Logo Przewdonik Katolicki

Dojrzałość pod znakiem zapytania

Katarzyna Jarzembowska
il. Agnieszka Sozańska

Rozmowa, o (nie)dojrzałości do małżeństwa, katechezach przedmałżeńskich „na zaliczenie”, długim okresie znajomości przed ślubem i skali obojętności religijnej wśród kandydatów na męża lub żonę, z dr Anną Wieradzką-Pilarczyk, teologiem i psychologiem.

Razem z mężem jest Pani autorką wydanej w ubiegłym roku pracy na temat psychologicznych i religijnych aspektów dojrzałości osób mających zawrzeć związek małżeński. Same badania zostały przeprowadzono w 2016 r. na terenie archidiecezji poznańskiej na grupie 329 osób. Na ile te wyniki są aktualne i reprezentatywne w skali całego kraju? Bo jednak diecezja diecezji nierówna…
– Dziś, w okresie pandemii i w kontekście widocznego zmniejszania zaangażowania w praktyki religijne, spodziewamy się, że trudniej byłoby znaleźć osoby, które wypełniłyby ankiety badawcze. Z drugiej strony, te, które podejmują się zawarcia sakramentalnego związku w reżimie sanitarnym, z ograniczoną liczbą gości lub wyłącznie celebracją sakramentu w kościele, może charakteryzować większa dojrzałość religijna i osobowa. Nasza praca i badania narzeczonych miały na celu dość wąskie, w naukowym żargonie – pilotażowe spojrzenie na kandydatów do małżeństwa w archidiecezji poznańskiej, stąd nie można wyników generalizować na całą polską populację. Jest to kierunek naszych dalszych poszukiwań badawczych, ale pierwszy krok już zrobiliśmy. Zasadniczo praca miała za celu przyjrzenie się faktycznej kondycji kandydatów do małżeństwa z zastosowaniem nowych narzędzi badawczych opisujących dojrzałość małżeńską pod kątem wybranych psychologicznych i religijnych kompetencji. W dobie, gdzie dość głośno mówi się o kryzysie tożsamości i wydłużeniu okresu wkraczania w dorosłość nawet do 35. roku życia, diagnoza tożsamości narzeczonych wydała się nam szczególnie ważna. Praca ta zeszła się z wydanym w 2020 r. dekretem Konferencji Episkopatu Polski zmieniającym pytania w protokole przedmałżeńskim, co wskazuje, że istnieje konieczność zwrócenia uwagi na predyspozycje narzeczonych, które dotąd pomijano. Wydana publikacja to raczej próba znalezienia rozwiązań wspierających duszpasterstwo rodzin w ich działaniach formacyjnych, by były jak najbardziej aktualne i dostosowane do potrzeb młodych ludzi, a także dzisiejszego duszpasterstwa.

No właśnie… Weryfikacja dojrzałości religijnej i zdolności podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich w praktyce ogranicza się do odpowiedzi na pytania zawarte w kwestionariuszu przedmałżeńskim. Na ile takie „odpytywanie” kandydatów – najczęściej przez proboszcza – w ogóle może dać jakiś obraz „dojrzałości” przyszłych małżonków?
– Protokół przedmałżeński ma na celu zbadanie istnienia przeszkód kanonicznych uniemożliwiających ważne zawarcie sakramentalnego związku. Nie diagnozuje on dojrzałości narzeczonych – ani osobowej, ani religijnej. Powinno się to dokonać w ramach duszpasterskiej rozmowy z proboszczem lub osobą przez niego wyznaczoną. Wyniki badań, które wykazały tak dużą liczbę osób o niedojrzałej tożsamości osobowej i religijnej, każą jednak zwrócić szczególną uwagę na konieczność podjęcia formacji młodych także w tych obszarach. Nie postulujemy teraz, aby wszystkich narzeczonych poddawać badaniom psychologicznym, uważam jednak, że w ramach katechez powinny być poruszane tematy związane z motywacją do zawarcia sakramentalnego związku, komunikacją, akceptacją siebie, poczuciem własnej wartości, radzeniem sobie z kryzysem małżeńskim, tożsamością. Deficyty w tych obszarach mogą poważnie zaburzać jakość budowania szczęśliwego i dojrzałego związku. Zresztą o poruszanie tych tematów postulowali także sami ankietowani. Od poziomu dojrzałości osobowości sakramentalnej zależy bowiem także poziom relacji w zawieranym małżeńskim związku.

Czym jest „osobowość sakramentalna”?
– Stawiając sobie pytanie o dojrzałość, chcieliśmy spojrzeć na człowieka w sposób całościowy, pełny. Stąd osobowość sakramentalna określa zespół zintegrowanych kompetencji człowieka: biologicznych, psychicznych, społecznych i religijnych, umożliwiających mu przyjęcie sakramentów w sposób ważny i godny.

Ciekawe wyniki przyniosło też pytanie o katechezy przedmałżeńskie. Najwięcej ankietowanych stwierdziło, że uczestniczy w nich, ponieważ „taki jest wymóg Kościoła”. Czy naprawdę to tylko kwestia „dopełnienia formalności”?
– Moim zdaniem trzeba zmienić podejście do wszystkich spotkań związanych z bezpośrednim przygotowaniem do sakramentu małżeństwa – od spisania protokołu po same katechezy. Część młodych ludzi myśli o nich w kategorii: zaliczyć, zrobić wszystko, by dostać papier umożliwiający ślub w kościele. Niestety, nie wszyscy myślą o tym czasie w kategorii przestrzeni na poznanie siebie i wprowadzenie w życie zmian pozwalających na dojrzałe i pełne satysfakcji życie małżeńskie. Zresztą, tak też media określały zmiany, które wprowadził KEP, jak zmiana protokołu czy wydłużenie czasu przygotowania do sakramentu małżeństwa – jako utrudnienie w otrzymaniu ślubu. Natomiast spotkanie w biurze parafialnym nie powinno być odpytywaniem, lecz uczciwą i pełną zaufania rozmową dającą szansę na rozwój siebie oraz relacji między przyszłymi małżonkami. Myślę, że wszystko zależy także od szczerości i otwartości – zarówno narzeczonych, jak i samego proboszcza. Trzeba pamiętać, że odpowiedzi mają charakter autodeklaracji. W badaniach psychologicznych to zawsze najsłabsza zmienna. Badany może nią łatwo manipulować. Oczywiście, analizy statystyczne wychwycą te „kłamstwa” czy niespójności, natomiast księdzu proboszczowi będzie już dużo trudniej. Przeprowadzone badania wykazały na przykład niespójność w odpowiedziach narzeczonych. Z jednej strony, deklarowali się oni jako osoby głęboko wierzące i praktykujące, z drugiej – nie podzielali nauczania Kościoła chociażby w kwestii antykoncepcji.

Na co najczęściej narzekali narzeczeni biorący udział w masowych katechezach w parafii?
– Krytykowali udział zbyt wielu uczestników, co stanowiło problem także dla organizatorów, związany chociażby z brakiem miejsc, małymi pomieszczeniami, przekazem prowadzącego niedostosowanym do tak dużej grupy – nieodpowiednimi technikami prowadzenia, słabym nagłośnieniem lub jego brakiem, niedogodnością związaną z odbiorem prezentacji multimedialnych. To znacząco osłabiało efekty formacyjne. Z psychologicznego punktu widzenia najlepszą formą katechezy byłaby praca w małych grupach lub systemie para na parę. Narzeczeni zwracali także uwagę na braki w tematyce zajęć. Dotyczą one głównie obszaru kompetencji psychologiczno-społecznych. Uważali, że zbyt mało czasu poświęca się tematom budowania wspólnych relacji w małżeństwie w oparciu o twórczą komunikację, umiejętności radzenia sobie z konfliktami i małżeńskimi kryzysami, a także obszarowi związanemu z wychowaniem dzieci. Pojawiły się także propozycje nowych tematów, np. jak radzić sobie z trudnymi treściami. Faktem jest, że nupturienci [osoby mające zawrzeć związek małżeński – przyp. red.] oczekują od prowadzących naukowej, rzetelnej, wręcz eksperckiej wiedzy, a nie „ogólnikowych” treści, które już znają z wcześniejszych etapów formacji, chociażby ze szkolnej katechezy. Ankietowani zwracają uwagę, że treści często są powtarzane na kilku różnych katechezach, stąd powinny być one wcześniej przedyskutowane w grupie wszystkich formatorów. Cennym wydaje się udział małżeństw i ich osobiste świadectwo wzrastania w małżeńskiej miłości. Głosy te wydają się bardzo istotne, ponieważ z jednej strony Kościół katolicki wymaga solidnej formacji przed sakramentem małżeństwa, a z drugiej – wciąż w wielu sytuacjach nie jest do tego procesu przygotowany.

Jedno z pytań badawczych dotyczyło czasu trwania znajomości przed planowanym ślubem. Największa liczba osób wskazała od 6 do 10 lat. Co konkretnie oznacza ten czas? To, że ktoś się znał, był tzw. parą czy może to już okres narzeczeństwa? I na ile nie jest to jednak związane ze wspólnym mieszkaniem i tzw. docieraniem się?
– Młodzi ludzie często długo są we wzajemnej relacji – w tym w większości w relacji seksualnej. Ponad 60 proc. badanych już ze sobą mieszkało. Kiedy podejmują decyzję o ślubie, często skupiają się już na samym małżeństwie, wybiegają w przyszłość, zaniedbując czas przygotowania do tej ważnej transformacji, jaką jest przejście od „ja” do „my”. Myślą, że przez czas zamieszkiwania ze sobą mają to już „przepracowane”. Jak jednak pokazują inne badania, dość szybko przeżywają kryzys małżeński, który często szybko kończy się rozwodem. Narzeczeni, niestety, częściej skupiają się raczej na organizacji ślubnej uroczystości niż na pogłębieniu międzyosobowych relacji. Ciągle więc stawiamy sobie pytanie, czy aktualnie rozumiane „narzeczeństwo” spełnia właściwą rolę w procesie formacji do małżeństwa.

Ankietowani odpowiadali też na pytanie, na jakie cechy charakteru i postawy zwracali uwagę przy wyborze narzeczonej lub narzeczonego. Co znalazło się na początku, a co na końcu tej listy?
– Najwięcej ankietowanych za najistotniejszą cechę u przyszłego współmałżonka wskazało zdolność do dialogu, na drugiej pozycji znalazła się zdolność rozwiązywania problemów. Wskazywano również – kolejno – na temperament, kontrolę emocjonalną, otwartość na bliskich i znajomych, umiejętności wychowawcze, podejście do życia religijnego. A czystość przedmałżeńska okazała się dla ankietowanych najmniej istotnym czynnikiem. Te wyniki pokazują narastający problem seksualizacji w społeczeństwie – cechy niegdyś istotne, jak dziewictwo i czystość przedmałżeńska, są współcześnie dla młodych ludzi mniej ważne, jeśli w ogóle są istotne.

Badana grupa respondentów liczyła 176 kobiet i 148 mężczyzn. Czy ten podział wskazał na jakieś prawidłowości w którejś z grup?
– Dokonując analizy między płciami, można zauważyć, że większe zaangażowanie religijne deklarują kobiety. Z kolei większą grupę tzw. wierzących niepraktykujących oraz tych, którzy są na etapie religijnych poszukiwań, stanowią mężczyźni. Jak się okazało, zaangażowanie religijne ma związek z podejściem do życia religijnego i sakramentalnego związku małżeńskiego. Im osoba bardziej zaangażowana religijnie, tym bardziej rozumie sakrament w kategoriach wewnętrznego doświadczenia, a nie czysto zewnętrznej celebracji. Niektórzy narzeczeni opisali zawarcie sakramentalnego związku „zamieszaniem”, „rodzinną tradycją” czy „uroczystością w kościele”. Analizy wykazały brak istotnych różnic w obrębie grupy mężczyzn i kobiet zarówno odnośnie do tożsamości osobowej, jak i religijnej, co oznacza, że pod względem dojrzałości tych dwóch obszarów kobiety i mężczyźni nie różnią się znacząco.

Czy możemy powiedzieć, że coś szczególnie wpływa na osiągnięcie dojrzałości do małżeństwa? To kwestia wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania – regionu czy wielkości miasta, stosunku do wiary lub Kościoła? Co pomaga, a co przeszkadza?
– Najliczniejszą grupę narzeczonych o najwyższym poziomie dojrzałości w badanych skalach stanowiły te osoby, które deklarowały głęboką wiarę i intensywne praktyki. Relacja do Boga i zaangażowanie w życie wspólnoty Kościoła ma największe znaczenie w kształtowaniu dojrzałości do małżeństwa sakramentalnego. Niestety, w grupie badanych aż 47 proc. narzeczonych charakteryzowało się obojętnym statusem religijnej tożsamości i w 66,7 proc. były to osoby deklarujące się jako wierzące niepraktykujące. Co to oznacza? Właśnie tyle, że ich stosunek do Boga, religii, praktyk czy wiary ma charakter obojętny. To grupa będąca dziś największym wyzwaniem duszpasterskim. Ich odniesienie do religii jest nacechowane aktualnie panującymi postmodernistycznymi trendami w postaci relatywizmu, negacji tradycyjnych wartości chrześcijańskich czy liberalizmu moralnego. Co ciekawe, nie są to osoby poszukujące, nie stawiają one pytań o wiarę, nawet nie kłócą się i nie buntują przeciwko temu, co dla nich jest niezrozumiałe lub czego w Kościele nie akceptują. Nie są to osoby przeżywające kryzys wiary, który prowokowałby je do religijnego samookreślenia. W odniesieniu do ich obojętnej religijnej postawy można przypuszczać, że również duchowy wymiar sakramentu małżeństwa, jako przyrzeczenia składanego sobie przed Bogiem, nie jest ani zrozumiany, ani też ważny. Nie można mówić tu o dojrzałej postawie do zawarcia sakramentalnego związku. Ślub stanowi dla nich „jedno z wielu” większych wydarzeń w ich życiu. Podjęcie decyzji o zawarciu związku w Kościele katolickim nie ma fundamentów religijnych i nie wypływa z ich osobistej relacji do Boga.

I tu pojawia się pytanie: co robią oni w grupie uczestniczących w przygotowaniu do sakramentu małżeństwa?
– Niestety, moje wcześniejsze badania dotyczące tożsamości religijnej młodych Polaków pokazały, że większość polskiego młodego społeczeństwa charakteryzuje się religijnością tradycyjną, ulegającą aktualniej modzie i pragmatycznym potrzebom skupionym głównie na zaspokajaniu estetycznych i hedonistycznych potrzeb. Część z odpowiedzi dotyczących sakramentu małżeństwa, przytoczonych powyżej, to potwierdza.

Jak zatem „zmierzyć” dojrzałość kandydata do małżeństwa? Bo przecież mamy świadomość, że tak jak istnieje wzorzec metra i kilograma w Sevres pod Paryżem, tak nie ma przecież „technicznych parametrów”, które by nam wskazały: „O, ten lub ta już się do małżeństwa nadaje”. Chyba że taką rolę pełni Skala Dojrzałości do Małżeństwa – tzw. SKALDOM. Można dzięki niej „przetestować” przyszłych małżonków?
– Jestem bardzo daleka od testowania i diagnozowania, kto się do małżeństwa nadaje, a kto nie. Tym, co uważam za cenne w trakcie formowania młodych ludzi, w tym także przygotowania do sakramentu małżeństwa, jest zwiększenie świadomości ich własnych zasobów i deficytów do bycia dobrym współmałżonkiem. Wspomniana skala, jako narzędzie psychologiczne, może być pomocą w zobaczeniu siebie w kontekście relacji z drugą osobą w trzech bardzo ważnych obszarach: akceptacji siebie, podejścia do życia małżeńskiego i rodzinnego, a także wewnętrznej integracji i podejścia do świata. Ważne jest, aby zobaczyć siebie z innej niż subiektywny osąd perspektywy, szczególnie to, co można zmienić, by uczynić własne małżeństwo szczęśliwym. Kiedyś usłyszałam zdanie o. Ludwika Mycielskiego, benedyktyna, który powiedział, że w swoim życiu próbował zmienić wielu ludzi i nigdy mu się to nie udało. Kiedy zaczął zmieniać siebie, dopiero wtedy zobaczył zmianę tych, którzy go otaczali. Ta myśl towarzyszy mi już od dawna, zarówno w kontekście budowania relacji małżeńskiej, jak i wspierania ludzi w ich rozwoju osobistym i międzyosobowym. Uważam, że przed zawarciem sakramentu małżeństwa trzeba zrobić jak najwięcej w kontekście pracy nad sobą, aby potem móc spokojnie poświęcić czas na budowanie głębokiej relacji małżeńskiej.

Jakie są dziś, Pani zdaniem, oczekiwania wobec małżeństwa?
– Dziś na małżeństwo patrzy się jako na związek dwóch ludzi, którzy wzajemnie wspierają się w drodze do doskonałości. To dojrzewanie, które jest nieustannym procesem. Dokonuje się nie tyle przez zmienianie drugiego, ile przeciwnie – przez osobistą postawę chęci zmiany siebie dla drugiej osoby i wzajemnej relacji. Małżonkowie to nie para chodzących ideałów, lecz świadkowie wiernej i gotowej na poświęcenia miłości. To kobieta i mężczyzna, którzy wspólnie podejmują ryzyko bycia razem do końca życia. Świadomie używam słowa „ryzyko”, gdyż współczesny świat podpowiada, że owo ryzyko się nie opłaca, że można żyć bez ślubu łatwiej i wygodniej. Wielu młodych boi się je podjąć, także z braku wzoru satysfakcjonującej relacji u własnych rodziców i lęku przed nieudanym związkiem. Patrząc z chrześcijańskiego punktu widzenia, małżeństwo to szansa na pełnię dojrzałości, własnej i innych, w tym także kolejnych pokoleń.

Zwykliśmy odmierzać dojrzałość człowieka miarą 18 lat – czyli wejścia w pełnoletność. Ale doskonale wiemy, że to sprawa umowna. Zdana matura i dowód tożsamości nie są żadną gwarancją, tym bardziej że tych „dojrzałości” – jak Pani wspomniała – jest całkiem sporo: psychiczna, ekonomiczna, społeczna, religijna…
– Możemy tu niejako mówić o dwóch miarach, jedną z nich jest dojrzałość, a drugą dorosłość. Co ciekawe, i jedna, i druga nie są jednoznaczne i nie można ich zamknąć w krótkiej definicji. Dojrzewanie to proces, w wyniku którego osiągamy określone dla danego etapu rozwojowego cechy czy kompetencje, możemy bowiem mówić o dojrzałości zarówno na etapie przedszkolaka, jak i osoby w podeszłym wieku. I tak dojrzałość obejmuje różne obszary ludzkiego życia – począwszy od naszej fizyczności, poprzez cały obszar przeżyć psychicznych i emocjonalnych, kompetencje społeczne czy wymiar życia duchowego – pozwalających na podjęcie konkretnych dla danego wieku działań i wzięcia odpowiedzialności za konkretne decyzje. Dorosłość, choć wydaje się pojęciem prostszym i łatwiejszym do określenia, dla naukowców zaczyna także stawać się coraz większym badawczym wyzwaniem. Okazuje się bowiem, że między dorosłością określaną w kategoriach prawnych i związanych – na przykład – z otrzymaniem dokumentu tożsamości czy prawa do głosowania możemy mówić o poczuciu dorosłości, jednak współcześnie duża większość 18-latków, a nawet 30-latków, nie jest w stanie określić siebie jako osoby w pełni dorosłej – jest to ciągle stan, który chcą osiągnąć, który jest na horyzoncie ich pragnień i dążeń bardziej niż coś, co aktualnie ich opisuje.

A takich osób stojących „na rozdrożu” jest coraz więcej…
– Niestety, okazało się, że brak dojrzałości religijnej związany jest także z brakiem dojrzałości osobowej. Tożsamość osobową – określoną jako „beztroskie rozproszenie” – charakteryzowało aż 42,2 proc. narzeczonych. W grupie tej zauważa się wyraźny kryzys tożsamości. Osoby te charakteryzuje życie „tu i teraz”, brak troski o przyszłość. Nie mają one jasno określonych życiowych celów, podejmowane przez nie decyzje mają charakter płynny i zmienny. Nie podejmują zobowiązań o trwałym charakterze, z którymi mogliby się identyfikować. Środowisko rozwoju opisywanych osób nie ma charakteru wspierającego i motywującego. Nie aktywizuje osób będących właśnie wciąż „na rozdrożu” do podjęcia poszukiwań w celu poradzenia sobie z istniejącą sytuacją. Decyzja o związaniu się z drugą osobą sakramentalnym węzłem małżeńskim często nie jest zbudowana na fundamencie osobistych poszukiwań, stawiania sobie pytań o powody danych wyborów i konfrontację z realnymi, możliwymi konsekwencjami danego zobowiązania. Bez odpowiedniego wsparcia z zewnątrz poradzenie sobie z tym wszystkim wydaje się bardzo trudne, a stworzenie trwałego małżeństwa – niepewne. Jak widać, w tej sytuacji Kościół stoi przed szczególnym formacyjnym wyzwaniem. Wyniki badań postulują integralną formację narzeczonych – zarówno osobową, jak i religijną, prowadzoną przez kompetentne osoby. Powinna ona mieć charakter zindywidualizowany, co pozwoliłoby na lepsze poznanie nupturientów i dostosowanie katechez do ich osobistych potrzeb.

Trzeba zatem dołożyć wszelkich starań, aby formacja religijno-duchowa miała wymiar bardziej zindywidualizowany, co pozwoliłoby na lepsze poznanie nupturientów. Można tego dokonać za pomocą:
• poszerzonego protokołu przedmałżeńskiego,
• wprowadzenia elementów związanych z ujawnieniem motywacji do zawarcia związku małżeńskiego,
• obowiązkowych spotkań kandydatów do małżeństwa z duszpasterzem w konkretnych parach, nie tylko w momencie spisywania dokumentacji,
• warsztatów tematycznych w małych grupach,
• wyjazdów w formie dnia skupienia lub rekolekcji większego nacisku na praktykę niż na teorię – warsztaty komunikacji, np. dotyczące rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie z kryzysem małżeńskim,
• zakorzenienia liturgicznego – praktycznego poznania znaczenia liturgii i jej symboli podczas zawierania sakramentu małżeństwa, co ma stanowić płaszczyznę do głębszych przeżyć uroczystości.

Psychologiczne i religijne aspekty dojrzałości nupturientów do zawarcia sakramentalnego związku, H. Pilarczyk, A. Wieradzka-Pilarczyk, Poznań 2020, s. 245

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki