Logo Przewdonik Katolicki

Nadzieja na czas kryzysu

ks. Artur Stopka
Niedziela Palmowa w praskiej katedrze Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, 28 marca 2021 r. fot. MARTIN DIVISEK/PAP-EPA

Obecne czasy wydają się mroczne, czujemy się zagubieni w obliczu otaczających nas zła i przemocy, w obliczu cierpienia własnego i tylu ludzi wokół. Czy jest jeszcze w nich miejsce na nadzieję?

Czterdzieste trzecie Europejskie Spotkanie Młodych, zorganizowane tym razem online przez Ekumeniczną Wspólnotę z Taizé na przełomie ubiegłego i obecnego roku, odbywało się pod hasłem „Mieć nadzieję w porę i nie w porę”. Brat Alois, przeor wspólnoty, napisał w specjalnym liście, że w ciągu poprzedzających spotkanie miesięcy ludzie młodzi dzielili się z nią swoim niepokojem o przyszłość. Pytali, jaka nadzieja może im wskazać kierunek, gdzie szukać niezawodnego oparcia, kiedy wszystko jest tak niestabilne? „Pojawiają się też inne głosy, które mówią: nie ulegajmy rozczarowaniu, z uwagą wypatrujmy znaków nadziei” – zauważył brat Alois i dodał, że pośród trudnych realiów obecnego czasu można dostrzec znaki dające nadzieję i nawet mieć nadzieję wbrew wszelkiej nadziei.
Przełożony wspólnoty z Taizé w swej refleksji na rok 2021 starał się dodać otuchy. Jednak nawet użyte przez niego sformułowania pokazują, że nadzieja nie jest dzisiaj zjawiskiem powszechnym. Jej znaki nie tylko trzeba „dostrzegać”, ale należy ich „wypatrywać”.

Doświadczamy deficytu
Doświadczamy tego deficytu nadziei także w Polsce. Również w Kościele w naszej Ojczyźnie. Nie tylko z powodu pandemii, która kompletnie wywróciła dotychczasowe życie milionów osób, niszcząc szereg już istniejących przedsięwzięć, uniemożliwiając realizację planów i zamierzeń, siejąc lęk i nieufność. Coraz wyraźniej widać brak nadziei wynikający z ujawniania kolejnych przypadków zła, dziejącego się w naszej katolickiej wspólnocie. Przypadków, wobec których instytucja Kościoła i jej struktury wydają się bezradne, a nawet bezsilne.
Przeszłość i teraźniejszość Kościoła w Polsce dla wielu katolików w każdym wieku coraz częściej okazuje się przytłaczająca, wręcz nie do udźwignięcia w sferze emocji i nie do ogarnięcia umysłem. Zderzenie z wielkim złem, nawet jeśli ono kogoś nie dotyka bezpośrednio, stawia pod znakiem zapytania oczekiwania związane ze społecznością, w której do niego doszło. Budzi wątpliwości i podważa dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa. W ostatecznym rozrachunku podkopuje nadzieję.

Tak więc trwają
Z psychologicznego punktu widzenia nadzieja to połączenie oczekiwania, że nastąpi określony stan rzeczywistości z niepewnością, czy faktycznie będzie on miał miejsce. Nie jest potrzebna nadzieja, gdy istnieje stuprocentowa pewność, że coś nastąpi. Nie ma też miejsca na nadzieję, gdy prawdopodobieństwo spełnienia oczekiwań (w określonym czasie) jest zerowe.
Tak rozumianą nadzieję można utracić na przykład wtedy, gdy minie okres czasu, w którym miało dojść do realizacji konkretnych pragnień albo gdy z analizy posiadanych informacji (także nowo uzyskanych) wyniknie, że oczekiwane wydarzenia, fakty itp. nie mogą dojść do skutku.
Dla chrześcijanina nadzieja ma także inny wymiar. Jest jedną z cnót teologalnych, nazywanych także boskimi. Tych, które św. Paweł wymienił na końcu Hymnu o miłości zawartego w jego Pierwszym Liście do Koryntian. „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13,12–13) – napisał Apostoł Narodów.

Wiem, znam, cóż nowego
Kilka lat temu w portalu Aleteia Joanna Operacz zamieściła ciekawe spostrzeżenie dotyczące cnoty nadziei. Porównała wszystkie trzy cnoty teologalne do sióstr, z których najmłodsza jest wiara, a najstarsza miłość. Nadzieja w tym ujęciu okazuje się „średnią siostrą”. Autorka Aletei zwróciła uwagę, że „środkowe” dzieci często są uważane przez rodziców za bezproblemowe: najbardziej posłuszne, zaradne, zawsze zadowolone. „Ale te same dzieci nieraz po latach skarżą się, że w tę rolę wepchnęło je to, że doświadczyły trochę mniej zainteresowania ze strony rodziców niż ich starsze i młodsze rodzeństwo” – napisała Joanna Operacz i zadała pytanie, czy podobnie nie jest traktowana przez wierzących chrześcijan nadzieja. Warto się nad nim zastanowić. Czy istotnie nie traktujemy tematu rozumianej po chrześcijańsku nadziei trochę po macoszemu? Trochę na zasadzie „wiem, znam, cóż nowego można o niej powiedzieć?”.
A jednak można o niej powiedzieć bardzo dużo. Papież Benedykt XVI w 2007 r. poświęcił nadziei chrześcijańskiej całą encyklikę, zaczynającą się od słów Spe salvi facti sumus (W nadziei już jesteśmy zbawieni). Zwrócił w niej m.in. uwagę, że „nadzieja” stanowi centralne słowo wiary biblijnej. „Do tego stopnia, że w niektórych tekstach słowa «wiara» i «nadzieja» wydają się być używane zamiennie”.

Jeszcze będzie normalnie
Tematem nadziei Joseph Ratzinger zajmował się wiele lat wcześniej, zanim został następcą św. Piotra. Między innymi w roku 1986, w czasie rekolekcji dla księży zrzeszonych w jednym z ruchów kapłańskich, zwracał uwagę, że nie należy nadziei mylić z optymizmem. Na tę różnicę zwrócił również uwagę papież Franciszek w katechezie wygłoszonej 7 grudnia 2016 r. „Optymizm zawodzi, nadzieja – nie!” – stwierdził dobitnie. Powiedział też, że bardzo potrzebujemy nadziei w czasach, „które wydają się mroczne, w których niekiedy czujemy się zagubieni w obliczu otaczających nas zła i przemocy, w obliczu bólu tylu naszych braci”.
W minionym roku wielokrotnie można było w Polsce usłyszeć lub przeczytać słowa refrenu piosenki Tomka Lipińskiego, lidera zespołu Tilt, napisanej w 1990 r.: „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Miały one dodawać otuchy i budzić nadzieję. Przypominają znane zapewnienie „Wszystko będzie dobrze”. Czy istotnie oddają one istotę tego, czym jest prawdziwa nadzieja? Niekoniecznie. Zwłaszcza w kontekście, w jakim były przywoływane. Raczej były wyrazem tęsknoty za przeszłością, żalem za czymś, co zostało utracone.

Czasu nie cofa
Często można dziś usłyszeć „Mam nadzieję, że wszystko wróci do normalności, że znów będzie tak, jak kiedyś”. Kto tak mówi i myśli, wcale nie kieruje się nadzieją. Chce cofnąć czas. Chce przywrócenia sytuacji sprzed wybuchu globalnej epidemii albo zanim Kościół znalazł się pod pręgierzem z powodu ujawnianych raz po raz nadużyć i zaniedbań w różnych dziedzinach jego życia. Nadzieja czasu nie cofa. Nawet go nie zatrzymuje. Takie podejście to w rzeczywistości poważna pokusa skierowana przeciwko nadziei.
Inna pokusa wymierzona w nadzieję polega na szukaniu w sytuacji trudnej, niebezpiecznej, gdy wokół panoszy się zło, to próba „urządzania się” w istniejącej rzeczywistości. Chodzi o próby znalezienia w kryzysowej rzeczywistości jakiejś wygodnej niszy dla siebie, nastawienie na budowanie „małej stabilizacji” nawet w najgorszych warunkach, postawę „moja chata z kraja”. Takie zachowanie wydaje się uzasadnione w sytuacjach zamętu, zamieszania, zagrożenia, ale nie ma wiele wspólnego z nadzieją. Nadzieja nie skupia się na przeczekaniu, na przetrwaniu, choć z pewnością przetrzymanie trudnych chwil bardzo wspomaga. Jest jednak nakierowana na przyszłość.

Powietrze, którym oddycha
Papież Franciszek w październiku 2019 r. w jednej z homilii wygłoszonych w Domu św. Marty wyjaśniał, że nadzieja to ciągłe życie w napięciu, to świadomość, że nie możemy uwić sobie tutaj gniazdka. „Życie chrześcijanina to «napięcie w nastawieniu na»” – stwierdził. Dodał, że nadzieja jest pokorna, jest cnotą, którą wypracowuje się każdego dnia, każdego dnia należy ją podejmować na nowo. Wymaga też cierpliwości. Zwrócił uwagę, że nadzieja jest cnotą, której się nie widzi, bo ona pracuje niejako „od środka”. „Nie jest łatwo żyć nadzieją, ale moim zdaniem, powinna ona być powietrzem, którym oddycha chrześcijanin. W przeciwnym wypadku nie pójdzie naprzód, bo nie będzie wiedział dokąd iść” – powiedział Franciszek. Dodał też coś, co może się wydawać zaskakujące. Stwierdził, że to nadzieja daje ludziom bezpieczeństwo.
Chrześcijańska nadzieja to nie próby zrealizowania za wszelką cenę własnej woli, lecz oczekiwanie na wypełnienie obietnicy danej przez samego Boga. To oczekiwanie wymaga jeszcze jednej cechy niezbędnej dla nadziei. Wymaga zaufania.
Benedykt XVI w swojej encyklice napisał, że potrzebujemy małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze. Jednak bez wielkiej nadziei, która musi przewyższać pozostałe, okazują się one niewystarczające. „Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, który ogarnia wszechświat i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć” – stwierdził. To ważne przypomnienie, zarówno na czas pandemii, jak i na czas kryzysu w Kościele.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki