Zdarzają się chwile w pracy komentatora, gdy pojawia się informacja, a on po chwili namysłu wyrabia sobie o niej zdanie. A nawet napisze na ten temat felieton. Później jednak na światło dzienne wychodzą nowe fakty, nieznane opinii publiczności ani komentatorowi, które całkowicie zmieniają kontekst pierwotnej informacji. I sprawiają, że stawiana przez niego teza wydaje się problematyczna.
Mnie również zdarzają się takie sytuacje. Jedna z nich dotyczy felietonu, który ukazał się na tych łamach, winien jestem więc czytelnikom wyjaśnienia. Pisząc go, nie miałem wiedzy, która dopiero później stała się publiczna. Chodzi o tekst, w którym pochwaliłem polską prowincję dominikanów za to, że zamiast chować stare sprawy dotyczące nadużyć seksualnych w szafie, postanowiła wezwać wszystkich, którzy czują się skrzywdzeni przez któregoś z ojców, by zgłosili się ze swym świadectwem, a otrzymają wsparcie.
Sprawa ma swój początek we Wrocławiu, gdzie w latach 1996–2000 duszpasterstwo prowadził ojciec Paweł M., i właśnie do ofiar ojca M. zaapelowali wrocławscy dominikanie, ich prośbę zaś poparły władze zakonne, prosząc o kontakt wszystkie jego ofiary, ale też innych członków zakonu.
Kłopot w tym, że pięć dni przed tym, jak dominikanie wystosowali swój apel, prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie gwałtów, jakich miał dokonać ojciec M. w latach 2011 i 2018. O tym dowiedzieliśmy się dopiero po paru tygodniach. Ojcowie wiedzę opinii publicznej sączyli jak kroplówkę. 20 marca, dwa tygodnie po apelu, w „Gazecie Wyborczej” ukazał się wywiad z prowincjałem o. Pawłem Kozackim, który opowiedział, jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych ojciec M. stworzył sektę, w której na porządku dziennym była przemoc, a on sam miał wykorzystywać seksualnie podopieczne. Opowiedział, jak ówczesny prowincjał o. Maciej Zięba sprawcę od młodzieży odsunął, ukarał, lecz ofiary M. uznawały sprawę za otwartą. Choć wywiad ukazał się trzy tygodnie po wszczęciu sprawy ojca M. przez prokuraturę (kilka dni później duchowny trafił do aresztu), o nowych grzechach współbrata obecny prowincjał, za czasów którego zostały one popełnione, się nie zająknął. Mniejsza o to, że wyglądało to na próbę zrzucenia winy na nieżyjącego już o. Ziębę. Problem w tym, że to zachowanie, gdy kilka dni później Paulina Guzik na portalu Więzi opisała gwałty, jakich dopuszczać się miał M. w ostatnich latach, uderzyło w wiarygodność wszystkich wcześniejszych deklaracji zakonu. A ja chwaląc zakon, że sam wyszedł z inicjatywą wyjaśnienia grzechów z przeszłości w felietonie sprzed kilku tygodni, nie tylko sam poczułem się oszukany, ale jeszcze nieświadomie oszukałem czytelników.
Ale kwestia wciąż nie jest zamknięta. 30 marca dominikanie powołali niezależną od zakonu komisję (na jej czele stanął dr Tomasz Terlikowski), która do końca czerwca ma wyjaśnić sprawę ojca M. oraz odpowiedzialności jego zwierzchników. I choć zamęt, który w ostatnich tygodniach zafundowali nam dominikanie, bardzo mnie zasmucił, to powołanie niezależnej komisji jest dobrym ruchem. Choć czują, że mają coś na sumieniu, proszą osoby z zewnątrz, by sprawę od podszewki wyjaśniły. I w tym sensie mogą rzeczywiście ustanowić dobry precedens do wyjaśniania spraw w Kościele. Mimo iż okoliczności jego powstania były dwuznaczne.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.












