Logo Przewdonik Katolicki

Kłopoty ze sprawiedliwością

Agnieszka Romaszewska-Guzy
Fot.

Może byś coś napisała o ostatnich, głośnych wyrokach sądowych zaproponowała mi redakcja Przewodnika Katolickiego. Tylko co tu można jeszcze sensownego napisać? Przecież już wiele razy skomentowano, że to oburzające, skandaliczne i nic się nie stało. Ale niestety, problem istnieje.

„Może byś coś napisała o ostatnich, głośnych wyrokach sądowych” – zaproponowała mi redakcja „Przewodnika Katolickiego”. Tylko co tu można jeszcze sensownego napisać? Przecież już wiele razy skomentowano, że to oburzające, skandaliczne i nic się nie stało. Ale niestety, problem istnieje.

Nie tak dawno zapadł wyrok w sprawie masakry na Wybrzeżu w 1970 r. i okazało się, że oskarżeni byli co najwyżej winni „pobicia ze skutkiem śmiertelnym”, choć do ludzi strzelano ostrą amunicją. Potem w sprawie posłanki Sawickiej zdecydowano, iż co prawda łapówkę wzięła, ale odpowiadać nie będzie, bo zdaniem sądu nie wiadomo, czy CBA nie „wodziło ją na pokuszenie” nadmiernie i bezprawnie… Pomyślałam sobie, że zamiast się oburzać po raz kolejny, lepiej zastanowić się, dlaczego to oczywiste oburzenie i gniew tak wielu, nie wyłączając wpływowych polityków, od lat absolutnie nic nie zmienia. Dlaczego w kwestii wymiaru sprawiedliwości jesteśmy w III RP tak bezradni? Czy można coś z tym zrobić?

Mit niezależności sędziów

Jeśli dobrze się przyjrzeć, to widać, że jako społeczeństwo tkwimy w okowach jakiejś absurdalnej i w dodatku wręcz totalnej ideologii sędziowskiej niezależności. I to nie tylko niezależności od władzy wykonawczej, ale niezależności od kogokolwiek i czegokolwiek. Ta niezawisłość, w powszechnej interpretacji i mediów, i polityków, a przede wszystkim samych sędziów, jest niczym nieograniczona, obejmuje wszelkie dziedziny działania sądu aż po wyznaczanie terminów i sal na rozprawy. Jest ona zresztą używana jako bat na każdego, komu cokolwiek w wymiarze sprawiedliwości mogłoby się nie podobać. Ponieważ sąd jest niezawisły – wara nam wszystkim od czepiania się jakichkolwiek jego działań. Mało kto odważy się zapytać o podstawy tej sądowej ideologii czy religii. To bardzo dobrze, że sąd jest niezawisły, ale właściwie co to oznacza? Czemu on ma być niezawisły? Od czego? Na jakiej zasadzie i w czyim imieniu wydaje swoje wyroki? Spróbujcie tylko zadać takie pytanie… Ono natychmiast zostanie zinterpretowane jako przymiarka do zamachu na świętość – czyli niezawisłość sędziowską. No bo skoro ktoś pyta, znaczy, że kwestionuje.

Bez nadzoru

W efekcie, nawet czysto administracyjna strona działania sądów wymyka się czyjemukolwiek nadzorowi. Czy rozumieją państwo, dlaczego w Polsce rozprawy NIGDY, ale to PRZENIGDY nie mogą się odbywać dzień po dniu? Albo chociaż tydzień po tygodniu? No powiedzmy, że czasem trzeba wezwać dodatkowego świadka, zarządzić ekspertyzę. Ale dlaczego, gdy na wyniki ekspertyzy trzeba czekać dwa tygodnie, rozprawa jest wyznaczana za pół roku? Dlaczego prosta sprawa pracy może być odraczana na dziesięć miesięcy, po kolejnej półgodzinnej rozprawie o dalsze pół roku? Przecież w czasie tygodnia czy dwóch świadka powinno się dać sprowadzić. Ba, często nawet przez jeden dzień można go sprowadzić, przy pomocy policji. Na takie zarzuty odpowiedź zazwyczaj brzmi, że spraw jest za dużo i nie ma terminów. No ale poprzez to, że się je sądzi w odstępach wielomiesięcznych, nie robi się ich mniej. Nadal jest tyle samo i łącznie muszą nadal zająć określoną ilość czasu. Natomiast ich odraczanie powoduje, że w tym samym czasie sędzia sądzi kilka spraw naraz. Nie, nie kilka – kilkadziesiąt! Czy jest w stanie spamiętać wszystkie akta? Czy może raczej, poprzez to niekończące się odraczanie, musi za każdym razem niemal od początku przypominać sobie, o co chodziło, zwłaszcza gdy zeznania były zawiłe. Trudno pośród tego natłoku dokładnie pamiętać po dziesięciu miesiącach, co kto komu powiedział według relacji świadka, i chcąc prowadzić sprawę starannie, trzeba właściwie przed rozprawą przeczytać akta od nowa. Biorąc pod uwagę system – dziwię się, że w tych warunkach nasze sądy w ogóle wydają jeszcze czasem jakieś sprawiedliwe wyroki. Problem jednak w tym, że sami sędziowie najwyraźniej nie umieją lub nie chcą tego systemu zmienić, zaś na odgórne interwencje ministra reagują alergicznie. Czasem odnoszę wrażenie, że tak po prostu ma być. W systemie, który obowiązuje, trudno jest bowiem śledzić z zewnątrz poszczególne sprawy i trudno zorientować się w ich przebiegu. Sąd zaś bardzo nie lubi być kontrolowany. Przez nikogo.

Kim jest sędzia

Czy ktoś jeszcze pamięta, jaki krzyk się podniósł, gdy minister sprawiedliwości (wówczas Jarosław Gowin) zażądał akt sprawy osób zaangażowanych w aferę Amber Gold? A warto dodać, że ta sprawa wtedy była już zakończona. Sama jednak chęć sprawdzenia, jak wyglądały akta (czyli przebieg sprawy), wywołała liczne komentarze o możliwym naruszaniu sędziowskiej niezawisłości. A przecież te akta powinien móc zobaczyć nie tylko minister, ale w zasadzie każdy obywatel. Bowiem wymiar sprawiedliwości działa w jego imieniu. W imieniu Rzeczypospolitej. Nie został powołany przez Zeusa na Olimpie, jego władza i możliwości pochodzą bezpośrednio z nadania narodu, jako że to naród sprawuje najwyższą władzę w państwie demokratycznym. Czemu więc sędzia, pochodzący z nadania narodu, jest niezawisły? W społeczeństwie demokratycznym (a i w niedemokratycznym też) silnie działają zbiorowe emocje. Działają mechanizmy rywalizacji, walki o władzę. Wyrok więc wydawany przez taką zbiorowość mógłby nie być sprawiedliwy, a wydany w czyimś interesie. Ktoś mógłby „spowodować” czyjeś skazanie lub uniewinnienie, wpływając demagogią na niestabilne nastroje zbiorowości. Wymyślono więc, że lepszy do tego zadania będzie konkretny człowiek o nieskazitelnym charakterze, wyłączony z bieżącej polityki, mający zapewnione dobre dochody i stabilną pozycję. Tak, by nikt nie mógł mu zagrozić i w ten sposób na niego wpłynąć. Konstrukcja taka ma jednak też i złe strony: każdy człowiek jest omylny, zaś człowiek mało kontrolowany – szczególnie. Korporacyjna solidarność nie pozwala przy tym na wyeliminowanie najgorszych, najsłabszych sędziów. Najczęściej bardzo utrudnia też eliminowanie podejrzanych o korupcję albo o inne przestępstwa pospolite, albo o skrajną stronniczość. Owszem zmienić wyrok można, ale sędzia na swoim fotelu zawsze pozostaje… Nie istnieje żaden mechanizm wymuszający dobrą i uczciwą pracę, bo nie stanowi takiego mechanizmu kontrola przez korporację. Bardzo często organy dyscyplinarne są niezmiernie łagodne, zaś zgromadzenia ogólne sędziów, które mogą na przykład pozbawić sędziego immunitetu, niezwykle rzadko to robią. W sprawach zbrodni komunistycznych – przypadki wyrażenia zgody na uchylenie immunitetu – można policzyć na palcach jednej ręki. Były dwa albo trzy…I tak sędziowie czasów stalinowskich spokojnie dożywali (lub dożywają) swoich dni na solidnych, sędziowskich emeryturach. Niezależnie od tego, czy w Polsce będzie się jeszcze budować autostrady i czy będą one płatne czy bezpłatne, niezależnie od tego, czy ktoś jest za posyłaniem już teraz sześciolatków do szkół, czy się temu sprzeciwia, czy jest za mniejszym, czy większym wpływem religii na życie publiczne – powinien mieć gwarancję sprawiedliwego, praworządnego funkcjonowania swojego państwa. Tak więc wbrew temu, co się często utrzymuje, to nie jest temat dobry na polityczne gry. To jest temat dla państwa podstawowy. Wszędzie sąd kontroluje przestrzeganie prawa i to on może się stać ostateczną instancją. Zdrowie tego segmentu władzy publicznej jest dla kraju sprawą zasadniczą.

Źródła nieodpowiedzialności

Polskie sądy wywodzą się wprost z PRL-u. Nie ma w tym nic dziwnego, po prostu musiało tak być, bo skąd niby miały się wziąć inne, ale warto pamiętać, że w tamtych latach do sądów raczej nie przyjmowano osób z jakimiś widocznymi wątpliwościami wobec przodującego ustroju, a już z pewnością ich nie promowano. Co oczywiście nie znaczy, że nie było wielu dobrych i sprawiedliwych sędziów także i wtedy. Była też jednak całkiem liczna grupa sędziów w pełni dyspozycyjnych, którzy po prostu, w ważnych dla władzy, a nie daj Boże politycznych sprawach, wyrokowali na telefon. Wszyscy oni po 1989 r. w sądownictwie pozostali. Jak by to dziwne nie było, okazali się „nieskazitelni”(czego wymaga ustawa) i uzyskali przymiot niezawisłości. Do 1989 r. byli na telefon, a po 1989 zaczęli strzec swej niezależności jak źrenicy oka… i zaczęli wychowywać kolejne pokolenia sędziów.

Według idealistycznych rachub (m.in. pierwszego prezesa Sądu Najwyższego z początków transformacji – Adama Strzembosza) środowisko miało się „samooczyścić”. Niestety nic z tego raczej nie wyszło. Dziś środowisko sędziowskie jest bardzo zróżnicowane, choć jednym połączone – a mianowicie niemal żelaznym nakazem korporacyjnej solidarności. Wyroki bywają w bardzo podobnych sprawach tak rozmaite, że aż się w głowie kręci. Bywają sędziowie bardzo porządni i sprawiedliwi i bywają budzący wiele wątpliwości, bywają też wyraźnie przywiązani do przeszłości w realsocjalizmie. Każdy adwokat występujący przed sądem wie, jak wiele zależy od tego, kto daną sprawę sądzi…Nie ulega jednak dla mnie wątpliwości, że cały system wymaga poważnej naprawy. Zarówno jeśli chodzi o jego sprawność (straszliwa przewlekłość postępowań), jak i o jakoś pracy sędziego, a niekiedy także o stronę moralną i etyczną. O rzeczoną „nieskazitelność charakteru”. Dowodzą tego takie przypadki jak te wspomniane na wstępie, a i nie tylko te. Żeby jednak coś móc zreformować, trzeba to najpierw bardzo dokładnie zbadać i postawić diagnozę.

Jawność przede wszystkim

Na wagę złota jest więc wszelka praca polegająca na monitoringu sądów i ich wyroków, na obserwacji spraw i sposobu ich prowadzenia, na podawaniu do publicznej wiadomości jak największej liczby informacji zza korporacyjnych murów. Niestety, kardynalna konstytucyjna zasada jawności rozpraw sądowych coraz częściej jest traktowana po macoszemu. Odkąd do konstytucji wpisano, iż sąd może utajnić rozprawę nie tylko ze względu na ochronę prywatności osób, obyczajności, interesów państwa, ale też ze względu na inny „ważny interes prywatny”, okazało się, że bardzo wielu malwersantów, a także ubeków, bandytów itd. ma ważny prywatny interes w tym, by ich sprawa nie była jawna… Niemniej powinniśmy się upierać przy jawności i obserwowaniu procesów sadowych, powinniśmy domagać się ich relacjonowania i powinniśmy wiedzieć, jak wyrokuje konkretny sędzia. Niezawisłość to nie jest wyjęcie spod publicznej oceny. Tak więc zanim pojawi się ten odważny polityk – straceniec, który poważy się zreformować polskie sądownictwo – obserwujmy i oceniajmy, ile się da. Do tego mamy prawo, bo to w ostatecznym rozrachunku, jakkolwiek by nie wyglądały procedury, to my – naród, a nie ktokolwiek inny, daliśmy sędziom ich władzę.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    skrzywdzona
    04.09.2018 r., godz. 23:44

    mój mąż został skazany za czyn którego nie popełnił poprzez zeznanie jedynego świadka bez żadnych wiarygodnych dowodów, mało tego świadek który obciążył mojego męza na rozprawie stwierdził ze nie zna mojego meza i nigdy go nie widział a sedzia ze to nie ma znaczenia bo uważa ze maz jest winny i daje 2 lata wyroku,nie obchodzi go ze maz prowadzi firme , ma rodzine, Sady skazują wszystkich winny czy niewinny,maja człowieka za nic, wyroki sa wydawane w zależności od humoru sędziego, a sad apelacyjny to dopiero farsa. Nam tylko zostały łzy i bezradnośc,Musimy leczyc depresje. Nikt nas nie chce wysłuchać, prawnicy tylko okradli nas z ostatnich pieniędzy,

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki