Logo Przewdonik Katolicki

Czy musimy słuchać biskupa?

Monika Białkowska i ks. Henryk Seweryniak
fot. zatletic, imagedb.com/Adobe Stock

Biskupi nie są przedstawicielami czy delegatami papieża w diecezji. Oni mają swoje własne miejsce obok papieża i razem z papieżem, w jednym kolegium.

Monika Białkowska: Ktoś mnie pytał: co zrobić z biskupem, który stracił autorytet? Jak za nim iść? A może go zignorować i być po prostu wiernym papieżowi? Po co nam kolejni przedstawiciele – dziś, w XXI wieku, kiedy bycie w łączności bezpośrednio z Piotrem nie jest już żadnym problemem? 

Ks. Henryk Seweryniak: I tu od razu trzeba powiedzieć wyraźnie: biskupi nie są przedstawicielami czy delegatami papieża w diecezji. Oni mają swoje własne miejsce obok papieża i razem z papieżem, w jednym kolegium. 

MB: Bo na początku było grono Dwunastu – równych sobie z Piotrem na czele – a nie Piotr z pomocnikami. 

HS: Oczywiście. Tę rozmowę trzeba zacząć od wyraźnej i mocno podkreślonej woli Jezusa, którą zapisuje św. Marek: „Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał”.

MB: Charakterystyczne jest to: wybrał, których sam chciał. 

HS: Więcej nawet. Tam w języku greckim jest użyte słowo oznaczające „zrobił”, „uczynił”, „stworzył” wręcz. Dwunastu to nie jest prosty zbiór jakichś osób, to jest organizm, stworzony przez Jezusa pewien wyraźny twór, rozumiany jako całość. Ewangelista Marek wymienia wszystkie ich imiona, podobnie inni synoptycy, nawet u Jana są tego ślady, potem również w Dziejach Apostolskich. To pokazuje wyraźnie, że taka była wola Jezusa, że ta wspólnota, którą stworzył, ma mieć taki właśnie charakter – charakter, który my dziś nazywamy kolegialnym, a który można nazwać również pewną odpowiedzialnością wspólnotową. 

MB: Ta kolegialność, wyraźna na początku istnienia Kościoła, potem z czasem gdzieś się zatarła. Jakbyśmy pod wpływem ziemskiej władzy, królów i cesarzy zapominali, że papież nie jest jednym z nich i że biskupi nie są po prostu jego podwładnymi. 

HS: Dlatego jednym z najpiękniejszych owoców Soboru Watykańskiego II jest właśnie wydobycie tej kolegialności. Choć nie zawsze w praktyce to coś oznacza. Ale tak jest: papież, Piotr, zawsze jest w tym gronie kolegium biskupów, nie może być rozumiany oddzielnie, poza nim albo ponad nim. Sobór również podkreśla to, od czego zaczęliśmy: że biskupi nie są delegatami papieża. Oni mają w Kościele zwyczajną władzę, wynikającą wprost z ich święceń i urzędu. 

MB: To znaczy, że otrzymują ją po prostu wraz ze święceniami.

HS: I jest to pełnia święceń kapłańskich, co również podkreśla Sobór Watykański II. Biskupi mają pełnię kapłaństwa, a kapłani (prezbiterzy) są ich współpracownikami i ich kapłaństwo z tego biskupiego pnia wyrasta. Bo tylko biskup święceń udziela i oni w swoich święceniach są z nim związani. 

MB: Współpraca kapłanów z biskupami jest jasna. Ale na czym polega ta współpraca między biskupami? Nauczyliśmy się patrzeć na nich raczej jak na byty niezależne, każdy w swojej diecezji, podlegający wyłącznie papieżowi… 

HS: Biskup ma działać w gronie kolegium biskupów, wspólnie ponosząc odpowiedzialność nie tylko za swoje Kościoły lokalne, ale również za cały Kościół powszechny, z papieżem na czele. To jest bardzo oryginalna struktura, której poza Kościołem nie ma nigdzie indziej na świecie. Dlatego gdzieś „na wysokości” Soboru Watykańskiego I zaczęto mówić o Kościele jako societas perfecta, czyli o „doskonałej społeczności”. Oczywiście nie chodziło tutaj o jakąś bezgrzeszną czy cudowną społeczność, bo ludzie nie są bezgrzeszni i w każdym pokoleniu mają tego świadomość. Chodzi raczej o to, że Kościół nie musi się na innych społecznościach, zwłaszcza na państwie, wzorować, że w swojej strukturze jest oryginalny i niezależny. Dzisiaj już się do tego terminu nie odwołujemy, ale jeszcze bł. Paweł w 1969 r. nauczał: „Nie da się zaprzeczyć, że cel stojący przed Kościołem i władzą publiczną jest różny i że Kościół oraz Państwo, każde w swoim porządku, są społecznościami doskonałymi, a więc posiadającymi własne uprawnienia i środki, kierującymi się prawami, jakich wymaga ich natura. Jednakże i to również jest prawdą, że obydwie społeczności działają na korzyść wspólnego podmiotu, mianowicie człowieka”. 

MB: Wróćmy do Dwunastu. Do grona, które się dzisiaj rozrosło do ponad pięciu tysięcy biskupów. Dawniej człowiek wiedział o tym, co mówi jego biskup. Dziś wiemy, co mówią wszyscy. A oni – bywa – nie tylko się nie zgadzają, ale czasem wręcz sobie przeczą. 

HS: I właśnie po to w Kościele istnieje urząd papieski. Musimy rozumieć, że w Kościele są dwa podmioty najwyższej władzy: kolegium biskupów z papieżem na czele i papież w kolegium biskupów, ale mogący wobec kolegium wydawać decyzje, dotyczące utrzymywania jedności Kościoła. I to jest ważny moment w tej strukturze: papież ma prawo przywoływać do porządku swojego brata w biskupstwie, który ma władzę zwyczajną w swoim Kościele. I tego byliśmy świadkami choćby niedawno, w przypadku abp. Głódzia czy bp. Janiaka. 

MB: Jasne, ale w tych przypadkach mieliśmy do czynienia z wyraźną winą, polegającą na ukrywaniu przestępstwa. A co w sytuacjach mniej jednoznacznych, kiedy chodzi nie o przestępstwa, ale o poglądy? Jedni biskupi mówią: to jest złe. Inni o tym samym: to jest dobre. Jedni zachęcają do szczepionek, inni zniechęcają. Jedni nawołują do roztropności w pandemii, inni mówią, że pandemia to spisek. Biskup powiedział. Co, jeśli się z tym biskupem nie zgadzam? Jeśli uważam, że się zwyczajnie myli? Jak myśleć wtedy o swoim miejscu w Kościele? 

HS: Odpowiedź jest prosta. Ostatecznie słucha się papieża. Po to jest jego urząd: żeby jednoczyć tam, gdzie coś jest rozproszone, gdzie mogą pojawiać się różnice albo wątpliwości. On służy wręcz zachowaniu jedności. Kto idzie za papieżem, nigdy nie da się od Kościoła odłączyć. A jeśli mój biskup – według mojego dobrze uformowanego sumienia – tej jedności szkodzi, to ja w tej konkretnej kwestii powinienem się opierać nie na jego zdaniu, ale na nauce mojego Kościoła, wyrażonej przez Tradycję i aktualnego papieża. 

MB: Słowo klucz to „w tej konkretnej kwestii”. Bo nawet jeśli w tej konkretnej kwestii nie zgadzam się z biskupem i uciekam bezpośrednio do papieża, to nie jest to wypowiedzenie posłuszeństwa wiary swojemu biskupowi czy łączności z nim. Bo moje trwanie w Kościele nadal oparte jest o urząd biskupa miejsca. Niezależnie od jego poglądów czy grzeszności. 

HS: My powinniśmy czuć się ludźmi sumienia – chrześcijańskiego, dobrze uformowanego sumienia. To jest podstawowa instancja. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki