Logo Przewdonik Katolicki

Kłopotliwy spadek

Krzysztof Jankowiak
fot. Jiw Ingka/Adobe Stock

Spadek zazwyczaj kojarzy się z czymś, co powiększa nasze zasoby. Jednak może on również być obciążeniem. Wszystko dlatego, że odziedziczyć można dług po zmarłym krewnym. I to nawet całkiem dalekim.

Czy nam się to podoba, czy nie – rozmaite pożyczki i kredyty są częścią naszej rzeczywistości. Od tych największych, branych np. na zakup mieszkania czy związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, aż do bardziej codziennych, wynikających z używania karty kredytowej czy zakupu czegoś na raty. Spora część z nas żyje więc z długami, które mniej lub bardziej regularnie spłaca.
Czy jednak wielotysięczne długi może mieć kilkuletnie dziecko? Pytanie wydaje się absurdalne, ale niestety jest to możliwe. Na początku roku głośna była sprawa komornika egzekwującego dług sięgający miliona złotych od… jedenastoletniej dziewczynki. Jak to było możliwe? Dziewczynka odziedziczyła długi po zmarłym ojcu. Długi nie przestają bowiem istnieć w chwili śmierci osoby, która zaciągnęła kredyt, lecz wchodzą w skład masy spadkowej. Spadek zazwyczaj kojarzy się z czymś, co powiększa nasze zasoby. Jednak spadek może również stać się obciążeniem.
Przypuszczam, że znaczna część czytających te słowa zakłada, że problem dziedziczenia długów ich nie dotyczy. Znamy przecież swoich potencjalnych spadkodawców i wiemy, że nie mają żadnych niespłaconych obciążeń finansowych. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę każdy z nas niespodziewanie może otrzymać w spadku zadłużenie. Jak to możliwe i co trzeba zrobić, aby się uchronić przed płaceniem za cudze należności?

Spadek po nieznanej ciotce
Dziedziczenie ustawowe w polskim prawie opiera się na tym, że do spadku powoływani są najpierw małżonek i najbliżsi krewni, a jeśli ich nie ma – coraz dalsi. Zasadą przy tym jest, że jeśli ktoś zmarł wcześniej, a pozostawił po sobie potomków, jego udział spadkowy przechodzi na potomków. Jeśli więc np. w chwili śmierci spadkodawcy nie żyje któreś z jego dzieci, w jego miejsce wchodzą wnuki, w ich miejsce z kolei mogą wejść prawnuki. Jeśli jednak potomków nie ma, prawo do spadku uzyskują najpierw rodzice, potem rodzeństwo, jeszcze potem dziadkowie.
Dziedziczenie ustawowe nie ciągnie się jednak bez końca. Najdalszymi krewnymi, którzy mogą dziedziczyć po kimś, są potomkowie jego dziadków. Choć może nie widać tego na pierwszy rzut oka, oznacza to tak naprawdę bardzo szeroki krąg potencjalnych spadkobierców. Jeśli umiera osoba, która ma ponad 80 lat, jej dziadkowie oczywiście już dawno nie żyją, ale grono ich potomków może być naprawdę ogromne. Co istotne, ci wszyscy ludzie mogą się wcale nie znać. Zadajmy sobie pytanie: czy znamy wszystkich potomków naszych prapradziadków?
Czy możemy więc odziedziczyć spadek po jakiejś nieznanej ciotce? Jak najbardziej. Nie jest to jednak taka świetna wiadomość, jak by się mogło wydawać. Brutalna prawda jest taka, że o ile dziedziczenie majątku po dalekim krewnym jest mało prawdopodobne, o tyle dziedziczenie po nim długów jak najbardziej możliwe. Wynika to po prostu z tego, że nikt nie chce dostać w spadku długów. W związku z tym – jeśli zostają tylko długi – dziedziczenie przechodzi na coraz dalszych krewnych.
W jaki sposób można się uwolnić od niechcianego spadku? Każda osoba od chwili, w której się dowiedziała, że została spadkobiercą, ma pół roku na złożenie oświadczenia czy przyjmuje spadek. Spadek można przyjąć wprost – a więc przejmując pełną odpowiedzialność za ewentualne długi. Można jednak spadek również przyjąć z ograniczeniem odpowiedzialności za długi (fachowo nazywa się to „z dobrodziejstwem inwentarza”). Odpowiedzialność spadkobiercy jest wtedy ograniczona do wartości tego, co odziedziczył. Jeśli więc zmarły miał długi wynoszące np. 100 tys. zł, a zostały po nim przedmioty warte 1 tys. zł, spadkobierca, który przyjął spadek z dobrodziejstwem inwentarza, jest zobowiązany do spłaty tylko 1 tys. złotych. Proste? Niekoniecznie. Przede wszystkim spadkobierca odpowiada z całego swojego majątku, a nie tylko z tego, co dostał w spadku. Jeśli więc ktoś będzie egzekwował długi spadkowe, nie musi ustalać, co konkretnie zostało odziedziczone – może sięgnąć po cokolwiek należącego do spadkobiercy (np. do jego wynagrodzenia). Co więcej, to spadkobierca musi najpierw zadbać o to, by ustalona została wartość tego, co odziedziczył (czyli musi wnieść o przeprowadzenie tzw. spisu inwentarza), a następnie w toku egzekucji wykazywać, do jakiej sumy ciąży na nim obowiązek zapłaty. Wszystko to razem jest uciążliwe i nie do końca zabezpiecza interesy spadkobiercy. Przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza ma więc sens tylko wtedy, gdy majątek spadkowy znacznie przewyższa długi.

Jak się zabezpieczyć
Cóż więc pozostaje w sytuacji, gdy odziedziczyliśmy głównie długi? Złożenie oświadczenia o odrzuceniu spadku. Składa się je u notariusza albo przed sądem. Jeśli odrzucimy spadek, nie dziedziczymy niczego, a więc żadne cudze długi nas nie obciążą.
Osoba, która odrzuciła spadek, ma problem z głowy. Niestety, w tym samym momencie problem zaczynają mieć… jej bliscy. Spadkobierca, który odrzucił spadek, jest bowiem traktowany tak, jakby nie żył. Oznacza to, że w jego miejsce wchodzą jego dzieci. Dzieci więc również muszą odrzucić spadek, co powoduje, że w ich miejsce wejdą ich dzieci. Jeśli są niepełnoletnie, zgodę na odrzucenie przez nich spadku musi wyrazić sąd rodzinny. Gdy wszyscy potomkowie spadkobiercy odrzucą spadek, przechodzi on na dalszych krewnych – i tak aż do ostatniego potomka dziadków spadkobiercy.
Jeśli jesteśmy jednym z potomków tych dziadków, możemy w taki sposób niespodziewanie zostać obdarzeni długami i koniecznością odrzucenia spadku po jakimś dalekim krewnym, którego mogliśmy w ogóle nie znać i nawet nigdy o nim nie słyszeć. Nie trzeba mówić, że jest to sytuacja mało komfortowa. Nie jest niczym przyjemnym konieczność chodzenia do sądu lub notariusza, związana w dodatku z opłatami (ponad 100 zł).
Czy coś z tym można zrobić? Nic. Odrzucenie spadku jest jedynym sposobem uniknięcia spłaty czyjegoś zadłużenia. Raczej nie należy liczyć na to, że wierzyciele zmarłego krewnego do nas nie dotrą. Być może nie uczyni tego bank, który udzielał kredytu. Jednak banki sprzedają niespłacone długi firmom windykacyjnym wyspecjalizowanym w ściąganiu należności. Te firmy sprawdzają wszystkie możliwości uzyskania spłaty.
Na złożenie oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku mamy pół roku. Termin ten liczy się od momentu, w którym dowiedzieliśmy się, że jesteśmy spadkobiercami. Dla osób bliskich będących bezpośrednimi spadkobiercami termin będzie więc z reguły biegł od chwili śmierci spadkodawcy. Dla dalszych kręgów spadkobierców – od momentu dowiedzenia się, że inne osoby odrzuciły spadek. Nie można przy tym odrzucić spadku „na zapas”, czyli wcześniej, niż odrzucą go osoby dziedziczące przed nami.
Jeśli w terminie półrocznym oświadczenie od przyjęciu lub odrzuceniu spadku nie zostanie złożone, spadkobierca dziedziczy z dobrodziejstwem inwentarza, czyli z ograniczeniem odpowiedzialności za długi. W praktyce jest to najpowszechniejszy sposób dziedziczenia. Z reguły bowiem nie składa się żadnych oświadczeń, jeśli nie ma takiej potrzeby.
Co można zrobić, jeśli dopiero po jakimś czasie okaże się, że istnieją długi albo okaże się, że długi są większe, niż było wiadomo? Jest to niestety wcale nie taka rzadka sytuacja. Okazuje się bowiem, że wiele osób zaciąga długi, o których nie wiedzą nawet ich najbliżsi. W takiej sytuacji można uchylić się od skutków złożonego oświadczenia (albo od braku oświadczenia), powołując się na działanie pod wpływem błędu.

Na koniec wyjaśnijmy jedną rzecz: czy unikanie spłacania długów jest dopuszczalne z punktu widzenia etyki? Co do zasady długi spłacać trzeba. Powinna je spłacać w pierwszym rzędzie osoba, która je zaciągnęła, a więc w naszym przypadku osoba, po której dziedziczymy. Również osoby, które korzystały z sum uzyskanych w drodze kredytu, powinny poczuwać się do spłaty długu. To będzie z reguły dotyczyć osób bliskich. Jeśli zmarła osoba zaciągnęła np. kredyt na zakup mieszkania, w którym mieszkały razem z nią jej dzieci, dziedziczące w dodatku to mieszkanie, wypada aby związany z tym kredyt został spłacony. Jeśli jednak ktoś nie miał nic wspólnego z kredytem, a zwłaszcza jeśli w ogóle nie wiedział o jego zaciągnięciu, nie ma żadnego obowiązku jego spłaty.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki