Logo Przewdonik Katolicki

Boli upadek moralistów

Michał Szułdrzyński
fot. Magdalena Książek

W całej dyskusji wokół posłanki Joanny Lichockiej i gestu, który wykonała podczas ostatniego posiedzenia Sejmu, co najmniej dwie rzeczy były niezwykle martwiące. Najprzykrzejsze były stadne odruchy, które się w niej uruchomiły.

Polityczni sojusznicy zaczęli przekonywać, że nic strasznego się nie stało i to nie posłanka wykonała wulgarny gest, lecz że zła opozycja oskarża ją o wulgarne zachowanie. Cóż, trzeba się sporo nagimnastykować, by uwierzyć w tłumaczenia posłanki, że jedynie drapała się w oko, tym bardziej że później zmieniła zdanie i twierdziła, że odgarniała włosy. Na szczęście po stronie jej sojuszników znalazło się kilka osób, które stwierdziły, że jak ktoś zrobi coś niewłaściwego, to trzeba przeprosić, a nie twierdzić, że winni są ci z drugiej strony. Tak zrobił np. wpływowy polityk PiS Joachim Brudziński, który napisał na Twitterze: „Jeżeli ktoś chce być twarzą poselskiej uchwały potępiającej nienawiść i agresję w życiu publicznym, to nawet jak jest brutalnie atakowanym, to powinien mieć w sobie siłę i przeprosić, gdy poniosą go złe emocje na sali sejmowej”. Czy pisałby w ten sposób, gdyby rzeczywiście posłanka jedynie odgarniała włosy? Zresztą w swym komentarzu zwrócił uwagę na inną ważną rzecz – posłanka Joanna Lichocka tego samego dnia w Sejmie prezentowała specjalną uchwałę potępiającą uczestników uroczystości w Pucku kilka dni wcześniej, podczas których część demonstrantów wygwizdała prezydenta Andrzeja Dudę. Krzyczeli: „Będziesz siedział”. Choć strona rządowa przekonywała, że jeden z protestujących użył wobec prezydenta wulgarnego słowa, po przesłuchaniu nagrań z tamtego wiecu niczego takiego nie usłyszałem. Ale jeśli się coś takiego pojawiło, to oczywiście nie powinno mieć miejsca. Niemniej to jednak dość przykre, że akurat autorka uchwały potępiającej agresję i nienawiść w życiu publicznym sama traci nerwy.

Spyta ktoś: po co poświęcać tyle miejsca takiemu wydarzeniu – przecież nie brak chamskich i oburzających zachowań na naszej scenie politycznej. Przecież takie gesty – niestety – zdarzają się po różnych stronach politycznej barykady. Ale tu właśnie dochodzimy do drugiego ważnego problemu. Otóż jeśli wulgarny gest pokazuje polityk partii, która przekonuje, że właśnie dokonuje moralnej rewolucji, sytuacja robi się poważniejsza. Partia rządząca lubi się podpierać tradycją, wiarą i moralnością w swej działalności publicznej. Mówiąc wprost: jeśli chamsko zachowuje się ktoś, kto na co dzień opowiada o wartościach i moralności, jest to znacznie bardziej irytujące, niż jeśli chamsko zachowuje się osiedlowy łobuz.
I tu może paść zarzut, że stosuje się różne standardy wobec różnych partii. Nie, to nie my komentatorzy stosujemy różne standardy. To te partie stosują różne standardy. Jeśli ktoś przekonuje, że właśnie dokonuje historycznej rewolucji moralnej, po prostu mniej mu wolno. A jeśli zachowuje się źle, tym bardziej razi hipokryzja jego zachowania. Moralistom mniej wolno. A zarazem nie ma nic tak żenującego, jak upadły moralista, który tłumaczy się ze swego upadku, twierdząc, że robią tak wszyscy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki