połowy społeczeństwa. A to dlatego, że rodziny z dziećmi częściej plasują się w górnej połowie rozkładu dochodów. Na „500 plus” przeznaczamy obecnie 40 mld złotych rocznie. Jedna czwarta tej kwoty, czyli 10 mld złotych, trafia do gospodarstw domowych znajdujących się w górnych 20 proc. najlepiej zarabiających. Tymczasem do dolnych 20 proc. trafia jedynie 4,7 mld złotych z tytułu „500 plus”. Czyli dwukrotnie mniej niż do najzamożniejszych. Na „500 plus” korzystają w większym stopniu rodziny lepiej sytuowane.
Jak już zostało wyżej napisane, wynika to z prostego faktu, że rodziny z dziećmi w większości należą do rodzin mających lepszą sytuację finansową. W najzamożniejszych 20 proc. gospodarstw domowych mieszka 1,6 mln dzieci i nastolatków poniżej 18. roku życia. W dolnych 20 proc. rodzin żyje jedynie 795 tys. dzieci. A to zaś oznacza, że zamożniejsi w większym stopniu korzystają również z publicznych usług opieki nad dziećmi oraz edukacji. Tak naprawdę edukacja publiczna również jest świadczeniem społecznym, tylko że usługowym. Co więcej, jest to usługa, która zajmuje bardzo ważne miejsce w budżecie. Na edukację publiczną wydajemy obecnie 5 proc. PKB, czyli prawie dwukrotnie więcej niż na politykę prorodzinną.
Najlepszym dowodem na to, że zamożni w przemożny sposób korzystają na wydatkach państwa, jest szkolnictwo wyższe. W Polsce studia stacjonarne na uczelniach publicznych są bezpłatne, gdyż finansowane są z podatków. Oczywiście największe kwoty trafiają do najbardziej prestiżowych uczelni, gdzie studiują głównie dzieci zamożnych rodziców. Według badania Krzysztofa Czarneckiego „Uwarunkowania nierówności horyzontalnych w dostępie do szkolnictwa wyższego w Polsce”, studenci pochodzący z wyższej klasy średniej są największą grupą na uczelniach „prestiżowych” (stanowią tam 39 proc. studentów) i „elitarnych uczelniach ze stolicy” (aż 49 proc.). Dzieci z klasy wyższej studiują głównie na tych ostatnich – odpowiadają tam za jedną piątą studentów. Niższa klasa średnia posyła swoje dzieci głównie do „publicznych uczelni masowych”, czyli mniej prestiżowych uniwersytetów ulokowanych zwykle w mniejszych miastach wojewódzkich. Natomiast dzieci z klasy niższej, przez Czarneckiego określanej „robotniczą”, dominują na płatnych uczelniach prywatnych – stanowią tam 37 proc. studentów.

Mit o nieróbstwie
Zamożniejsi częściej korzystają też z usług ochrony zdrowia – według OECD górne 20 proc. Polaków o jedną czwartą częściej korzysta z wizyt u lekarza niż przedstawiciele dolnych 20 proc. Wynika to między innymi z gorszej dostępności placówek medycznych na prowincji, gdzie problem z dotarciem do lekarza jest jedną z głównych przyczyn rezygnacji z potrzebnych świadczeń medycznych. W ten sposób większa część świadczeń zdrowotnych również trafia do lepiej zarabiających.
Na koniec warto też rozwiać popularny mit o tym, że wysokie wydatki na cele społeczne zniechęcają do aktywności zawodowej. Gdyby tak było, w ostatnich latach do Polski powinna nadejść prawdziwa plaga nieróbstwa. W ostatnich latach uruchomiliśmy przecież bezprecedensowe świadczenia społeczne, głównie pieniężne. Równocześnie jednak notowaliśmy błyskawiczny wzrost zatrudnienia. Jeszcze w roku 2015 pracowało jedynie 68 proc. osób w wieku 20–64 lata. Obecnie pracuje już prawie 74 proc., co jest najwyższym wynikiem w historii. W gruncie rzeczy nie powinno to być zaskoczeniem. Najwyższe wydatki społeczne w UE mają między innymi Dania, Finlandia i Austria. Państwa te od lat notują też bardzo wysokie wskaźniki aktywności zawodowej.
Przeciwstawianie więc pracy i socjalu jest błędne i wywołuje głównie niechęć do mniej zamożnej części społeczeństwa. Dochody z pracy i świadczeń społecznych, które mają charakter nie tylko pieniężny, ale też usługowy, doskonale się uzupełniają. Wspólnie zwiększają dobrobyt, który dzięki świadczeniom jest rozdysponowywany zarówno wśród tych, którzy polityki społecznej nie potrzebują, jak i tych, którzy bez nich nie mieliby dostępu do podstawowych dóbr i usług. A patriotyzm polega między innymi na tym, że godzimy się, iż część owoców naszej pracy trafi do mniej zamożnych rodaków.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki