Potrzebujemy nowego zapału ekumenicznego

Udało nam się zrobić bardzo wiele: dialog jest czymś normalnym, nie ma już wojen między chrześcijanami, jest wiele wspólnych przedsięwzięć. Ale brakuje faktów, które byłyby oznaką pojednania Kościołów – rozmowa z bratem Markiem z Taizé.
Czyta się kilka minut
Wspólnota ekumeniczna w Taizé w 1962 r. Od roku 1969 jej członkami są również katolicy | fot. akg-images/Paul Almasy/East News
Wspólnota ekumeniczna w Taizé w 1962 r. Od roku 1969 jej członkami są również katolicy | fot. akg-images/Paul Almasy/East News

MAŁGORZATA BILSKA: Po raz pierwszy zetknął się Brat ze wspólnotą Taizé, studiując ekonomię w Poznaniu. To były lata 60. XX wieku, głęboki PRL. W Kościele obradował Sobór Watykański II, przynosząc wiele kluczowych zmian, w tym te dotyczące ekumenizmu. Z uwagi na żelazną kurtynę i specyficzną sytuację Kościoła w Polsce decyzje soborowe z trudnością przebijały się u nas do świadomości. Jest Brat jednym z prekursorów ekumenizmu na naszym terenie. Czego Brat wtedy szukał, że znalazł akurat odległe Taizé?

Brat Marek: Sobór jednak docierał do polskich katolików w dużo większym stopniu, niż się dziś uważa. Było to możliwe przede wszystkim dzięki zakonom, które prowadziły bardzo prężnie działające duszpasterstwa akademickie. W czasie PRL-u stały się one przestrzenią wolności i niezależności, wpływając na nowy sposób kształtowania religijności inspirowany soborem. Kiedy zacząłem studiować w 1968 r., od razu przyszedłem do duszpasterstwa ojców zmartwychwstańców, które działało przy kościele pw. Maryi Królowej na Wildzie w Poznaniu. Sala, w której się spotykaliśmy, znajdowała się na wieży kościoła, nazwano je więc „Na wieży”. U nas, podobnie jak w sąsiednim duszpasterstwie na poznańskim Dębcu, była grupa osób, które interesowały się ekumenizmem. Kontaktowaliśmy się ze sobą.

Ekumenizm to była wielka nowość, owoc właśnie tego, co wydarzyło się na soborze. Wcześniej to było nie do pomyślenia! Pamiętam czasy, gdy kościoły niekatolickie omijało się szerokim łukiem, a w Poznaniu było ich sporo: metodyści, baptyści, luteranie, kościół polskokatolicki, cerkiew prawosławna itd. Wraz ze zmianami zachodzącymi w Kościele, zaczęliśmy nawiązywać kontakty z młodymi ludźmi innych wyznań chrześcijańskich i ich duchownymi. To nas naprowadziło na trop Taizé.

Wspólnotę założył brat Roger we Francji w 1940 r., a katolicy mogą do niej wstępować od roku 1969. Zatem rzeczywiście, jestem zaangażowany w ekumeniczne kontakty z Taizé niemal od samego początku.

MAŁGORZATA BILSKA: Pierwszy raz zetknął się Brat ze wspólnotą dzięki pewnej książce.

Brat Marek: Nosiła tytuł Taizé i Kościół jutra, autorem był Jean-Marie Paupert, a po polsku wydało ją w 1968 r. Wydawnictwo PAX. Książka miała ważny załącznik: regułę Wspólnoty Taizé. Ona nas bardzo zainspirowała. Taki był mój pierwszy kontakt. Ale zainteresowanie ekumenizmem w naszym środowisku było w tamtym czasie naprawdę autentyczne i bardzo żywe.

Pionierkami polskiego ekumenizmu były dwie kobiety. Pierwszą była katoliczka s. Joanna Lossow, bardzo światła franciszkanka z podwarszawskich Lasek. Prymas Stefan Wyszyński w swojej mądrości i rozwadze powierzył jej wprowadzanie ekumenizmu w Polsce. Znała już temat, jej mama była katoliczką, a ojciec ewangelikiem reformowanym. Stała się ona jedną z głównych promotorek ekumenicznych zmian w Kościele w Polsce. Drugą była s. Regina Witt, diakonisa z Kościoła luterańskiego. Razem, dwa razy do roku, w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach, organizowały rekolekcje ekumeniczne. Grupa poznańskich studentów, do której należałem, regularnie w nich uczestniczyła. To nam otworzyło oczy i serca na rzeczywistość braci i sióstr z innych chrześcijańskich Kościołów.

MAŁGORZATA BILSKA: To musiał być fantastyczny czas, nowy początek, świeży powiew Ducha Świętego – jakby wiosna. Ekumenizm nie oznacza jednak z automatu Wspólnoty Taizé. Co to znaczy „odkrywać powołanie do Taizé”? Jak Brat je rozeznawał? Bo tego na odległość czy na rekolekcjach dwa razy do roku zrobić się nie da.

Brat Marek: Trudno było nawet marzyć o tym, żeby wyjechać do Taizé! To było absolutnie niedostępne dla kogoś, kto nie miał za granicą (tu, we Francji) bliskiej rodziny lub bardzo bliskich przyjaciół, którzy wzięliby za niego odpowiedzialność, opłacili podróż itd. Polska złotówka niewiele wtedy znaczyła, studenci nie mieli pieniędzy na taki wyjazd. Poza tym wtedy trzeba było mieć zaproszenie, żelazna kurtyna nie pozwalała swobodnie podróżować, nie miałem więc możliwości wyjazdu. Ale na przełomie lat 60. i 70. bywali tu ludzie z Taizé. Wspólnota doszła bowiem do wniosku – a gromadziło się tam już dość sporo ludzi – że brakuje młodych z Europy Środkowej i Wschodniej. Wiedzieli, że są tam chrześcijanie, więc sami wyszli z inicjatywą przyjazdu do nas.

MAŁGORZATA BILSKA: Najpierw wysłali do Polski młodych wolontariuszy. Gdzie można było ich spotkać? Przecież urząd bezpieczeństwa bał się takich wizyt…

Brat Marek: Pierwszym miejscem, gdzie się pojawili, była Pielgrzymka Warszawska. Można się w niej było łatwo ukryć. Kiedy się to sprawdziło, bracia wysyłali wolontariuszy dość regularnie, aby szli z młodymi Polakami w pielgrzymce z Warszawy do Częstochowy. To im pozwoliło odkryć, że są w Polsce grupy chrześcijan zainteresowane ekumenizmem. Między innymi nasza grupa z Poznania.

W 1971 r. przyjechał do nas brat Clément. Trochę przez przypadek, bo zaproszono go najpierw do Lublina na Tydzień Eklezjologiczny – ważne wydarzenie zorganizowane przez Katolicki Uniwersytet Lubelski. Brat, korzystając z tej okazji, odwiedził kilka ośrodków akademickich. W Warszawie dowiedział się o tym, że jest młodzież w Poznaniu, która już trochę zna Taizé, interesuje się regułą. Pomogły nam spotkania w Laskach. Jego przyjazd sprawił, że miałem pierwszy, osobisty kontakt z kimś z braci. Do tej pory spotykałem tylko młodych wolontariuszy, tym razem był to sam brat. Rok później wysłał nam zaproszenia i bilety do Taizé.

MAŁGORZATA BILSKA: Pierwszy pobyt…

Brat Marek: W 1972 r. pojechałem do Francji. Dwa miesiące żyłem z braćmi i to był czas bardzo potrzebny dla mojego powołania. Wtedy zrodziła się myśl: może to dla mnie? Wróciłem do kraju. Skończyłem studia, równolegle zastanawiałem się nad powołaniem kapłańskim lub zakonnym. Brałem pod uwagę seminarium poznańskie, przez rok rozmawiałem o tym z ojcem duchowym. Kontakt z braćmi też był żywy, relacje się pogłębiały. Trzy lata później zdecydowałem, że jednak chcę być bratem i drugi raz pojechałem do Taizé.

Odbyłem długie rekolekcje i potem wspólnie z braćmi zdecydowaliśmy, że zostaję bratem Faktycznie do wspólnoty mogłem się przyłączyć dopiero w 1977 r., bo prawie trzy lata trwały formalności, bym mógł legalnie żyć we Francji. Za to w dniu przyjazdu bracia przyjęli mnie do  wspólnoty.

Mam przekonanie, że wszystko, co mnie do nich zaprowadziło, nie było przypadkiem. Ani ta książka, ani brat, który do nas przyjechał itd. Te wydarzenia były dla mnie znakami od Boga, że droga Taizé mnie osobiście dotyczy i muszę na to jakoś odpowiedzieć.

MAŁGORZATA BILSKA: W ten sposób przetarł Brat szlaki innym.

Brat Marek: Pamiętam, jak brat Roger podczas mojego pierwszego pobytu w Taizé zapytał mnie: co moglibyśmy wspólnie zrobić w Polsce? Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć, ale zapewniłem, że gdyby bracia mieli jakiś pomysł, to pomogę. Życie we wspólnocie absolutnie jest kwestią powołania, jest trudne. To nie jest wymysł tej czy innej osoby. Jest w tym ręka Boża, dzięki czemu człowiek żyjący w taki sposób może być bardzo szczęśliwy i spełniony. Bóg woła, powołuje do służby. Pomału odkrywałem, do czego zaprasza mnie.

MAŁGORZATA BILSKA: Bracia słyną z wielkiej prostoty życia, ale mnie najbardziej intryguje braterstwo. Franciszek napisał encyklikę Fratelli tutti, przypominając, jak jest ono ważne. Znam też ciekawą książkę ks. prof. Josepha Ratzingera z przełomu lat 50. i 60. Chrześcijańskie braterstwo. Jak wy praktykujecie je na co dzień we wspólnocie, która składa się przecież z chrześcijan tak wielu Kościołów?

Brat Marek: Braterstwo to jest serce Ewangelii, to rzeczy w niej najistotniejsze. Jezus przychodzi na świat, aby nam powiedzieć, że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Ojca. On sam jest dla nas bratem, a my jesteśmy braćmi i siostrami dla siebie nawzajem. Niezależnie od tego, skąd pochodzimy, jakim językiem mówimy. Jezus spotykał się z każdym człowiekiem, niezależnie od tego, czy ten był bogaty czy biedny, bardzo wierzący czy mniej, należał do Ludu Wybranego czy był spoza niego i czcił innych bogów. Nie było dla Niego żadnych granic. On wskazuje nam tę drogę bardzo wyraźnie. Dlatego w Taizé Ewangelia jest fundamentem braterstwa.

Ono ma inne źródła niż słynne hasło Wielkiej Rewolucji Francuskiej: Wolność – Równość – Braterstwo. Dla Francuzów, którzy są dziedzicami rewolucji, wielkim wyzwaniem jest ich wcielanie w życie i nie ukrywają, że najtrudniej jest z braterstwem. Czy bez głębokiego fundamentu realizacja braterstwa jest możliwa? Widać dziś zresztą, jak zmienia się stosunek do imigrantów i ludzi szukających tu pomocy. My, chrześcijanie, czerpiemy z Ewangelii, a w niej Chrystus jasno mówi: nie jesteście sierotami, macie Ojca, braci i siostry. Ojciec jest jeden i ten sam dla wszystkich.

MAŁGORZATA BILSKA: Chrześcijaństwo jest przede wszystkim relacją, człowiek został stworzony na obraz Boga – Relacji Trzech Osób. Do relacji jest powołany, a braterstwo także nią jest. Jak uczyć innych takiej miłości w relacjach z innymi niż my?

Brat Marek: Jeżeli chcemy, żeby bycie braćmi było realną rzeczywistością, a nie tylko ideą, to musimy budować relacje oparte na dobroci, otwartości, współczuciu, przebaczeniu; na służbie wzajemnej. Trzeba zgodzić się też na to, że drugi człowiek jest inny niż ja. W rodzinie my też nie wybieramy sobie brata czy siostry. Oni po prostu są i kochamy ich takich, jacy są – bez zazdrości, rywalizacji, zmieniania ich na siłę. My we wspólnocie wcale nie dobieramy się tak, żeby nam było ze sobą miło. Bracia są bardzo różni, mają różne charaktery. Lepsze i gorsze (śmiech). Mają różne wady. Dzięki temu możliwe są relacje, bo jak by one wyglądały, gdyby wszyscy byli identyczni? Różnice to jest szansa na to, żeby różnorodność została ze sobą pojednana. Brat Roger chciał, abyśmy w różnorodności tworzyli komunię. Mamy się nie ujednolicać! Może wspólna modlitwa, która jest dla nas bardzo ważna i na którą wkładamy białe habity, sprawia czasem wrażenie, że my jesteśmy tacy sami. W jedności – choć na cztery głosy – razem śpiewamy. Jednak w życiu codziennym jesteśmy naprawdę bardzo różni. Dlatego w pierwszej kolejności trzeba dbać o relacje, żebyśmy byli wspólnotą. Bez relacji i bez zaufania wspólnota nie istnieje. Myślę, że chyba dlatego, że nam to lepiej czy gorzej wychodzi, przyjeżdża do nas co roku tylu młodych ludzi.

MAŁGORZATA BILSKA: No właśnie, Brat właśnie wrócił z kolejnego Spotkania Młodych, które tym razem odbyło się w Tallinnie. Jak było? Czy działo się coś szczególnego z uwagi na rozpoczęty właśnie Rok Jubileuszowy?

Brat Marek: Jeszcze nigdy nie byliśmy tak daleko na wschód i na północ Europy, choć takie spotkania organizujemy co roku od prawie 50 lat. Młodzi dotarli z najdalszych zakątków naszego kontynentu: z Portugalii, Włoch, Francji… Łatwiej było tym razem Litwinom czy Białorusinom, cieszyła nas szczególnie duża grupa z Ukrainy. A najliczniejszą grupą wśród 3,5 tys. uczestników byli jak zwykle młodzi Polacy, a z nimi ich duszpasterze i czterech biskupów, w tym jeden kardynał.

Estonia jest krajem bardzo zsekularyzowanym, chrześcijanie są tu mniejszością. Przyjęcie tak licznej rzeszy młodych ludzi wymagało nie lada wysiłku. Oczywiście pomagaliśmy w tym: od września trzech braci i czworo wolontariuszy zamieszkało w Tallinnie, żeby razem pracować. Zaangażowania ze strony estońskich chrześcijan nie brakowało. Na możliwość przyjęcia młodych Europejczyków u siebie czekali, jak nam mówili, 30 lat, to znaczy od czasu pierwszych wizyt w Taizé, zaraz po odzyskaniu niepodległości.

Brat Matthew, nasz nowy przeor od roku, zredagował z pomocą młodych list, który nosi tytuł: Nadzieja ponad wszelką nadzieję. Temat współbrzmi więc z myślą przewodnią Roku Jubileuszowego. Już od lutego, po krótkiej przerwie, otwieramy Taizé dla młodych (i nie tylko młodych). Rozpoczną się cotygodniowe spotkania, razem będziemy szukać, jak być pielgrzymami nadziei ponad wszelką nadzieję. A 30 i 31 lipca będziemy się modlić w Rzymie z uczestnikami Jubileuszu młodych.

W Tallinnie był z nami też przez całe spotkanie arcybiskup Paryża Laurent Ulrich. Nie bez powodu, bo kolejne Europejskie Spotkanie Młodych odbędzie się w Paryżu.

MAŁGORZATA BILSKA: Trwają w tej chwili prace nad nową wersją Europejskiej Karty Ekumenicznej, która ma zostać podpisana w Niedzielę Miłosierdzia, 27 kwietnia. Bracia biorą w tym udział. Ona coś zmieni, jeśli chodzi o nasze podejście do ekumenizmu?

Brat Marek: Ja akurat nie biorę bezpośrednio udziału w pracach. Na pewno jednak jest wielka potrzeba nowego impulsu, nowego zapału ekumenicznego. Dotychczas udało nam się zrobić bardzo wiele. Dialog jest czymś normalnym, nie ma już wojen między chrześcijanami. Jest bardzo wiele wspólnych przedsięwzięć ponad podziałami. Ale nie ma ewidentnych faktów, które byłyby oznaką pojednania Kościołów. To jest nasz najważniejszy cel. Nadal zmierzamy do naszego Boga równoległymi drogami. Dla niektórych chrześcijan nadal decydująca jest przynależność konfesyjna, a nie bycie uczniem Chrystusa. Więc pewnie przyda się jakieś nowe otwarcie, które zmotywuje nas do ekumenizmu.

MAŁGORZATA BILSKA: Korzystając z okazji, czy może Brat powiedzieć coś na temat katolicyzmu we Francji, który jest tak bardzo inny niż nasz?

Brat Marek: Katolicyzm francuski ma swoją specyfikę, która rzeczywiście w Polsce jest mało znana i niedoceniana. W ubiegłym roku mieszkałem w małej fraterni w Seine-Saint-Denis pod Paryżem. Jesteśmy tu świadkami dużego ożywienia religijnego. To nie są może jakieś wielkie tłumy, ale w naszej parafii św. Marty ogromnie zaangażowani są ludzie świeccy i bardzo wiele się dzieje. Księży brakuje, choć tutaj i tak nie jest źle, bo na trzy kościoły jest trzech księży… Większość z tych świeckich faktycznie pochodzi z warstw dobrze wykształconych, dobrze sytuowanych. Widać też ogromną troskę o młodzież.

Do Taizé dwa razy w roku przyjeżdżają tysiące młodych ludzi w wieku 14–16 lat. To są specjalne grupy zorganizowane przez duszpasterstwa z całej Francji. Młodzi odbywają tutaj rekolekcje przed bierzmowaniem. Towarzyszą im świeccy opiekunowie. Setki ludzi dają im swój czas wolny, aby z nimi być. Przyjeżdżają też z nimi księża i biskupi. Troska o młodych i aktywni ludzie świeccy to cechy charakterystyczne tego katolicyzmu. Więc jest nadzieja, że Kościół się tu odrodzi – w nowy sposób, na trochę nowych zasadach.

---

Brat Marek
Pierwszy Polak, który został bratem w Taizé; jest katolickim księdzem; przez wiele lat zajmował się przyjmowaniem Polaków przyjeżdżających do wioski

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2025