Jasny sygnał

Nie będę awansował ani nominował tych sędziów, którzy godzą w porządek konstytucyjnoprawny Rzeczypospolitej Polskiej – powiedział Karol Nawrocki w przemówieniu wygłoszonym podczas inauguracji swojej prezydentury. Ostatnie dni pokazały, jak prezydent te słowa rozumie.
Czyta się kilka minut
Oświadczenie prezydenta Karola Nawrockiego, Warszawa, 12 listopada 2025 r. fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER/East News
Oświadczenie prezydenta Karola Nawrockiego, Warszawa, 12 listopada 2025 r. fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER/East News

Prezydent ogłosił 12 listopada, iż odmawia nominacji 46 sędziów – chodziło o nominacje już urzędujących sędziów, w większości sądów rejonowych, do sądów wyższego rzędu.

Przykład z historii

Nim omówimy tę konkretną decyzję, chciałbym się odwołać do innego fragmentu inauguracyjnego przemówienia prezydenta. „Wrażliwości społecznej możemy się uczyć od Wojciecha Korfantego, który przypominał – przypominał! – że główną funkcją państwa jest służenie” – powiedział prezydent Karol Nawrocki.

Wojciech Korfanty był jednym z ojców niepodległości II Rzeczypospolitej, szczególnie zasłużonym w przyłączeniu do Polski Górnego Śląska. Jednak w międzywojennej Polsce jego możliwości służenia ojczyźnie zostały w pewnym momencie drastycznie ograniczone. W 1930 roku władza sanacyjna doprowadziła do aresztowania przywódców opozycji. Wśród aresztowanych był Wincenty Witos, był też Wojciech Korfanty. Zostali oni osadzeni w twierdzy brzeskiej. W procesie brzeskim skazano na kary więzienia jedenastu opozycyjnych polityków. Wyrok ten został uchylony przez Sąd Najwyższy dopiero 23 maja 2023 roku na skutek kasacji wniesionej przez rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara. Sędzia Michał Laskowski, uzasadniając uchylenie wyroku, stwierdził: „Śledztwo i proces w rozpoznawanej sprawie stanowiły przykład instrumentalnego wykorzystania prawa i sądów do prześladowania przeciwników politycznych. Jednocześnie do wywarcia efektu zastraszenia wobec polityków opozycji, ale i wyborców. Jest to nadużycie prawa, które jest niemożliwe do zaakceptowania nie tylko dziś, ale i w świetle obowiązujących w 1930 roku przepisów i standardów”.

Wojciech Korfanty nie był sądzony w procesie brzeskim. Jak się bowiem okazało, uwięziony był większym problemem dla sanacji niż na wolności. Zewsząd płynęły głosy domagające się jego uwolnienia, mimo uwięzienia został wybrany zarówno do sejmu, jak i do senatu oraz do Sejmu Śląskiego. Został więc zwolniony. Jednak jego losy były o wiele bardziej dramatyczne niż innych polityków opozycyjnych. Zagrożony aresztowaniem, w 1935 roku udał się na emigrację do Pragi. W kwietniu 1939 roku, po wypowiedzeniu przez Niemcy paktu o nieagresji, powrócił do Polski, zgłaszając gotowość obrony ojczyzny. Został jednak natychmiast aresztowany, w więzieniu na Pawiaku spędził trzy miesiące przy ciągle pogarszającym się stanie zdrowia. Został zwolniony z obawy, aby nie zmarł w więzieniu. Zmarł miesiąc po uwolnieniu, 17 sierpnia 1939 roku.

Można zadać pytanie, jak to było możliwe? Jak było możliwe aresztowanie i skazywanie ludzi niewinnych? Wiemy o podobnych wyrokach zapadających współcześnie w Rosji czy na Białorusi, jednak Polska sanacyjna, choć była państwem autorytarnym, nie była jednak taką dyktaturą jak wschodni sąsiedzi naszego kraju.

Odpowiedź jest prosta. 6 lutego  1928 roku prezydent RP wydał rozporządzenie „Prawo o ustroju sądów powszechnych”, które wchodziło w życie z dniem 1 stycznia 1929 roku. Rozporządzenie pozwalało przenosić bez zgody zainteresowanych do innego sądu lub w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego w ciągu trzech miesięcy, sędziów apelacyjnych w ciągu roku, a sędziów okręgowych i grodzkich w ciągu dwóch lat od wejścia w życie. Pierwszymi przeniesionymi w stan spoczynku byli I prezes Sądu Najwyższego Władysław Seyda i prezes Izby Karnej tegoż sądu Aleksander Mogielnicki. Formalnie zachowano niezawisłość sędziów, lecz władza uzyskała bardzo skuteczne narzędzie nacisku. Później, w 1932 roku, wprowadzono kolejny dekret pozwalający usuwać ze stanowisk prezesów sądów. Cóż, nie było wówczas instytucji europejskich, które dysponowałyby narzędziami pozwalającymi bronić standardów sądownictwa.

Przytaczam tę historię nie bez powodu. Pokazuje ona dobitnie, co może się zdarzyć, gdy władza wykonawcza zaczyna ingerować we władzę sądowniczą. Dziś oczywiście nikt jawnie nie powie, że chce podporządkować sobie sądy, natomiast tworzone będą mniej lub bardziej subtelne mechanizmy, które pozwolą uzyskać pożądany wyrok. „Z doświadczenia wiem, że władzy wystarczy decydujący wpływ na obsadę kierowniczych stanowisk w sądach, nominacje nowych sędziów i przydział spraw kilku dyspozycyjnym ludziom, aby osiągnąć zamierzony efekt – uzyskać oczekiwany wyrok w interesujących władzę sprawach sądowych” – mówił prof. Adam Strzembosz.

Przykład dla innych

Jak w tym kontekście należy oceniać decyzję prezydenta? Art. 179 konstytucji mówi: „Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony”. Pojawia się pytanie, czy prezydent jedynie powołuje sędziów wskazanych przez radę, czy też ma prawo do odmowy powołania. Przeważający pogląd wyrażony między innymi przez Trybunał Konstytucyjny w 2008 i 2012 roku jest taki, że prezydent może odmówić nominacji, jednak może to czynić wyłącznie w wyjątkowych wypadkach. „Prawo odmowy powołania sędziego powinno być rezultatem wykonywania przez Prezydenta zadań, jakie postawiła przed nim ustawa zasadnicza, a więc czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji, stania na straży suwerenności państwa, nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”. Podkreślono przy tym, że występuje tutaj pewna równowaga – powołanie sędziego może nastąpić wyłącznie na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, w której przewagę mają sędziowie wybrani przez samych sędziów, a ostateczną decyzję podejmuje czynnik polityczny w postaci prezydenta. Cóż, od tego czasu nastąpiła istotna zmiana – o obsadzie Krajowej Rady Sądownictwa zaczął decydować również czynnik polityczny, bowiem sędziów w jej skład zaczął powoływać sejm.

Można więc uznać, że prezydent ma formalne prawo odmowy powołania sędziów. Pojawia się jednak pytanie, czy w tym wypadku były merytoryczne przesłanki do takiej decyzji. Prezydent nie podał żadnego uzasadnienia, jednak dość szybko okazało się, że przyczyną były dwa listy sprzed lat. Część sędziów podpisała list skierowany do ówczesnych władz, w którym zwracali się o wykonanie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Izba ta rzeczywiście później została zlikwidowana. Druga grupa sędziów podpisała list skierowany do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie dotyczący przygotowywanych wyborów korespondencyjnych w 2020 roku. Sędziowie mieli być komisarzami wyborczymi i widzieli w wyborach kopertowych niebezpieczeństwo łamania prawa. Do tych wyborów, jak pamiętamy, ostatecznie nie doszło.

Czy można człowiekowi odmówić nominacji tylko dlatego, że domaga się przestrzegania prawa i zwraca uwagę na niebezpieczeństwo jego złamania? Czy można odmówić nominacji tylko dlatego, że ktoś ma odmienny pogląd od ówczesnego rządu i pogląd ten wyraża? Pełnienie urzędu sędziego nie pozbawia wolności słowa. „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz” – mówi art. 173 konstytucji. O ile oczywiste jest, że na przykład ministrowie muszą popierać politykę rządu, o tyle nikt nie ma prawa wymagać tego od sędziów. Obawiam się, że z decyzji prezydenta płynie jednoznaczny komunikat: jeśli nie będziecie posłuszni, nie macie co liczyć na awans.

Można by pomyśleć, że w końcu nic takiego się nie stało. Sędziowie ci przecież nadal mogą orzekać, tyle że nie przejdą do wyższych sądów. Trzeba jednak na to spojrzeć z punktu widzenia obywatela, który przychodzi do sądu. Sądy okręgowe i apelacyjne rozpatrują odwołania od wyroków sądów niższych instancji. Jeśli z biegiem lat znajdą się w nich tylko osoby wykazujące się posłuszeństwem wobec władzy, każda sprawa będzie mogła być rozstrzygnięta zgodnie z oczekiwaniami rządzących. Nie trzeba przy tym być politykiem opozycyjnym, by znaleźć się na kursie kolizyjnym z władzą. Znamy choćby historię kierowcy, który miał pecha spotkać na swej drodze kolumnę rządową.

To właśnie dla zwykłych ludzi, dla obywateli naszego państwa jest istotne, by sądy były rzeczywiście niezawisłe i nigdy nie został skazany nikt, kto jest niewinny, tylko w jakiś sposób podpadł władzy. Jeśli ktoś ma wątpliwości na przykład co do rzetelności śledztwa dotyczącego Funduszu Sprawiedliwości i podejrzewa inspirację ze strony obecnej władzy, powinien pamiętać, że to poprzednia władza zlikwidowała niezależność prokuratury. Ostateczny wyrok wyda jednak sąd. Co będzie, gdy sądy zostaną realnie podporządkowane władzy wykonawczej? Czy będziemy mieć pewność, że nasza sprawa zostanie rozpoznana rzetelnie?  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2025