Logo Przewdonik Katolicki

Nieobojętność

Monika Białkowska i ks. Henryk Seweryniak
fot. Sergey Skleznev/Adobe Stock

Nieobojętność oznacza: robić to, co robię, dobrze ze względu na dobro człowieka, którego nigdy nie spotkam. To są właśnie ci ludzie, o których mówi Jezus, że On w nich jest

Monika Białkowska: Nieobojętność? Taka dość ogólna ta cnota, jeśli nadal o cnotach chce ksiądz mówić…

Ks. Henryk Seweryniak: Chcę. Mówiąc o nieobojętności, myślę o trzech sprawach: nieobojętności wobec siebie, wobec bliźniego i wobec świata. 

MB: Wobec siebie? Mam skojarzenia, ale niech ksiądz zacznie…

HS: Mnie kojarzy się to z takim prostym hasłem „ogarnij się”. Nawet jeśli jesteś w takim największym trudzie życia, zapracowany, zabiegany, to postaraj się zachować w tym wszystkim swoje człowieczeństwo. Nawet bez wielkich słów. Wspominałem już chyba kiedyś swojego dawnego proboszcza, który poszedł na kolędę na wieś, gdzie było dużo ludzkiej biedy, alkoholizmu, nieszczęścia. Przyjmowali go tam w gumowcach, w kufajkach, a on im mówił: dla mnie się nie musisz ubierać, ja od ciebie niczego nie chcę, ale dla siebie się ogarnij. Ubierz się jakoś, przynajmniej w niedzielę, nawet jak do kościoła nie przyjdziesz. Albo te maski, które nosiliśmy. Wiadomo, że ona mnie nie ochroni, ale ogarniam się, żebym nie zaraził ciebie albo kogoś na ulicy. To jest materialny wymiar tego ogarniania się. Drugi jest duchowy. Troska o to, żeby nie popaść w jakiś banalny materializm. Żeby nie zrezygnować z wiary w cud życia i w symbolizm tego życia. Żeby widzieć piękno i poezję w posiłku, w pielgrzymowaniu, w geście złożonych dłoni. 

MB: Żeby tę wrażliwość na duchowy wymiar życia zachować?

HS: Tak, właśnie tak. Ks. prof. Janusz Mariański, słynny socjolog, opowiadał kiedyś o prof. Edwardzie Ciupaku, który w okresie PRL był walczącym z Kościołem socjologiem marksistowskim. Mariański mówił, że on poszedł kiedyś do Komunii. Bez wiary, ale żeby poczuć, co się może wtedy dziać z człowiekiem. Inna sprawa, że ten profesor, który wcześniej był no, aż tak obojętny, stał się z czasem człowiekiem naprawdę religijnym, przeżył nawrócenie. Wydaje mi się, że koniec końców doprowadziła go do tego wrażliwość na duchowy wymiar życia, otwartość na nią. A jakie ty miałaś skojarzenia?

MB: Bieżące, jak zawsze. Myślę, że nieobojętność wobec siebie jest dla nas wbrew pozorom naturalna, tylko czasem ją sobie odpuszczamy ze zmęczenia. I to nam pokazała pandemia, i to, że zostaliśmy zamknięci w domach. Pierwsze reakcje i pierwsze relacje pokazywały, że super: nie trzeba zrywać się rano z łóżka, można cały dzień spędzać w piżamie albo w dresie, nie trzeba kombinować z włosami i makijażem, pełen luz i wakacje. I bardzo szybko ludzie zauważyli, że to jednak tak nie działa. Że trzeba się ogarnąć jednak – nawet dla siebie samego i dla odbicia w lustrze – bo nieogarnięci czujemy się gorzej. Nie wiem, czy to duchowość, czy po prostu psychologia, ale myślę, że niezależnie od wiary chcemy być ogarnięci, przynajmniej na podstawowym poziomie. Że jak człowiek chodzi przez cały dzień w piżamie, wcale nie jest szczęśliwszy. 

HS: Nieobojętność wobec bliźniego wydaje się najbardziej oczywista. Ewangelia pokazuje nam Samarytanina zatrzymującego się przy pobitym człowieku. Ale jest też w Ewangelii św. Mateusza proroctwo, ostatnie proroctwo Jezusa, na które zwrócił mi uwagę Paul Ricoeur. Chodzi o ten fragment o ponownym przyjściu Syna Człowieczego. Zgromadzimy się przed Nim wszyscy, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce zaprosi do swojego królestwa: „Pójdźcie błogosławieni, bo byłem głodny, a daliście mi jeść. Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. A oni zdziwią się i będą pytać, kiedy Go widzieli w takiej sytuacji. Ricoeur tłumaczy, że zazwyczaj jesteśmy gotowi widzieć Jezusa w człowieku, który wyciąga do nas rękę po pomoc. Ale często zapominamy się, że tymi potrzebującymi, którym możemy usłużyć, nawet nie wiedząc o tym, jak ci z „ostatniego proroctwa”, jest wielu innych, niewidzialnych, anonimowych. Czy kiedy ktoś stoi na taśmie i przykręca kolejną śrubkę, myśli o tym, komu to będzie służyło? A to może być także kolejny student, kolejny uczeń, kolejny czytelnik, kolejny konsument… Nieobojętność oznacza: robić to, co robię, dobrze ze względu na dobro czy bezpieczeństwo człowieka, którego prawdopodobnie nigdy nie spotkam. To są właśnie ci ludzie, o których mówi Jezus, że On w nich jest. Ci, których nie widzimy. 

MB: Dla mnie ta nieobojętność na niewidzialnych ma jeszcze inny wymiar. Chodzi o ludzi milczących, którzy nie potrafią albo nie mają siły prosić o pomoc. Żeby zauważać to, co komunikowane jest bardzo po cichu, żeby nie staranować człowieka, nie udawać, że coś nas nie dotyczy dlatego, że ten drugi nie chwycił nas za rękę i nie poprosił o pomoc… Żeby nie mówić, że przecież nie jestem za ciebie odpowiedzialny. 

HS: Może w tym jest delikatność jakaś? Ks. Twardowski pisał: „nie przyszedłem pana nawracać”… Kim jestem? Nie chcę narzucać, być dla drugiego głosicielem, chcę zachować zwyczajną relację. 

MB: A może to jest ucieczka przed odpowiedzialnością za drugiego? Tak właśnie rodzi się obojętność. Zwłaszcza kiedy ktoś przychodzi z pytaniami i wątpliwościami, nie może odejść z niczym. Nie trzeba mieć recepty: ale nie można też udawać, że się nie słyszy jego pytań. 

HS: Jest jeszcze trzecia nieobojętność: nieobojętność na świat stworzony. Ciągle do tego wracamy, wiem. Jeżdżę teraz częściej do lasu… I na skraju pięknego, młodego, budzącego się do życia po zimie zagajnika widzę ponad dwadzieścia ogromnych opon, większych niż takie od traktora… Wyobrażasz sobie? Ktoś wyrzucił je do lasu! Bez żadnej odpowiedzialności… Ktoś mi wyjaśniał, że to jest jeszcze bardziej skomplikowane, że na składowiskach nie bardzo chcą takie opony przyjmować, nie wolno ich spalić – i efekt jest taki, że leżą potem w lasach… 

MB: Taka nieobojętność to będzie chyba kwestia zrozumienia, że każda moja decyzja przekłada się na świat. Jeśli zamawiam siódme albo trzydzieste siódme spodnie, to one nie kosztują tylko tyle, ile zniknie z mojego konta, ale kosztuje również zużytą wodę, chemikalia wylane do rzek, dwutlenek węgla emitowany do atmosfery. A ja spodnie włożę raz na rok. Warto? Opłaca się? Nie za wysoka ta cena? Świat płaci za wszystko, czego używam. Przepisów nie zmienię, ale mogę się do tego szaleństwa nie dokładać. 

HS: A może to jest nasz obowiązek? Mój jako księdza, twój jako dziennikarki? Żeby pytać, co jest z przepisami dotyczącymi tak strasznych odpadów, jak te opony? Żeby o tym mówić, domagać się jednak zmiany przepisów? 

MB: Może. Ale nasze upominanie się nadal nie zwalnia nikogo z nas z cnoty nieobojętności. Indywidualny wybór ma znaczenie, bo zmienia mentalność. A jeśli zmieni się mentalność na poziomie przynajmniej połowy populacji, zmieni się świat i wymusi zmianę systemów. Każda mała nieobojętność waży bardzo konkretnie. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki