Logo Przewdonik Katolicki

Patti z krainy wyobraźni

Natalia Budzyńska
fot. PAP-Photoshot

Najsłynniejsza buntowniczka nazywana „poetką punk rocka” ma ponad 70 lat, długie siwe włosy i tęskni za zmarłymi. Jej najnowsza książka Rok Małpy to zapis codzienności przeplatany marzeniami sennymi, opowieść drogi starszej pani, która godzi się z upływem czasu i żegna bliskich, którzy odchodzą.

Ciągle chodzi w bawełnianych koszulkach i glanach. Z nieodłącznym starym dużym polaroidem z harmonijką, którym fotografuje przedmioty, skrawki codzienności. I z notesem w kieszeni. Wciąż koncertuje, gdyby nie pandemia, byłaby w trasie. Trudno zaszufladkować Patti Smith, choć z jednej strony wydaje się to proste. Rebeliantka, rewolucjonistka walcząca z establishmentem poezją, kumpelka najsłynniejszych amerykańskich beatników, pacyfistka krzycząca swoje improwizacje na wiecach, zaangażowana w kontrkulturowe ruchy społeczne, ikona buntu, ze swoim androgenicznym typem urody i stylem w sam raz pasująca na idolkę feministycznych inicjatyw. Najchętniej powtarzany przez dziennikarzy cytat z jej twórczości? Pierwszy wers piosenki Gloria pochodzący z jej pierwszego albumu Horses z 1975 r.: „Jezus umarł za czyjeś grzechy, ale nie za moje”. Lubią go media lewicowe, ponieważ według nich jest dowodem na jej stosunek do chrześcijaństwa. Lubią go media chrześcijańskie, bo jest dowodem na to, że Patti Smith jest wrogiem Jezusa. A Patti na to: „Głupie jest określanie mnie na podstawie cytatu sprzed kilkudziesięciu lat”. Na szyi od lat nosi krzyżyk, raczej nie tylko dla ozdoby, śpiewa dla papieża Franciszka, wakacje spędza u franciszkanów w Asyżu. Kiedy feministki chciały ją zaangażować w walkę o prawa kobiet, odpowiedziała im: „Mam córkę, ale i syna. Będę się angażować w prawa człowieka”. No cóż, mogło też im nie pasować zaangażowanie Patti w obowiązki domowe, dość tradycyjne. Buntowniczka, która gotuje obiady, żeby jej partner mógł się realizować artystycznie? Buntowniczka, która pierze ubranka dziecięce („byłam świetną praczką” – mówi o sobie)? Buntowniczka, która ściska rękę papieżowi? Buntowniczka, która zajada hot dogi z wieprzową parówką? Patti Smith ma dość szufladek, w ogóle jej nie interesują. Jest artystką. Robi swoje.

Przez zgliszcza lat 60.
„O ile pamiętam, pierwszą śpiewaną przeze mnie piosenką było Jesus Loves Me. Wciąż mam przed sobą obraz siebie, jak siedzę na ganku w Chicago, śpiewam ją i czekam, aż ulicą nadejdzie kataryniarz ze swą małpką. Wciąż słyszę piosenki, którymi rezonowało powietrze. (…) Słyszę, jak mój ojciec pogwizduje Deep Purple i jak mama śpiewa nam kołysankę”. Rodzina była wielodzietna i religijna, zaangażowana w ruch Świadków Jehowy, Patti chodziła do szkółki niedzielnej i czytała Biblię. Poza tym wszyscy się kochali, a rodzice pozwalali jej rozwijać swoje pasje. Marzyła, żeby zostać śpiewaczką operową, jak Maria Callas, lub chociażby jazzową, jak Billie Holiday. Potem marzyła, żeby malować, no i pisać. Uciekła z sielskiej atmosfery domowej do Nowego Jorku, żyła z dnia na dzień, w samym centrum rewolucji kontrkulturowej: wolnego seksu, narkotyków, muzyki, sztuki, ruchów wolnościowych. „Wędrowałam przez zgliszcza lat sześćdziesiątych. Ileż tam radości, a jednak na końcu smutek”. Smutek, bo ostatecznie nic się nie zmieniło, polityka wciąż jest taka sama: szuka swego, wojny wciąż są wzniecane, a ludzie głodują. A jednak zostaje sztuka i pytanie o rolę artysty. Patti Smith pisze długie poematy, improwizuje, nagrywa melorecytacje. Jej koncerty to nie zabawa, to uczestnictwo w jakimś slamie poetyckim, w którym rozkręcający się elektryczny hałas jest tylko tłem do ekstatycznych recytacji. Choć zdarzają się i ballady.

W drodze do św. Franciszka
Weźmy na przykład taki dziesięciominutowy poemat zatytułowany Constatntine Dream z płyty Banga z 2012 r., jak na razie ostatniego w dorobku Patti Smith. Tekst zainspirowany jest postacią św. Franciszka z Asyżu i dziełem Piera della Francesca w katedrze w Arezzo. Zaczyna się tak: „W mieście Arezzo śniłam sen/o Franciszku, co modlił się/za zwierzęcy świat i za ludzkość też//Przez całą noc tak porywał mnie/czułam, że mnie woła/jak odległa pieśń”. Schodzi więc do bazyliki, słyszy wezwanie sztuki, śni o tym, jak maluje Legendę o prawdziwym krzyżu, stawiając jednocześnie pytania o cel sztuki. W tym samym roku świat obiegły zdjęcia Patti Smith stojącej z pędzlem w ręku przy freskach Giotta w Asyżu. „Rockerka pomaga restauratorom” – podpisano fotografię – „następnie rockerka medytowała przy grobie świętego i zjadła skromny posiłek z mnichami w refektarzu”. Zaniepokojonym o los fresków tłumaczyła, że to było zdjęcie pozowane i że nigdy by się nie ośmielała naprawiać Giotta. A co do św. F ranciszka mówiła tak: „Myślę, że św. Franciszek nikogo nie wyklucza. Tak jak Jezus Chrystus. Jeśli zbliżysz się do św. Franciszka z miłością, otrzymasz miłość w zamian”. Dodała, że jako dziecko lubiła świętych i uczucie, że jej pilnują. „Święci prowadzą nas przez różne etapy naszego życia. Święta Bernadeta pomogła mi w czasach, gdy byłam młoda”. Obecnie, w czasach ekologicznego zagrożenia jej duchowym przewodnikiem jest św. Franciszek. „Chciałabym dążyć do jego prostoty i bliskości natury”. Dwa lata później została zaproszona przez Watykan do uczestnictwa w corocznym koncercie bożonarodzeniowym. I zaczęło się wypominanie jej cytatu z pierwszej płyty. „Nie jestem przeciwko Jezusowi – tłumaczyła dziennikarzom – miałam 20 lat i po prostu chciałam popełniać swoje błędy, za które chciałam sama odpowiadać”. Wers, który był wyrazem młodzieńczego buntu na zasadzie: nie chcę, żeby ktoś umierał za moje życie, bo to moje życie i ja będę za nie odpowiadać, jednakowoż zaczynał się od imienia Jezus, co Patti nieustannie podkreśla. „Mój pierwszy utwór na pierwszej płycie zaczyna się od słowa «Jezus». To oznacza relację”. Tym, którzy dziwili się, że aktywistka ma ochotę śpiewać dla papieża w Watykanie, powiedziała krótko: „Zrobię do cholery to, co chcę, szczególnie w moim wieku”.

Intuicja wiary
O Bogu dużo rozmawia ze swoją siostrą, która jest świadkiem Jehowy, ale sama ma chrześcijański światopogląd, choć stara się nie wyróżniać żadnej religii. Uważa, że wszystkie niosą dobro w swoich założeniach. Czasem jednak można natrafić na wypowiedź, która sugeruje bliską intuicję. Na przykład: „Ludzie mówią, że Bóg nas porzucił. Wierzę, że niebezpieczeństwem nie jest to, że Bóg nas porzuca. To my porzucamy Boga”. W wywiadzie dla niemieckiej telewizji dodała, że Bóg odwdzięcza się, gdy w Niego inwestujemy swoje zainteresowanie. W książce Rok Małpy kontemplując Adorację Mistycznego Baranka van Eycka zastanawia się: „Co z nami będzie (…) Z nami, czyli z Ameryką, z nami, czyli z ludzkością. Wzrok Baranka zdawał się niestrudzony – co jednak, jeśli krew miłosierdzia kiedyś się wyczerpie, jeśli pewnego dnia przestanie płynąć? Wyobraziłam sobie, jak marnieje źródło, wysycha studnia Samarytanki, a na niebie wykwitają złowieszcze konstelacje”.

Straty
W roku 2016 Patti Smith kończyła 70 lat. Ten rok opisała w najnowszej książce, która nie jest wspomnieniem czasów minionych, jak na przykład nagrodzona w 2010 r. autobiografia Just Kids, ale zapisem czasu obecnego. Zaczyna się od koncertu sylwestrowego, od ostatniego dnia roku, w którym artystka dowiaduje się o udarze swojego przyjaciela, Sandy’ego Pearlmana, tego, który 40 lat temu zainspirował ją do założenia zespołu rockowego. Patti zaczyna więc rok od wycieczki, którą miała odbyć razem z nim. Zamiast tego jest sama. Książka jest zapisem jej podróży, podczas których odwiedza miejsca zupełnie zwyczajne, i przyjaciół, którzy się starzeją, a wkrótce umrą. To Patti Smith w pokojach hotelowych, w przydrożnych barach, w samochodach, spacerująca i rozmawiająca z ludźmi – realnymi i wyśnionymi. Jawa miesza się tu bowiem ze snem, a ona wędruje przez zaświaty niczym Alicja. Z polaroidem i w glanach, widząc wyraźnie, że świat przemija i życie nieuchronnie zmierza ku śmierci. „Syndrom umilkłej poetki każe mi chwytać natchnienie, gdzie się da” – pisze, robiąc kolejne zdjęcia. Można je obserwować na jej koncie na Instagramie.
„A oto, co wiem ja – zapisuje w swoim notesie – Nie żyje Sam. Nie żyje mój brat. Nie żyje moja matka. Nie żyje mój ojciec. Nie żyje mój mąż. Nie żyje mój kot. Nie żyje nawet mój pies, który nie żył już w 1957 roku. A ja mimo wszystko wciąż myślę, że już niedługo zdarzy się coś wspaniałego. Może jutro”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki