Logo Przewdonik Katolicki

Polityczny bój o wszystko

Michał Szułdrzyński
fot. Magdalena Książek

Polityka jest jedną z tych dziedzin życia, w których czasem to, co najistotniejsze, dzieje się na drugim planie. Za całym teatrem wydarzeń, niekiedy kryje się coś zupełnie innego. Nie, nie mam na myśli żadnych teorii spiskowych. Raczej chodzi mi o naszą dzisiejszą sytuację polityczną, która sprawia wrażenie codziennych sporów, konfliktów i działań, ale tak naprawdę w tle jest jasno wyznaczony cel, o którym politycy rzadko mówią otwarcie.

Wszystko, co dzieje się dziś, i w ostatnim czasie, jest pochodną wydarzeń, których świadkami będziemy za niecałe cztery miesiące. Wtedy to odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. W polityce każde wybory są ważne, ale te są ważne w sposób szczególny. Są to bowiem wybory, które zdecydują o kształcie naszej sceny politycznej przez najbliższe trzy lata. Dlaczego?
Jeśli wygra Andrzej Duda, Prawo i Sprawiedliwość będzie miało wygodną sytuację do końca kadencji. Oczywiście druga kadencja Dudy będzie dla PiS trudniejsza niż pierwsza. Prezydent już nie będzie tak od PiS uzależniony, ponieważ nie będzie już potrzebował za kolejnych pięć lat poparcia i pieniędzy PiS do wyborów. Konstytucja przewiduje dwie kadencje, po których Duda będzie musiał opuścić Pałac Prezydencki. Być może więc, będzie częściej korzystał z prawa weta, częściej będzie zgłaszał swoje poprawki do ustaw przesyłanych mu przez Sejm i Senat. Ale generalnie będą to różnice szczegółowe, jeśli chodzi o główny kierunek, Duda zgadza się z PiS i będzie pomagał tej partii zmieniać Polskę na swoją modłę do końca kadencji Sejmu w roku 2023.
Gdyby Duda przegrał, sytuacja PiS dramatycznie się pogorszy. Mając większość w Sejmie, ale już Senat i prezydenta w rękach opozycji, PiS znalazłoby się chyba w najtrudniejszej sytuacji z wszystkich partii, które wygrały wybory parlamentarne po 1989 r. PiS nie ma dziś większości pozwalającej odrzucić prezydenckie weto, prezydent, który rozpocząłby wojnę z partią rządzącą, miałby naprawdę wiele narzędzi do tego, by pokrzyżować jej plany. Jeśliby Andrzej Duda przegrał najbliższe wybory prezydenckie, Jarosław Kaczyński gotów byłby raczej oddać władzę, niż przez kolejne trzy lata wykrwawiać się politycznie. Sejm wnosiłby ustawy, które następnie z woli prezydenta lądowałyby w koszu. Rząd grzązłby w miejscu, porażony polityczną niemocą, lecz formalnie cała odpowiedzialność za sytuację w kraju spadałaby na tych, którzy mają większość w Sejmie. W takiej sytuacji możliwość przedterminowych wyborów raptownie by wzrosła.
Z tych samych powodów, będą to ważne wybory dla opozycji. Wygrana Dudy i domknięcie się ośmioletnich rządów PiS oznaczałoby wielką porażkę opozycji. Byłby to potężny cios w największą partię opozycyjną Platformę Obywatelską. I odwrotnie, gdyby kandydatka Platformy wygrała z Dudą, byłoby to gigantyczne wzmocnienie tej partii, szanse opozycji na powrót do władzy – samodzielnie czy np. z koalicją lewicową oraz z PSL – zaczęłyby być całkiem realne.
Dlatego też nie będzie przesadą stwierdzenie, że wybory, które odbędą się w maju, zarówno dla PiS, jak i dla partii opozycyjnych będą bojem o wszystko. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki