Wydalony za karę. I co dalej?

Przypadek byłego dominikanina Pawła M., skazanego i wydalonego ze stanu duchownego i zakonu, pokazuje, że nie możemy się zwalniać z odpowiedzialności za dalsze losy byłych księży.
Czyta się kilka minut
fot. Jann Huizenga/getty images
fot. Jann Huizenga/getty images

To już pięć lat. Tyle minie w tym miesiącu od publikacji pierwszego z dwóch reportaży Pauliny Guzik, poświęconych działalności dominikanina, opisywanego wówczas jako Paweł M. Reportaż ukazał się w portalu „Więzi” 24 marca 2021 roku i nosił tytuł Dominikańska recydywa. Dlaczego recydywa? Ponieważ, opowiadając historię zakonnicy molestowanej przez znanego dominikanina, autorka przypomniała, że wiele lat wcześniej ten sam Paweł M. wielokrotnie zgwałcił kobietę we Wrocławiu.

Wedle identycznego schematu

„Choć są to sprawy z dwóch różnych okresów i dwóch różnych przestrzeni, doświadczenia obu kobiet z dominikaninem są całkowicie spójne” – mówił zakonnik z innego zgromadzenia, dla zachowania anonimowości występujący w tekście Pauliny Guzik jako ojciec Leopold. „Do czynów doszło wedle identycznego schematu przemocy duchowo-seksualnej, jak przed laty we Wrocławiu” – podkreśliła autorka, zwracając uwagę, że 2 marca 2021 roku, pięć dni przed publiczną deklaracją ojców dominikanów o chęci wyjaśnienia sprawy ojca Pawła M., do prokuratury trafiła nowa – nieprzedawniona – sprawa kobiety skrzywdzonej przez tego zakonnika. „Tym razem osobą skrzywdzoną jest siostra zakonna” – podała dziennikarka.

We wrześniu 2022 roku media informowały, że dominikanin Paweł M. usłyszał wyrok czterech lat bezwzględnego więzienia za gwałt na kobiecie i „zmuszanie jej do innej czynności seksualnej w okresie od maja 2011 do sierpnia 2018 roku”. Zaznaczano, że do przestępstw miało dochodzić we wspólnocie, która miała mieć cechy sekty, i że wyrok sądu nie jest prawomocny. Prawie pół roku później pojawiła się informacja, że 8 marca 2023 roku dominikanin Paweł M. usłyszał prawomocny wyrok trzech lat więzienia za siedem przestępstw seksualnych, których dopuszczał się wobec jednej pokrzywdzonej w latach 2011–2018.

Został prawomocnie wydalony

Sprawę badał również Kościół. Dominikanie powołali komisję pod przewodnictwem Tomasza Terlikowskiego, która w połowie września 2021 roku opublikowała obszerny (250 stron) raport. Komisja była niezależna, ekspercka i została powołana przez ówczesnego prowincjała polskich dominikanów o. Pawła Kozackiego do zbadania sprawy ojca Pawła M. oraz przeanalizowania działań władz polskiej prowincji dominikanów w reakcji na jego czyny na przestrzeni ostatnich ponad 20 lat.

Nieco ponad rok temu, 20 lutego 2025 roku, dominikanie opublikowali komunikat, z którego wynika, że Paweł M. został prawomocnie wydalony ze stanu duchownego i z zakonu. Wyjaśniono, że proces karny na drodze administracyjnej, który zakończył się wydaleniem ze stanu duchownego w marcu 2024 roku, był prowadzony przez Generała Zakonu z upoważnienia Dykasterii Nauki Wiary. „Natomiast o wydaleniu br. Pawła M. z Zakonu, zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, zdecydował Generał Zakonu wraz ze swoją Radą. Nasza Prowincja nie brała udziału w działaniach prawnych” – można przeczytać w dokumencie podpisanym przez socjusza prowincjała, Szymona Popławskiego OP.

To powrót koszmaru

Komunikat zawiera istotną informację, że 16 maja 2024 roku sąd podjął decyzję o warunkowym zwolnieniu Pawła M. z pobytu w zakładzie karnym. Wyszedł więc na wolność.

Po co tak obszernie przypominać tę szokującą pod wieloma względami sprawę? Po to, aby zrozumieć ostrzeżenia, które pojawiły się nie tylko w mediach społecznościowych na przełomie lutego i marca. Ostrzeżenia przed Pawłem M. (tym razem podawane jest w wielu materiałach jego pełne nazwisko). Ostrzeżenia dotyczą organizowanych przez niego w internecie odpłatnych webinarów, mających pomóc uczestnikom „przemienić kryzys w transformację” i „odnaleźć fundament życia”. „Dla mnie to nie jest oferta kursu. To powrót koszmaru” – napisała w liście do „Tygodnika Powszechnego” jedna z kobiet skrzywdzonych przez byłego zakonnika. „Znów mówi o ratowaniu. O dotykaniu serca. O wchodzeniu w czyjąś intymność” – alarmowała.

Wśród wielu głosów poruszających tę kwestię uwagę zwraca wpis w mediach społecznościowych zamieszczony przez Sebastiana Dudę, teologa, który należał do wspomnianej wyżej komisji pod kierunkiem Tomasza Terlikowskiego, badającej sprawę Pawła M. Analizując krok po kroku propozycje kursu, teolog stwierdził „z całą stanowczością”, że można je uznać za niebezpieczne dla ewentualnych uczestników. Nie mniej zdecydowanie odradził korzystanie z usług byłego dominikanina „jako weekendowego coacha”.

Nie tylko rytualne odcięcie

Jednak Sebastian Duda, który – jak sam przyznał – zna Pawła M. osobiście, poruszył także kwestię, która – być może – przyszła do głowy także innym zainteresowanym najnowszą wrzawą wobec byłego zakonnika. „Myślę, że w tej sytuacji jasne stanowisko wobec działań swojego byłego współbrata powinni też zająć dominikanie” – stwierdził. Przedstawił również uzasadnienie swojego oczekiwania wobec Zakonu Kaznodziejskiego. „Nie chodzi tylko o rytualne odcięcie się od nich” – zaznaczył. Stwierdził, że jako chrześcijan dalej obowiązuje nas wobec byłego dominikanina przykazanie miłości bliźniego. „Właśnie dlatego piszę ten post. Mam w pamięci spotkania z nim i spotkania ze skrzywdzonymi przez niego” – wytłumaczył, przyznając, że zmieniły one jego życie i wciąż mają na nie wpływ. „Nie wolno dopuścić do ewentualnej dalszej przemocy psychicznej, duchowej i fizycznej kogokolwiek” – zaakcentował.

W swoim wpisie Sebastian Duda poszedł jeszcze dalej. Stwierdził, że jego zdaniem byłego dominikanina nie wolno „zostawiać obecnie bez pomocy”. Zauważył, że nie może on teraz pracować jako coach, terapeuta czy duchowy guru, „ale musi z czegoś żyć i mieć jakąś sensowną pracę”. Wskazał też, że po kilkudziesięciu latach spędzonych w zakonie znalezienie satysfakcjonującego zajęcia może być dla niego trudne. „Także dlatego, że po wyjściu z więzienia mógł nie przejść dotąd sensownego procesu uzdrowienia (a proponowanie przez niego weekendowych kursów dla osób w kryzysie jest w gruncie rzeczy dowodem, że takiego procesu nie przeszedł), choć pewnie utrzymuje jakieś kontakty ze swoimi dawnymi znajomymi, także dominikanami” – uzasadnił swoje stanowisko Sebastian Duda.

Nie sądzę, że to naiwne

Według niego zaoferowanie Pawłowi M. „czegoś w tym względzie jest również naszą sprawą jako chrześcijan”. Teolog dodał, że w naszej wierze przebaczenie i pojednanie, zaprzestanie krzywdy przez przeciwstawianie się krzywdzicielom oraz ich upominanie i pomoc w ich podnoszeniu się z winy jest tak samo ważne jak zadośćuczynienie wobec skrzywdzonych.

Wpis Dudy kończy się stwierdzeniem: „Nie sądzę, że to naiwne” i dwoma pytaniami: „Jak myślicie? Co robić?”. Jednak sprawa rodzi także inne znaki zapytania.

Kodeks prawa kanonicznego stwierdza jednoznacznie, że święcenia raz ważnie przyjęte nigdy nie tracą ważności (kan. 290). W samym kanonie zaznacza jednak, że ten, kto przyjął święcenia, może stracić stan duchowny m.in. „przez karę wydalenia wymierzoną zgodnie z przepisami prawa”. Usunięcie ze stanu duchownego uważane jest przez wielu za najsurowszą karę w Kościele katolickim. Karnie wydalony traci związane ze stanem duchownym w Kościele uprawnienia i obowiązki (choć nie otrzymuje równocześnie dyspensy od celibatu, o którą – jeśli chce – musi osobno wnioskować).

Wydaje się, że sprawa jest jasna, a kara dotkliwa. Jednak pojawiają się głosy sugerujące, że usuwając sprawcę przestępstwa (w rozumieniu prawa kanonicznego) z szeregów duchowieństwa, Kościół uwalnia się od odpowiedzialności za jego dalszy los, w tym również za podejmowane przez niego działania. Czy to pogląd uzasadniony? Raczej nie. Ukarani pozbawieniem stanu duchownego nie przestają być członkami Kościoła. Podobnie jak ci duchowni, którzy z własnej woli z różnych przyczyn rezygnują z kapłaństwa i uzyskują przeniesienie do stanu świeckiego. I jedni, i drudzy nie powinni znikać ze sfery zainteresowania Kościoła – zarówno jako wspólnoty, jak i instytucji. Przypadek byłego dominikanina Pawła M. dowodzi, że nie brak w Polsce katolików, którzy to rozumieją.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 11/2026