Logo Przewdonik Katolicki

Rezolucja za aborcją

Magdalena Guziak-Nowak
W Trybunale czeka na rozpatrzenie wniosek w sprawie tzw. aborcji eugenicznej, można było przeprowadzić kampanię społ. informującą na przykład o hospicjach perinatalnych fot. fot. EAST NEWS

Po czarnych protestach na ulicy europosłowie przyjęli krytyczną wobec Polski rezolucję. Jej sygnatariusze chcą, by aborcja była prawem człowieka.

Ciąg dalszy sporu o aborcję. Po debacie w Parlamencie Europejskim, gdzie część europosłów przemawiała w koszulkach z napisem „Strajk Kobiet”, dużą większością głosów przyjęto rezolucję potępiającą orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego 
z 22 października. Przypomnijmy: sędziowie uznali wówczas, że prawo do życia to dobro chronione konstytucyjnie i powinno podlegać ochronie także w fazie prenatalnej. Bruksela uważa inaczej.

Debata: argumenty z dwóch stron
To najpierw o debacie. 25 listopada zwolennicy aborcji przekonywali, że „Prawo do aborcji to jest prawo podstawowe” (Francuzka Chrysoula Zacharopoulou) i że kobieta powinna mieć „prawo do decydowania o własnym ciele” (Hiszpanka Iratxe Garcia Perez). W debacie aktywni byli także polscy politycy. Elżbieta Łukacijewska (PO) mówiła, że „żaden polityk nie może uczynić z siebie sumienia innego człowieka”. Zdaniem Sylwii Spurek (Zieloni) „Rezolucja ws. aborcji to bardzo progresywny dokument, w którym pokazujemy, że aborcja to jest kwestia praw człowieka” (to wypowiedź z programu Onet Rano).
Ale w Parlamencie Europejskim dało się też słyszeć inne głosy. Niemiec Joachim Kuhs (Tożsamość i Demokracja) mówił: „Dzisiaj chcemy potępić Polskę za to, że mówi «tak» dla życia, że chce być wierna chrześcijańskim korzeniom, że chce bronić prawa do życia. Polska słusznie broni się przed tym, aby prawo do aborcji stało się prawem powszechnie przyjętym”. Głos zabrała też m.in. europosłanka PiS Beata Mazurek: „Prawo do życia to jedno z fundamentalnych praw obywatelskich; w tej izbie dużo się mówi o obronie wartości, o obronie praw podstawowych; najważniejszą wartością jest życie. Dziś stajemy w jego obronie, obronie tych, którzy sami bronić się nie mogą”.

Rezolucja: za aborcją
Kolejnego dnia, czyli 26 listopada, posłowie Parlamentu Europejskiego przyjęli „Rezolucję w sprawie faktycznego zakazu aborcji w Polsce” (sygn. 2020/2876(RSP)), której inicjatorem był europoseł Robert Biedroń. „Za” było 455 eurodeputowanych, „przeciw” – 145, a 71 wstrzymało się od głosu. Dokument poparła m.in. centrolewica, liberałowie, zieloni. Z pewnymi oporami także chadecja.
W medialnym przekazie dominowało kilka wątków – że „zdecydowanie potępiono” orzeczenie Trybunału, że „zakaz aborcji” naraża na szwank zdrowie i życie Polek, że ograniczenie dostępu aborcji spycha ją do podziemia. Warto jednak sięgnąć do oryginału (dostępny na www.europarl.europa.eu), by zobaczyć szerszy kontekst.
Zdaniem autorów rezolucji aborcja jest prawem człowieka. Sygnatariusze ubolewają „z powodu coraz częstszego korzystania przez lekarzy z klauzuli sumienia”. Ponadto rezolucja „wzywa polskie władze do uchylenia ustawy ograniczającej dostęp do tabletki «dzień po»” oraz „zdecydowanie potępia niedawną decyzję polskiego Ministra Sprawiedliwości o oficjalnym rozpoczęciu procesu wycofywania się Polski z konwencji stambulskiej”. Europosłowie pochwalili czarne protesty oraz przyznali wprost, że „potępiają również tzw. kompromis aborcyjny, a także domagają się liberalizacji prawa aborcyjnego”. Komisja Europejska została wezwana „do zagwarantowania praw i zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego poprzez włączenie prawa do aborcji do następnej strategii UE  w dziedzinie zdrowia”. Sygnatariusze chcą także finansowania z budżetu Unii „organizacji ułatwiających współpracę transgraniczną między organizacjami zapewniającymi bezpieczną i legalną aborcję”.

1. Czy Unia ma prawo?
Z krytyczną wobec Polski rezolucją jest kilka problemów. Pierwszy – prawny. Drugi – nazwijmy go – PR-owy. Trzeci – że w rzeczywistości jest ona zbiorem sloganów.
Problem prawny dotyczy kompetencji – czy Unia może ingerować w „sprawy aborcyjne” w krajach członkowskich?
Debatę, która poprzedziła przyjęcie rezolucji, otworzyła unijna komisarz ds. równości Helena Dalli. Przekonywała, że usługi zdrowotne w aspekcie zdrowia seksualnego, obejmujące m.in. antykoncepcję, leczenie niepłodności czy dostęp do aborcji, są kluczowe dla kobiet i dziewcząt. Jednak podkreśliła, że prawo regulujące kwestię aborcji nie jest kompetencją Unii. Helenę Dalli cytowała Polska Agencja Prasowa: „Z prawnego punktu widzenia jasne jest, że UE nie ma kompetencji, jeśli chodzi o prawo do aborcji w państwie członkowskim. Przepisy prawne w tej dziedzinie leżą w gestii danego państwa członkowskiego” – przyznała komisarz.

2. Polskie zaniedbania 
Drugi problem to kolejny kłopot z wizerunkiem Polski na arenie międzynarodowej. Odpowiedzialność za ten czarny PR ponosi obóz rządzący. Delikatnie mówiąc, od dłuższego czasu Polska nie ma dobrej prasy za granicą. Dobrze pamiętamy, że wszelkiej maści rezolucji „w naszych sprawach” było już wiele.
Po raz kolejny czkawką odbiło się kilkuletnie zaniedbanie w promocji pozytywnej edukacji pro-life. Mając w głowie leżący w Sejmie projekt „Zatrzymaj aborcję” oraz wniosek posłów do Trybunału, trzeba było rozpocząć akcję edukacyjną. Niestety, nie można nią nazwać jednorazowej emisji w TVP filmu Nieplanowane w sobotę po orzeczeniu TK, które zapadło w czwartek. Troskę o prawo do życia od poczęcia Prawo i Sprawiedliwość deklarowało na pierwszej stronie swoich programów wyborczych (liczących po kilkaset stron), i to zarówno w ostatnich, jak też przedostatnich wyborach. Czy skoro – hipotetycznie – kwestia aborcji jest dla partii ważna, nie można było na użytek pozytywnej kampanii społecznej wykorzystać chociażby telewizji publicznej, w której rozdaje karty? Mogłaby przecież pokazywać człowieczeństwo dziecka nienarodzonego, mówić o hospicjach perinatalnych, informować o instrumentach wsparcia dla kobiet w nieoczekiwanej ciąży, nieustannie je polepszając, pozyskując tym samym coraz więcej zwolenników prawa do życia dla dzieci chorych. Dzieci, które powinny być potraktowane jak mali pacjenci.

3. Manipulacje
Czy posłowie np. hiszpańscy i francuscy zadali sobie trud, by przed głosowaniem przeczytać Konstytucję RP i zapoznać się z dotychczasową linią orzeczniczą w sprawie prawa do życia? Prawdopodobnie nie. Gdyby to zrobili, wiedzieliby, że Trybunał nie „zakazał aborcji”, ale raczej nakazał prawną ochronę życia. Na jedno wychodzi? Niby tak, a jednak nie.
Finansowanie organizacji proaborcyjnych, by aborcja była bezpieczna? Tylko że to też nieprawda – powiedzieć „bezpieczna aborcja” to jak powiedzieć „zdrowa trucizna”. Lista powikłań bezpośrednich i odległych w czasie jest długa. Oczywiście, że nie ma konsensusu medycznego ws. syndromu poaborcyjnego, ale analiza badań naukowych pokazuje, że jest on realnym problemem klinicznym.
I to trzecie – choć nie ostatnie – aborcja prawem człowieka? Którego? Bo chyba nie tego, którego życie rozpoczęło się w łonie matki. Życia zupełnie od niej zależnego, kruchego, niesamodzielnego. Ale od samego początku odrębnego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki