Logo Przewdonik Katolicki

Żegnamy człowieka niezwykłego

ks. Mirosław Tykfer, redaktor naczelny
fot. Ksenia Shaushyshvili

Dzięki bardzo zintegrowanej duchowo i intelektualnie osobowości mógł zrobić i rzeczywiście zrobił dla dobra Kościoła naprawdę wiele.

Śmierć kard. Zenona Grocholewskiego jest zakończeniem pewnej epoki w Watykanie – twierdzi Hanna Suchocka. Trudno się z byłą ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej nie zgodzić, biorąc pod uwagę wpływ, jaki na sprawy Kościoła powszechnego mieli w ostatnich dziesięcioleciach polscy duchowni. Mowa oczywiście o pontyfikacie Jana Pawła II, ale też, i to należy tutaj szczególnie podkreślić, urzędowaniu zmarłego kard. Zenona Grocholewskiego, najpierw w Najwyższym Trybunale Sygnatury Apostolskiej, a potem w Kongregacji Edukacji Katolickiej. Przez wiele lat był on drugim najważniejszym po papieżu Polakiem w Watykanie, a sprawowane przez niego funkcje należały do kluczowych dla Stolicy Apostolskiej.
Choć mówiąc o aktualnym wpływie polskich duchownych na losy Kościoła powszechnego, dodać należy, że w Rzymie nadal pracuje wielu księży z Polski. Zarówno w urzędach watykańskich czy administracji zgromadzeń zakonnych, ale też na papieskich uczelniach. I nie są to tylko nominacje z czasów Jana Pawła II. W Wiecznym Mieście mamy też kard. Konrada Krajewskiego, jałmużnika papieskiego, i kard. Stanisława Ryłkę, do 2016 r. przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Świeckich. Łącznie można się dzisiaj doliczyć sześciu polskich kardynałów, w kraju i za granicą.
Warto w tym kontekście zauważyć jednak, że aktualna decentralizacja Kościoła, do której świadomie dąży papież Franciszek – zgodnie z intencją jego poprzedników – prowadzi do zmiany myślenia o Kościele, o tym, kto i jak ma rzeczywiście na niego decyzujący wpływ. Na jego losy coraz mniej mają mieć wpływ watykańskie urzędy, a dużo więcej lokalne wspólnoty Kościoła z ich pasterzami. Co nie jest oczywiście w historii Kościoła czymś niespotykanym. Pierwsze stulecia chrześcijaństwa to przede wszystkim wspólnota biskupów, dla których biskup Rzymu był pierwszym wśród równych, tym, który innym w episkopacie „przewodzi w miłości” – o czym również wielkorotnie przypominał kard. Joseph Ratzinger, wzywając do głębszego przemyślenia urzędu Piotrowego. Silna centralizacja Kościoła wokół papiestwa to proces przypadający na drugie tysiąclecie. Dzisiaj myślenie tradycyjne nie oznacza więc, albo oznaczać nie powinno, zwykłego powrotu do czasu sprzed pontyfikatu Pawła VI, który sprzedał papieską tiarę. Odnowa zaproponowana przez II Sobór Watykański to odkrywanie korzeni ewangelicznych sposobu przewodzenia w Kościele. O tym również przypomniał Benedykt XVI, rezygnując z tiary w papieskim herbie, aby w jej miejsce umieścić biskupią mitrę. Intencją Benedykta XVI było, aby papież nie przypominał ziemskiego władcy, ale był pasterzem, biskupem Rzymu, który „przewodzi w miłości”.
Patrząc z tej perspektywy na życie i służbę kard. Zenona Grocholewskiego, można powiedzieć dużo więcej o tym, kim był i jaki miał on rzeczywiście wpływ na Kościół. Nie jestem oczywiście najbardziej odpowiednią osobą, aby taką opinię wyrażać, ale na tyle, na ile miałem okazję poznać naszego poznańskiego księdza w Watykanie, kard. Grocholewski był nie tylko niezykle inteligetnym i wykształconym człowiekiem, ale przede wszystko bardzo miłym, zwyczajnie pobożnym, rozmodlonym, spokojnym w budowaniu relacji z innymi. Dzięki tej bardzo zintegrowanej duchowo i intelektualnie osobowości mógł zrobić i rzeczywiście zrobił dla dobra Kościoła naprawdę wiele.
Co znaczy dla nas śmierć kard. Zenonana Grocholowegiego? Niech każdy spróbuje sam odpowiedzieć sobie na to pytanie poprzez lepsze poznanie jego biografii. Niech też posłucha tych, którzy go wspominają, niech pomyśli o nim jak o zwykłym człowieku, który musiał się zmagać ze swoimi słabościami, a jednak, „patrząc na koniec jego życia”, okazał się człowiekiem naprawdę niezykłym. Dla wielu młodych ludzi, którzy zastanawiają się, jak układać swoje dalsze życie, ale też dla tych wszystkich, którzy czują odpowiedzialność za Kościoł, jest on dobrym przykładem człowieka zakorzenionego w wartościach chrześcijańskich i katolickich, a jednocześnie ewangelicznie otwartego, zdolnego do spokojnego, pełnego szacunku dialogu. Bo właśnie tego w Kościele najbardziej dzisiaj potrzebujemy. A może w ogóle w życiu właśnie tego tak bardzo dzisiaj potrzeujemy.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 30/2020, na stronie dostępna od 23.08.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki