„Moje” dzieci

Wszyscy mamy problem ze wstydem, z przyznaniem się do prawdy wstydliwej, niechwalebnej, ponurej i gorzkiej. To właściwie chyba normalny mechanizm obronny. Z historii naszego życia wyciągamy na światło dzienne tylko to, czym możemy się światu pochwalić. Same sukcesy, dowody na dobroduszność, na niewinność, na heroizm.
Czyta się kilka minut

Wolimy czuć się dobrze, więc wyrzuty sumienia odpychamy, aż w końcu zostają uśpione i wierzymy, że zawsze byliśmy w porządku. To samo działa w skali makro, bo przecież mikro składa się na makro: historie pojedynczych ludzi składają się na historie narodów. Tyle że w pewnym momencie pojedynczy ludzie zaczynają odkrywać, że ich historia jest zafałszowana i starają się dowiedzieć, jak było naprawdę. Inni zaś wciąż w tę prawdę nie mogą uwierzyć. Piszę o tym w kontekście Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Bo wielu z nas wciąż ma trudność w dojrzeniu prawdy o wielu Polakach, którzy mają na sumieniu wielu Żydów. Wciąż jesteśmy tak bardzo wyczuleni na to, że ktoś – jakiś Żyd! – wypomni nam antysemityzm. Jak może! Przecież my też cierpieliśmy! Też nas mordowano! I – tu pada koronny argument – ryzykowaliśmy własne życie, by ratować Żydów i to Polaków jest najwięcej wśród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Szukam prawdy, bo głęboko wierzę w to, że prawda nas wyzwoli. Prawda nie musi być miła i komfortowa, nie o komfort w niej chodzi. Nie chodzi też o atak, oskarżenia i sądy. Rok temu napisałam książkę, w której zmierzyłam się z pewną niechlubną prawdą mojej rodziny. Nie, nie mam na sumieniu śmierci dwadzieściorga dzieci żydowskich, za którą odpowiada mój krewny. Ale moje sumienie jest obarczone zachowaniem pamięci o tych dzieciach. Po to tę książkę napisałam. Ciekawe jednak, że bardziej czytelników zainteresowała historia rodzinnego tabu, a na spotkaniach autorskich okazywało się, że wstydliwych tajemnic związanych z przeszłością i historią jest w naszych rodzinach sporo. I że nadszedł czas, żeby o nich mówić głośno, bo dławią.
Dzisiaj chcę wszystkim przypominać o „moich” dzieciach, ofiarach Holokaustu. Najmłodsze miało 5 lat, najstarsze 12. Pochodziły z różnych krajów, dziesięć z nich z Polski. Razem ze swoimi rodzicami zostały przywiezione do Auschwitz latem 1944 r., a jesienią znalazły się pod Hamburgiem w obozie w Neuengamme. Przeprowadzano na nich eksperymenty medyczne. Według rozkazu Himmlera świat miał się o nich nigdy nie dowiedzieć. Zostały zamordowane z udziałem mojego krewnego, lekarza SS, w kwietniu 1945 r. Znam ich imiona i twarze. Nie chcę o nich zapomnieć.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 4/2020