Logo Przewdonik Katolicki

Tuleya na medialnej pianie

Marek Magierowski
Fot.

Z jednej strony skazany za łapówki lekarz, z drugiej ci, którzy dostarczyli dowodów jego winy. Pośrodku sędzia, który daleki jest od bezstronności. Czego dowiadujemy się o naszym wymiarze sprawiedliwości z wyroku na słynnego chirurga Marka G.?

Z  jednej strony skazany za łapówki lekarz, z drugiej ci, którzy dostarczyli dowodów jego winy. Pośrodku sędzia, który daleki jest od bezstronności. Czego dowiadujemy się o naszym wymiarze sprawiedliwości z wyroku na słynnego chirurga Marka G.?

 
Choć wyrok nie potwierdził propagandowej narracji o niewinnym doktorze, prześladowanym przez złowrogiego Kaczora, to jednak wystąpienie sędziego pozwala tę narrację podtrzymywać. Owszem, lekarz brał łapówki, ale jednak z uwagi, że go na tym nakryto za pomocą ,,stalinowskich” metod, był ofiarą. W ten sposób można deprecjonowac każdy wyrok. 
Jak powszechnie wiadomo, od dłuższego czasu media w Polsce są w stanie agonii. Odżywają jedynie od czasu od czasu, gdy ktoś przypomni i napiętnuje zbrodnie IV RP, malując przerażający obraz prześladowań oraz cenzury, jaka panowała w tamtych czasach. Dziennikarze mają wtedy kilkutygodniowy festiwal żółtych pasków, emocjonalnych komentarzy polityków i zdecydowanych sądów autorytetów moralnych, które, rzecz jasna, ,,w pełni zgadzają się z przedmówcą”.
Najlepiej, gdy tym sprawiedliwym okaże się ktoś, kto dotychczas był postacią anonimową, nie udzielał się na ekranach telewizorów i w kolorowych magazynach. A gdy tym kimś jest osoba zaufania publicznego (przynajmniej teoretycznie), żurnaliści ,,Gazety Wyborczej” i reporterzy TVN24 nie posiadają się ze szczęścia. Tym razem nowym medialnym świętym został Igor Tuleya, sędzia w procesie Mirosława G.
 
To nie ignorancja
 
Słynny chirurg, szef Kliniki Kardiochirurgii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA został zatrzymany przez CBA w lutym 2007 r. Postawiono mu zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych, a także tzw. zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Dowodami były m.in. kompromitujące lekarza nagrania z ukrytej kamery w jego gabinecie. W procesie, który zakończył się na początku stycznia, wiele zarzutów zostało oddalonych (m.in. zabójstwa, a także mobbingu podwładnych), ale Mirosławowi G. udowodniono przyjęcie ponad 17 tys. zł łapówek. Sędzia Tuleya skazał go na rok więzienia w zawieszeniu.
Sam wyrok wzbudził oczywiście ogromne zainteresowanie mediów, ale prawdziwą wrzawę wywołało dopiero przedstawione przez sędziego uzasadnienie. Igor Tuleya stwierdził, że metody zastosowane przez CBA ,,budzą skojarzenia z metodami z lat 40. i 50. – czasów największego stalinizmu”. Odnosił się przede wszystkim do nocnych, ,,wielogodzinnych” przesłuchań świadków.
Z dnia na dzień Tuleya stał się gwiazdą telewizji, radia, dzienników i portali internetowych. Antykaczyści wynieśli go na ołtarze jako bohatera walki o prawdę. Brnęli w absurdalne paralele, choć doskonale zdawali sobie sprawę, że Tuleya nie tylko grubo przesadził, lecz sam wplątał się w polityczną awanturę, której – jako sędzia – powinien za wszelką cenę unikać.
Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, argumentował w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem: ,,Tak, to były metody stalinowskie. Moim zdaniem sędzia Tuleya nie popełnił niczego niestosownego (...). Analizowałem kiedyś proces biskupa Kaczmarka. Jedną z metod, a właściwie podstawową metodą torturowania tego biskupa, było pozbawianie go snu i przesłuchiwanie go w nocy. To była jedna z metod przywieziona przez doradców radzieckich, którzy uczyli naszych ubeków, jak osiągnąć najlepszy efekt. Pozbawianie kogoś snu to typowa metoda stalinowska i nigdy potem niestosowana po 1956 r.”.
W ,,Gazecie Wyborczej” Tuleyą zachwycał się Bogdan Wróblewski: ,,Oto stała się rzecz niesłychana. Nie głosy polityków stały się ważne. Polacy zwrócili uwagę, że sędzia może zabrać głos w debacie publicznej. Że wyrok, jego uzasadnienie i komentarz po wyroku jest takim głosem. To był tydzień sędziego Tulei, z sędzią Tuleyą, o sędzi Tulei. Ulice, kawiarnie, fora internetowe zaczęły dyskutować o tym, że Tuleya nadał debacie publicznej nową jakość. Że był to – czytam na jednym z forów – ,,niezależny głos kogoś, kto kieruje się interesem publicznym, uwaga zwrócona przez kogoś, kto nie reprezentuje żadnego interesu partyjnego”. To się podoba, to się ceni, to się lubi, o czym świadczy 2,5 tysiąca ,,lajków” na fanpage’ach Igora Tulei”.
Politycy PiS mieli całkowicie odmienne zdanie. Oskarżali sędziego o polityczne zaangażowanie, niegodne człowieka reprezentującego wymiar sprawiedliwości. Mariusz Kamiński, szef CBA w tamtym okresie, powiedział w jednym z programów TVN24, że porównanie działań Biura do metod stalinowskich było niedopuszczalne. ,,Jako obywatel czuję się głęboko zaniepokojony takim zachowaniem sędziego. W najbliższych dniach złożę wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciwko sędziemu” – zapowiedział Kamiński. ,,To jest kwestia dbania o autorytet polskiego wymiaru sprawiedliwości”. Z kolei poseł Joachim Brudziński doszedł do wniosku, że sędzia Tuleya zachował się tak, jakby się chciał ,,wytłumaczyć” z wyroku skazującego na Mirosława G., i stwierdził, że ,,stalinowskie metody”, które pojawiły się w uzasadnieniu werdyktu, to ,,publicystyka wymierzona w przeciwników obecnej władzy”.
Niektórzy prawicowi publicyści zarzucali sędziemu nieznajomość powojennej historii Polski, choć wkrótce okazało się, że Tuleya sądził w przeszłości także komunistycznych oprawców i świetnie wiedział, do jakich okrucieństw się uciekali w latach 40. i 50. Nie chodziło zatem o ignorancję. Czy chodziło rzeczywiście o polityczny gest?
 
Kto się oprze pokusie?
 
Po ogłoszeniu wyroku, występując na antenie TVN24, sędzia Tuleya obwieścił, że złoży zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy CBA oraz o składaniu fałszywych zeznań przez świadków. Po kilku dniach wycofał się z tych buńczucznych zapowiedzi. Będzie tylko zawiadomienie o ,,zastrzeżeniach” do pracy CBA i prokuratorów. ,,Myślę, że sędzia Tuleya tak dalece się zapędził w swojej wypowiedzi medialnej, pewnie nawet nie wiedząc, że to odniesie aż taki skutek i wydźwięk, że dzisiaj płaci za swoje słowa. Tak naprawdę nie ma materiału do tego, ażeby napisać profesjonalne zawiadomienie o popełnionym przestępstwie. Wymyślił więc taki wybryk: zawiadomienie o uchybieniach, których mogło się dopuścić CBA” – ironizowała w Radiu Maryja posłanka Solidarnej Polski Beata Kempa.
Z dnia na dzień aureolka nad głową Tulei stawała się coraz bledsza. Gdy okazało się, że Mariuszowi Kamińskiemu nie można postawić żadnych poważnych zarzutów, że nie było żadnego ,,pozbawiania snu” ani niczego, co można by porównać do ,,stalinowskich metod”, Tuleya został odstawiony na boczny tor jako ,,mięczak”. Mógł przeistoczyć się w prawdziwą gwiazdę salonu, przesiadywać w TVN, udzielać dużych wywiadów Janinie Paradowskiej, być może trafić na okładkę ,,Gali”. Internauci pozwalali sobie nawet na kpiny, tworząc fotomontaże z Tuleyą, pląsającym w ,,Tańcu z gwiazdami”. Ale sędzia zatrzymał się w pół kroku, nie złożył zawiadomienia o przestępstwie, bo w ostatniej chwili uznał, że nie będzie się jednak kompromitował i narażał własnej kariery dla potrzeb jednego, konkretnego środowiska, którego głównym spoiwem jest nienawiść do Kaczyńskiego. Rafał Ziemkiewicz pisze w swoim felietonie na portalu Interia: ,,Choć wyrok nie potwierdził propagandowej narracji o niewinnym doktorze, prześladowanym przez złowrogiego Kaczora, to jednak wystąpienie sędziego pozwala tę narrację podtrzymywać. Owszem, brał łapówki, ale jednak z uwagi, że go na tym nakryto za pomocą ,,stalinowskich” metod, był ofiarą. (...) Obóz władzy dostał od sędziego Tulei propagandowy wytrych, za pomocą którego można deprecjonować, na dobrą sprawę, absolutnie każdy wyrok, jeśli się już nie da uniknąć wydania takowego na osobę z jedynie słusznego obozu. Owszem, gangster i mafioso, ale przecież przy zatrzymaniu antyterroryści rzucili nim w upokarzający sposób o glebę, skuli ręce na plecach, a jeszcze darli przy tym mordy, wywalając drzwi i ciskając petardy hukowe. Czyż nie są to stalinowskie metody, pozwalające ogłosić bandziora ofiarą organów ścigania?”.
Pod warunkiem że ów bandzior nie okaże się zwolennikiem PiS, kibolem, organizującym patriotyczne oprawy meczów piłkarskich czy twórcą strony internetowej, szydzącej z prezydenta Komorowskiego. Wtedy najbardziej brutalne metody usprawiedliwia się górnolotnymi frazesami o ,,państwie prawa”. Igor Tuleya nagrzeszył, bo wprowadził bardzo niebezpieczny precedens. Który sędzia odważy się teraz wydać surowy wyrok na jakiegoś ulubieńca ,,Gazety Wyborczej”, który zostanie wcześniej ,,uniewinniony” przez Agnieszkę Kublik? I który sędzia oprze się pokusie wypłynięcia na ocean sławy dzięki medialnej pianie, ubijanej codziennie i mozolnie przez setki dziennikarzy? Jeśli sędziowie w Polsce będą jeszcze kiedykolwiek narzekać, iż działają pod polityczną presją, to mogą za to ,,podziękować” sędziemu Tulei.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki