Logo Przewdonik Katolicki

Ryzyko zaufania

Monika Białkowska
W wiosce Annaya na północy Libanu, ludzie gromadzą się wokół figury Świętego Charbela | FOT. ERIC BOUVET/Le Figaro-East News

Tam, gdzie chcemy być duchowymi niewolnikami, pojawi się człowiek, który zechce to wykorzystać. Posłuszeństwo, formacja i rozeznawanie to klucze do dojrzałej religijności.

Ksiądz Grzegorz Bliźniak. Ks. Jarosław Cielecki. To nie są nazwiska, które rozpalały opinię publiczną, ale były ważne dla konkretnych wspólnot. Kościół uznał, że nie mają już prawa oczekiwać od wiernych zaufania. 

Rozwiązane zgromadzenie
Ks. Grzegorz Bliźniak to założyciel Zgromadzenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, nazywanych misericordianami. Zgromadzenie mówi o sobie, że ich głównym apostolskim zadaniem jest szerzenie nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia według form, jakie św. Faustyna otrzymała od Jezusa. Wspólnota w swojej krótkiej historii kilkakrotnie szukała sobie miejsca: najpierw uzyskując zatwierdzenie na prawie diecezjalnym w Łucku – potem przenosząc swój dom generalny do Ventimiglia-San Remo we Włoszech i wreszcie do Szeged na Węgrzech. Zgromadzenie po konsultacji z Watykanem rozwiązał biskup łucki (gdzie zostało ono zatwierdzone) – i to miało stać się przyczyną, dla której zakaz działalności na terenie diecezji rzeszowskiej wydał również pod koniec czerwca bp Jan Wątroba (na terenie diecezji znajdował się dom zgromadzenia).
To oficjalny powód – poza nim nie podano do publicznej wiadomości innych informacji na temat przyczyn rozwiązania zgromadzenia. Nieoficjalnie wiadomo, że wokół misericordian pojawiały się również inne wątpliwości. Dotyczyły one między innymi sfery doktrynalnej. Ks. Grzegorz Bliźniak szeroko w internecie promował objawienia z Trevignano Romano, które są przez Kościół uznane za fałszywe, a które zwłaszcza w czasie pandemii wprowadzały wiele zamętu, epatując strachem i wizjami piekielnych kar (zdobywając jednocześnie tłumy słuchaczy). Niepokój dotykał również kwestii moralnych i tych dotyczących bezpośrednio formacji: do seminarium mieli być przyjmowani klerycy, którzy z innych seminariów za konkretne niemoralne czyny byli wcześniej usunięci.
Szczegółowych informacji nie mamy: problem zgromadzenia rozwiązywany jest dyskretnie i z samymi zainteresowanymi. Na stronie internetowej zgromadzenia nie pojawiła się żadna informacja na temat jego rozwiązania czy zakończenia działalności, choć sam ks. Grzegorz na kanale YT nie zabrał głosu od trzech miesięcy. Wprowadzone w obieg przez ks. Bliźniaka treści fałszywych objawień nadal znajdują kolejnych zwolenników.

Ksiądz odszedł z Kościoła
Na początku lipca abp Stanisław Budzik, przewodniczący Komisji Nauki Wiary KEP, wydał komunikat na temat Domów Modlitwy św. Szarbela. Wspólnoty nawiązujące do duchowego dziedzictwa libańskiego mnicha działały w wielu parafiach w Polsce. Ich animatorem był ks. Jarosław Cielecki. To on opracował zasady tworzenia Domów, przebieg modlitwy, przebieg spotkania modlitewnego. W samej idei tworzenia małych grup modlitewnych, w których poznawać można duchowość wschodnią, nie ma niczego złego ani nawet moralnie wątpliwego. Problem pojawił się, gdy ks. Jarosław Cielecki porzucił Kościół katolicki. „W ostatnim czasie ks. Jarosław Cielecki dokonał aktu apostazji, porzucając Kościół rzymskokatolicki i przystępując do wspólnoty religijnej, która nie utrzymuje jedności z papieżem – pisał abp Budzik w swoim komunikacie. – Z tego powodu nie może on nadal sprawować duchowej opieki nad wiernymi Kościoła rzymskokatolickiego”. Dalej abp Budzik kieruje należących do wspólnot św. Szarbela do Maronickiej Fundacji Misyjnej, której celem jest odnowa i pogłębienie życia duchowego dzięki spotkaniu tradycji chrześcijaństwa wschodniego i zachodniego w duchu wierności nauczaniu papieża ostatniego soboru.
Na komunikat abp. Budzika i KEP odpowiedział bp Adam Rosiek z Katolickiego Kościoła Narodowego w Polsce – Kościoła, do którego odszedł ks. Cielecki. Bp Rosiek nie zgadza się, by akt ks. Cieleckiego nazywać apostazją – powołuje się przy tym na Kodeks prawa kanonicznego, który stwierdza, że „apostazją jest całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej”, a ks. Cielecki przystąpił do wspólnoty, która uznaje wszystkie dogmaty i sakramenty Kościoła rzymskokatolickiego.

Jeśli Jezus tego nie mówił?
Dlaczego łączę te dwie sprawy? Pokazują nam one kilka ważnych rzeczy, których możemy dowiedzieć się o nas samych – o Kościele w Polsce i naszych religijnych (lub raczej religijnie fałszywych) pragnieniach.
Jeśli coś łączyło ks. Cieleckiego z ks. Bliźniakiem to swoista fascynacja złem, polegająca na nieustannym straszeniu karami, potępieniem lub wręcz diabłem. Ks. Cielecki również opowiadał przecież o tym, jak stanął oko w oko z demonem, przekonywał, że aż jedna czwarta Włochów ma problemy z okultyzmem, i przestrzegał przed kupowaniem pamiątek z krajów Wschodu, jako że mogą być one poświęcone złym duchom.
Samo przestrzeganie przed złem czy nawet przed Bożą karą nie jest sprzeczne z nauką Kościoła: jest jej elementem. Nie jest jednak elementem najważniejszym. Dobra Nowina niezmiennie od dwóch tysięcy lat pozostaje „dobrą” nowiną: orędziem o Bogu, który wychodzi do grzesznego człowieka po to, by go wznieść ponad grzech i ocalić od śmierci. Choć Jezus jednoznacznie mówi o konieczności unikania zła, trudno w Jego orędziu znaleźć długie i barwne opowieści o tym, co szatan może i chce zrobić z człowiekiem. A jeśli On nam o tym nie mówił – po co nam ta wiedza?
Chcemy jej słuchać i rosnąca popularność wszelakiej maści złych proroków jest na to dowodem. Jednocześnie niestety jest dowodem na to, jak bardzo magiczna w wielu miejscach bywa wiara.

Proste odpowiedzi
W wierze, która w łatwy sposób ufa takim prostym prawdom, nie chodzi o dojrzałość, o kształtowanie sumienia, o samodzielne dokonywanie wyborów często w sytuacjach rozdarcia – o to wszystko, co papież Franciszek nazywa rozeznawaniem. Wiara taka jest nie tyle poszukiwaniem Boga w skomplikowanych drogach życia, ile poszukiwaniem człowieka, który powie nam wprost, co jest dobre, a co złe – bez niuansów i wątpliwości. Jest nieustanną próbą dokonania dualistycznego podziału doczesnego świata na przestrzeń jednoznacznie świętą i jednoznacznie grzeszną. Jest wreszcie tęsknotą za tym, by ktoś z zewnątrz dał nam motywację, byśmy nigdy owej granicy nie przekroczyli. Tą motywacją zwykle jest właśnie strach przed Bożym gniewem, przed karą (najlepiej taką doświadczaną już na ziemi, w postaci epidemii) – strach karmiony dodatkowo kolejnymi fałszywymi lub przynajmniej niepotwierdzonymi jeszcze przez Kościół objawieniami. W ten sposób samozwańczy mistrzowie zyskując wręcz boski autorytet, są tymi, którzy niosą prostą odpowiedź i czytelne rozwiązanie wszystkich skomplikowanych problemów człowieka. Któż z nas w głębi duszy tego nie pragnie?

Nie ufać?
Po kryzysach w tych wspomnianych wyżej wspólnotach – również po innych, ujawnianych wcześniej upadkach kolejnych charyzmatycznych przewodników – zderzyłam się z tezą, że nie wolno nam w Kościele niczego budować na człowieku, ale we wszystkim odnosić się bezpośrednio do Jezusa: wobec ludzi, w tym nauczających i księży zawsze zachowując rezerwę.
Wydaje się, że to podejście niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Na czym bowiem – jeśli usunąć element zaufania – budować wspólnotę? Jak być w Kościele, z dystansem traktując każdego nauczającego? To nie jest rozwiązanie problemu z nadużywającymi swojej pozycji nauczycielami. To generowanie kolejnego problemu, jakim stanie się podział wspólnoty na zainteresowane wyłącznie sobą jednostki.

Ryzyko pozostanie
Nie jesteśmy w stanie we wspólnocie Kościoła zapobiec wyrastaniu kolejnych samozwańczych proroków. Nie oznacza to jednak, że pozostajemy wobec nich bezradni. Obie sprawy pokazują jednak, jak ważne w Kościele jest posłuszeństwo decyzjom biskupa, które staje się pierwszym testem prawdziwości danej nauki i moralnej uczciwości jej głosiciela. Pokazują, jak ważna jest indywidualna i szeroka formacja, która z jednej strony opierać się będzie na źródle, jakim jest Ewangelia, a z drugiej nie będzie się ograniczała do jednego wyłącznie nauczyciela. Po trzecie wreszcie są znakiem, jak roztropna jest droga rozeznawania i towarzyszenia: na której wprawdzie nikt nie da nam prostej odpowiedzi na skomplikowane pytania, ale również nikt nie uczy z nas zakładników swojej prywatnej wizji Boga.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki