Logo Przewdonik Katolicki

87 metrów newsów

Anna Druś
Telewizje informacyjne zamiast czystej informacji przekazują nam określony punkt widzenia, zależny od opcji wybranej przez właściciela danej stacji fot. Carl Court/Getty Images

O bańkach informacyjnych, gorących temperaturach społecznych sporów i co ma z tym wspólnego nadużywanie smartfona w rozmowie z prof. Moniką Przybysz

Ostatnio byliśmy świadkami gorącej atmosfery społecznej, podgrzewanej też przez media. Jak nie dać się ogłupić czwartej władzy?
– Przede wszystkim media, zarówno tradycyjne, jak i społecznościowe, sprzedają emocje ludzkie i zarabiają na nich. Nasze emocje i nasz czas spędzany na korzystaniu z nich jest tam walutą. Aby więc tego czasu i uwagi, napędzanej przez emocje, pozyskać jak najwięcej, tworzone są algorytmy, według których media, jakich używamy, dopasowują treści do naszych zainteresowań. Gdy polubiamy, komentujemy czy udostępniamy jakieś treści, albo choćby się na nich tylko zatrzymujemy wzrokiem, ich algorytmy uczą się i budują nasz profil. Po około 300 lajkach Facebook wie o nas więcej niż my sami lub nasi najbliżsi. A takich 300 polubień, zależnie od aktywności, jesteśmy w stanie zrobić już w miesiąc czy pół roku.

Czy to coś złego, że lubimy czytać o tym, co nas interesuje?
– Nie, jeśli to nie powoduje, że zaczynamy zamykać się na świat. Wokół nas celowo tworzone są bańki informacyjne. Innymi słowy, każdy z nas ma swojego własnego Facebooka, Twittera, Google’a, Instagrama. I jeśli głównie na nich opieramy naszą wiedzę o świecie, zaczynamy się zamykać na innych i radykalizować w swoich poglądach politycznych, religijnych, społecznych, kulturowych. W efekcie coraz gorzej znosimy ludzi myślących inaczej niż my, mających inne upodobania. Nie potrafimy o nich dyskutować czy zwyczajnie rozmawiać. Zaczynamy tworzyć zamknięte społeczności, a temperatura sporu społecznego rośnie.

Trzy tygodnie temu na ulicach widzieliśmy przedstawicieli jednej bańki informacyjnej, która w konfrontacji z inną nie wytrzymała?
– W pewnym sensie tak. Jednak przede wszystkim to pokłosie stawiania przez media tylko na emocje. W pewnym momencie są one już tak rozbudzone, że muszą gdzieś się wylać. I nie chodzi tylko o media społecznościowe, ale również o tradycyjne. Zwróćmy uwagę, że w telewizyjnych serwisach informacyjnych także miesza się dziś informacje z komentarzem do nich. Zamiast czystego informowania przekazuje się nam jakiś punkt widzenia, zależny od opcji wybranej przez właściciela danej stacji. Wszystko po to, by później sprzedać korzystniej czas antenowy reklamodawcom. Czasem mamy równoległe narracje, zupełnie niespójne, jakbyśmy żyli w kilku różnych światach. Wystarczy obejrzeć jeden po drugim każdy z tych serwisów informacyjnych by się o tym przekonać.

Co zatem powinien zrobić ktoś, kto chce być po prostu poinformowany?
– Przede wszystkim korzystać z różnych źródeł informacji. Nie tylko oglądać je w telewizji, ale śledzić też w gazetach czy na różnych portalach internetowych. Jeśli nie chce czytać, tylko oglądać – to powinien oglądać wszystkie cztery wieczorne serwisy różnych stacji: od Polsatu, przez TVN i TVP po TV Trwam.

Czyli powinniśmy być nieufni wobec pracy dziennikarzy?
– Pomyłki zdarzają się wszystkim, nie tylko dziennikarzom. Ale jak to powiedział trafnie Jimmy Walles, twórca Wikipedii, „mamy ogromną wiedzę, ale wszyscy razem”. Miał na myśli wiedzę, ale to pasuje też do informacji. Warto je weryfikować nie tylko po to, by nie dać się manipulować, ale też aby nie ulegać dezinformacji, czyli fake newsom. Jeśli widzimy gdzieś wiadomość zaskakującą, dziwną – powinniśmy sprawdzić ją jeszcze w innych źródłach.

I znów wydaje mi się, że to dawniej należało do zadań dziennikarzy.
– Dziś nie mamy tak jasnego podziału na nadawcę i odbiorcę jak kiedyś. Właśnie dzięki mediom społecznościowym, z których czerpiemy wiedzę o świecie w tym samym lub większym stopniu niż z mediów tradycyjnych. Dzięki nim wszyscy właściwie jesteśmy twórcami treści, choćby publikując jakiś post na Facebooku dla swoich znajomych czy podając dalej jakąś wiadomość na Twitterze. Tak samo więc ponosimy odpowiedzialność za to, co publikujemy. Dlatego jeśli widzimy jakąś informację szokującą, zaskakującą – zanim udostępnimy ją dalej, powinniśmy sprawdzić jej prawdziwość w kilku źródłach. To nie jest łatwe, bo na fake newsy potrafią się nabierać nawet najbardziej profesjonalne redakcje. Do tego informacja nieprawdziwa rozchodzi się sześć razy szybciej niż prawdziwa. Ale trzeba próbować weryfikować.

Innymi słowy, nie możemy sobie już pozwolić na bycie biernym odbiorcą treści podawanych przez innych?
– Dziś korzystanie z mediów wymaga wysiłku. Zwłaszcza jeśli nie chcemy dać się manipulować, choćby przez tkwienie we wspomnianych już bańkach informacyjnych.

Co zrobić, żeby z nich wyjść?
– Można zacząć chociażby od „polubienia” profili osób z innym światopoglądem niż my, od zaobserwowania osób reprezentujących różne środowiska. Mam tu na myśli nie tylko polityków z przeciwnych opcji niż nasza ulubiona, ale też sportowców, publicystów, artystów, dziennikarzy. Przede wszystkim jednak, trzeba zacząć bardziej świadomie używać swojego smartfona, szczególnie jeśli media śledzimy właśnie w telefonie.

Jaki związek z bańkami informacyjnymi ma smartfon?
– Jest tak skonstruowany, by nas od siebie uzależniać, właśnie przez pokazywanie treści, które nas interesują. Zamykanie nas w tych „bańkach” pomaga skupiać nieustannie naszą uwagę i zdobywać nasz czas. Te wszystkie powiadomienia, czerwony kolor – to nieustanne sygnały dla naszego mózgu, że dzieje się coś ważnego i trzeba sięgnąć po telefon. Wie pani, ile razy dziennie przeciętny człowiek sięga po swój smartfon?

Ile?
– Średnio 2615 razy. Jedni mniej, inni więcej, ale to jest średnia.

Szokująca liczba.
– Prawda? Dlatego polecam wyłączenie w komórce większości powiadomień, na pewno zaś tych z mediów społecznościowych. Gdy nadal widzimy, że sięgamy po telefon zbyt często, zmieńmy mu tryb na czarno-biały, zobaczmy, jak zareagujemy. Dobrze zrobi też zainstalowanie aplikacji, która będzie nam pokazywać czas spędzany z tym urządzeniem. Dziś bardzo często nie wiemy już nawet, ile to jest 5 minut czy godzina. Ponadto polecam nie zabierać telefonu do sypialni, gdy kładziemy się spać, nie używać go przed snem. Nie od dziś już mówi się o tym, że niebiesko-fioletowe światło, wykorzystywane w ekranach smartfonów, zaburza wydzielanie melatoniny, hormonu snu. Co z kolei prowadzi do zaburzeń całego zegara biologicznego. Dlatego warto kupić sobie budzik, żeby nas rano budził zamiast telefonu, oraz wrócić do zegarka na rękę, aby na nim, a nie na telefonie, sprawdzać godzinę.  No i koniecznie pilnować czasu używania smartfona, jeśli jesteśmy rodzicami. Przede wszystkim dlatego, że dzieci nas naśladują i potem same bardzo szybko stają się ofiarami uzależnienia od telefonów.

Tu chyba też padają przerażające statystyki...
– W Polsce statystyczny nastolatek spędza w sieci na rozrywkę ponad 4 godziny i 12 minut. Natomiast co ósmy nastolatek – ponad 8 godzin dziennie, nie licząc szkoły. Dla porównania polski rodzic średnio poświęca na rozmowę z dzieckiem... 4 i pół minuty. Przerażające.

W czasie pandemii na pewno nie jest lepiej.
– Dlatego przypomnijmy sobie o istnieniu rozrywek offline, takich jak rodzinne gry planszowe, rozmowy przy stole, wspólne wyjście na spacer, aktywność sportowa. Dobrze o zasadach używania smartfonów i mediów w domach mówi dziś badacz tej dziedziny Tristan Harris, jeden z bohaterów dostępnego teraz na Netflixie filmu dokumentalnego Social Dilema. Bardzo polecam zarówno jego prace, jak i ten film.

No dobrze, ale jeśli tak całkiem się odetniemy od smartfonów czy powiadomień w komórkach, to skąd czerpać informacje? Nie możemy przecież w czasie pandemii odciąć się od ważnych komunikatów.
– Tu polecam czytanie prasy drukowanej, naprawdę. To zresztą też dobry sposób na wychodzenie ze swoich baniek informacyjnych. Gdy czytamy z druku, inaczej przyswajamy informacje. Zamiast emocji takich jak strach czy gniew, bardziej angażuje się w mózgu część „racjonalna”. Dobrze sobie zrobić taki prasowy detoks, choćby na miesiąc, dwa, trzy.

Zwłaszcza że dziś i tak jesteśmy chyba informacjami przebodźcowani...
– Wie pani, ile dostajemy dziennie informacji? 34 GB. Dziennie przeglądamy 87 metrów treści! Taka ilość danych sprawia, że w miesiąc przeżywamy całe życie naszych dziadków. Czyli w zaledwie 30 dni dostajemy podobną ilość emocji, bodźców, danych, przeżyć, wiedzy, ile w ciągu całego życia przeżywali nasi przodkowie. Nigdy wcześniej człowiek nie dostawał tylu informacji dziennie, ile dziś otrzymuje. Nie radzimy sobie z tym. Taki detoks więc naprawdę dobrze nam zrobi.

PROF. UKSW DR HAB. MONIKA MARTA PRZYBYSZ
Medioznawca, specjalista public relations, analityk social media, teolog

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki