Logo Przewdonik Katolicki

W poszukiwaniu ukrytego potencjału

Weronika Frąckiewicz
il. Agnieszka Sozańska

Parafie są lokalnymi kopalniami potencjałów wszelakich. Od wzajemnego wsparcia i dobrej komunikacji całej wspólnoty zależy, ile z nich będzie miało szansę rozwoju.

Jakiś czas temu uczestniczyłam przez kilka miesięcy w życiu małej hawańskiej wspólnoty parafialnej. Mimo ubóstwa materialnego ludzie dzielili się wszystkim, co mieli, zawsze życzliwi, gotowi do rozwiązywania problemów wspólnie. Świąt nie spędzali zamknięci w domach, lecz gromadzili się na dziedzińcu kościoła, wśród muzyki i tańców. Proboszcz znał wszystkich po imieniu. Gdy przyglądałam się tej mikrowspólnocie kubańskiej, rodziły się we mnie różne emocje – od zazdrości przez smutek, że nie znam takiego modelu funkcjonowania parafii, po radość, że mogę choć przez krótki czas być w tym z nimi. Bo nie mam wyjątkowo dobrych wspomnień związanych z moją rodzinną parafią. Być może dlatego, że była zarządzana przez autorytarnego proboszcza, duszącego w zarodku wszelkie inicjatywy, które nie wpisywały się w jego duchowość. Nie pamiętam ciepłej atmosfery, bliskich relacji, współdzielenia zasobów. W dorosłym życiu nieformalnie przypisałam się do kościoła jednego z klasztorów, który oficjalną parafią nie jest. Znalazłam tam pewną przystań, ale zdecydowanie bardziej duchową niż wspólnotową.
Ostatecznie to kilkumiesięczne doświadczenie hawańskiej wspólnoty zrodziło we mnie pytanie, które towarzyszy mi do dziś: dlaczego wspólnotowość, rodzinność i wzajemna troska nie są naturalnymi przymiotami parafii, które powinny wyznaczać jej tożsamość?

Rodzinne pomaganie
Wśród wielu inicjatyw powstałych w obliczu problemów społecznych wynikających z pandemii COVID-19 pojawiła się jedna, która w pewnym stopniu jest odpowiedzią na moje pytanie o tożsamość parafii, a być może jest też samym pytaniem, tylko postawionym bardziej praktycznie. Wspólnoty Pomocy to inicjatywa, której celem jest zachęcenie parafii w całej Polsce do niesienia pomocy w zorganizowany sposób oraz wspieranie ich w tym poprzez dostarczanie przydatnych wskazówek i narzędzi do koordynacji procesu budowania lokalnej sieci wsparcia.
Sylwia jako nastolatka była instruktorką ZHR, więc kiedy usłyszała, że harcerze organizują się, aby pomóc w trakcie epidemii, poczuła lekkie ukłucie w sercu. – To jest ten czas, aby wypełnić słowa przyrzeczenia harcerskiego „całym życiem pełnić służbę…” – wspomina. We Wspólnoty Pomocy zaangażowali się całą rodziną. Jedna z córek odbiera telefony zarówno od zgłaszających się wolontariuszy, jak i osób potrzebujących, druga zajmuje się kwestiami technicznymi, a Sylwia z mężem zarządzają stroną organizacyjną: robią zakupy, zawożą je pod wskazany adres i zawiadują całą siecią pomocy. Potrzebującym z parafii św. Franciszka z Asyżu w Warszawie pomagali tuż po wybuchu epidemii. Inicjatorem parafialnego wolontariatu na rzecz walki z pandemią był proboszcz. Ich mottem do działania stały się uczynki miłosierne: głodnych nakarmić, spragnionych napoić. W sześcioosobowym trzonie wolontariuszy zorganizowali plan działania. Stworzyli zasady działania wolontariuszy (bezpieczeństwo seniorów i wolontariuszy jest bardzo ważne, aby zminimalizować ryzyko), nawiązali kontakt z organizacjami pomocowymi działającymi na terenie parafii, aby się uzupełniać i wspierać, a nie konkurować. Dwa tygodnie później przyszła do nich propozycja Wspólnot Pomocy. – Nasze zaangażowanie we Wspólnoty Pomocy traktuję przede wszystkim jak pomoc merytoryczną. My jesteśmy samoukami wolontariatu, a ludzie, którzy zainicjowali Wspólnoty Pomocy, zajmują się pomocą najuboższym na co dzień. Cenne jest także to, że z ludźmi z innych parafii, dzięki wzajemnym kontaktom, możemy wymieniać się doświadczeniami i pomysłami – mówi Sylwia.

Do scrabble trzeba dwojga
Wolontariuszy w parafii św. Franciszka jest szesnastu. To wystarczająco, aby zorganizować stałą opiekę dla ośmiu osób, które zgłosiły się po pomoc. – Cieszę się, bo wśród wolontariuszy jest sporo młodych osób, których wcześniej nie widziałam angażujących się w życie parafii. Nie jest to superwielka akcja, ale i tak mam poczucie, że otwiera tej młodzieży perspektywę służby, ale nie takiej jednorazowej czy spontanicznej. Być może to, co teraz robią, wpłynie w przyszłości na przywrócenie zjawiska odpowiedzialności społecznej i zbuduje na nowo relacyjność między ludźmi w środowisku lokalnym – ma nadzieję Sylwia. Mimo że w bezpośredni wolontariat zaangażowało się kilkanaście osób, to ludzi pomagających doraźnie jest znacznie więcej. – Nie mogę się nadziwić, ilu jest ludzi dobrej woli. Znalazła się firma, która podarowała nam telefon do koordynacji, a pewna hurtownia spożywcza zaproponowała nam zakupy w dopasowanych dla nas godzinach – wymienia Sylwia. Przestrzeni do działania jest bardzo wiele, od podstawowej takiej jak zakupy, realizacja recept, załatwienie różnych spraw urzędowych, do bardziej indywidualnej. Potrzeby wśród ludzi są naprawdę bardzo zróżnicowane. Wśród osób, którym pomagają, jest mężczyzna w średnim wieku chorujący na stwardnienie rozsiane. W związku z epidemią przestali odwiedzać go ludzie, którzy na co dzień go wspierali. Został sam, nie miał jak przejść z wózka na łóżko. Pewnej pani kot zrzucił radio i potrzebuje kogoś do naprawy sprzętu, inna starsza pani nie ma z kim grać w ukochane scrabble, a ktoś ledwie wiąże koniec z końcem i potrzebuje jedzenia. Mają nadzieję, że koniec epidemii nie będzie końcem ich działań, mają kilka pomysłów, które chcieliby wspólnie realizować. – Ujawniło się wiele niezagospodarowanych przestrzeni, w których można zrobić coś dobrego – dodaje Sylwia.

Głuchy telefon parafii
Mimo braku konkretnych oczekiwań myśleli, że uda im się dotrzeć ze Wspólnotami Pomocy do większej liczby parafii w Polsce. – Z jednej strony skutki epidemii nie były w Polsce tak katastrofalne jak np. we Włoszech czy Hiszpanii, a z drugiej dość trudno w Polsce przebić się przez struktury Kościoła instytucjonalnego – opowiada Jacek Przeciszewski, jeden z inicjatorów Wspólnot Pomocy, pracownik Fundacji Stocznia. – Zdarzało nam się spotkać z murem ze strony proboszczów. Większość tego typu inicjatyw musi rozpocząć się odgórnie, od listu polecającego biskupa. Księża dość nieufnie podeszli do inicjatywy świeckich. Nasz pomysł spotkał się z poparciem kard. Kazimierza Nycza i prymasa Polski Wojciecha Polaka, w pozostałych diecezjach kontakt z biskupami nie był prosty, a nie mieliśmy wystarczających kontaktów, aby docierać do nich bezpośrednio. Jest wiele parafii, które mają wykształcony sprawny system pomocowy, odbywa się w nich to wszystko naturalnie – uważa Jacek Przeciszewski – my chcieliśmy dotrzeć do tych, które potrzebują inspiracji lub wsparcia i zaoferować im naszą pomoc lub przynajmniej skomunikować je z parafiami, które mają sprawdzony system pomocy. Zauważyliśmy, że komunikacja międzyparafialna nie działa w Polsce najlepiej, stąd pomysł na stworzenie sieci parafii, które regularnie mają ze sobą kontakt. Wspólnoty Pomocy to przestrzeń wymiany informacji, doświadczeń, pomysłów, ale także okazja do wzajemnego wsparcia.

Chętni zawsze się znajdą
Słowa papieża Franciszka o Kościele jako „szpitalu polowym” towarzyszą Jankowi Kiljańskiemu od dawna. Pośrednio to one były przyczyną zaangażowania się jego i jego sąsiadki Marysi we Wspólnoty Pomocy. – Idąc do parafii, wiedzieliśmy, że możemy spotkać się z różnym przyjęciem, ale odczytaliśmy to jako okazję do zmiany. Chcieliśmy zainwestować nasze wewnętrzne zasoby w parafię, bo wierzymy, że kościoły lokalne mają niewykorzystany potencjał – opowiada Janek. Mottem, które przyświeca ich działaniom, jest to ,,aby Łazarz  nie cierpiał samotnie”. – Sprawy, które powierzają nam ludzie, są różne, zarówno drobne, jak i poważne. Ostatnio zadzwonił do nas pan będący zupełnie bez środków do życia: przeszedł poważną operację, nie mógł pracować, zostawiła go żona – mówi Janek. Pomogły im także siostry zakonne mieszkające na terenie parafii, które już wcześniej wspierały potrzebujących – szyły maseczki, rozdawały obiady. Proboszcz, mimo iż sam nie angażował się bezpośrednio, objął ich patronatem, zaoferował pomoc w zbiórce pieniędzy i był bazą kontaktową. – Parafia to wielka sieć kontaktów. Księża dzięki wizytom kolędowym znają sporą część wspólnoty lokalnej, w dużej mierze wiedzą, jakie potrzeby mają ludzie. Dodatkowo wspólnota parafialna jest niezależna od struktur państwowych, co daje jej spore pole manewru i decyzyjności. Tak naprawdę robiąc coś w parafii, nie trzeba nic specjalnie budować, wystarczy dobrze poruszać się po tym, co już jest – przekonuje Janek. – Ludzie aż się rwą do pomocy. Dwa tygodnie temu rozwieszałem plakaty o naszej akcji na lokalnym bazarku. Spotkałem się z tak pozytywnym podejściem, że naprawdę byłem w szoku. W ludziach jest duża potrzeba budowy wspólnot lokalnych – uważa Janek. Nie każdemu łatwo jest prosić o pomoc. Zgłaszają się do nich osoby, które w pierwszych słowach mówią, że ,,bardzo głupio im dzwonić, ale naprawdę są w podbramkowej sytuacji i nie mają środków do życia”. Oprócz bezpośredniego wsparcia konkretnych osób w ich domach zorganizowali także zbiórkę: w ciągu doby na konto parafii wpłynęło 1300 zł.

Maszerując przez instytucje
– Nasza inicjatywa skierowana jest głównie do świeckich, którzy chcą działać w swoich parafiach. Z różnych przyczyn zapominamy, że wspólnota parafialna jest odpowiedzialnością nas wszystkich – uważa Jakub Wygnański, socjolog, inicjator Wspólnot Pomocy, prezes zarządu Fundacji Stocznia i członek KIK Warszawa. – Świątynie rozumiane jako budowle wznoszą członkowie danej społeczności, ale przecież na budynku ta odpowiedzialność się nie kończy. To jest relacje symetryczna – w tej samej mierze, w jakiej świeccy „przynależą” do parafii, parafia należy do nich. Łatwo zrzucać odpowiedzialność za zaniechania lub brak energii na duchownych, a przecież w najgłębszym, ewangelicznym wymiarze parafia to wspólnota wszystkich wiernych i ta odpowiedzialność dotyczy każdego. W Polsce czeka nas swoisty, długi marsz przez instytucje. Wspólnoty Pomocy to na razie nieliczne środowisko osób działających w różnych parafiach. Każda grupa ma swoją specyfikę, mamy też inne spojrzenia na pewne sprawy, ale szukamy punktów wspólnych, które pomogą nam sprawniej działać. To nie jest „centrala”, ale raczej rodzaj ruchu samopomocowego tych, którzy chcą działać w parafiach. To, czego doświadczamy w naszych parafiach –  a bywa to czasem trudne – dobrze jest odczytać jako wezwanie do odpowiedzialności – uważa socjolog. – Tu nie ma zastosowania dobrze znana instrukcja sformułowana przez Jacka Kuronia – nie palcie komitetów, zakładajcie własne… Jesteśmy częścią tego Kościoła i mamy zobowiązania wynikające z tego – nie chcemy zakładać żadnego innego. W interesie samego Kościoła jest stworzenie takich warunków, w których ludzie chcieliby potraktować parafię jako przestrzeń, która jest ich miejscem. Bardzo często przed podjęciem jakiejkolwiek inicjatywy w głowach nas świeckich rodzi się pytanie, a właściwie obawa: czy proboszcz się zgodzi? A często się nie zgadza… Musimy postawić sobie pytanie: jaki możemy mieć realny wpływa na działanie parafii? Czy jest jakaś przestrzeń realnej partycypacji, szczególnie w sytuacjach, które nie mają w żadnej mierze doktrynalnego czy konfesyjnego charakteru? Jak przeciwdziałać sytuacji, w której parafia staje się rodzajem „dworu”? Wydaje mi się, że sporo w tej sprawie mamy do zrobienia. W Polsce jesteśmy świetni w jednorazowych akcjach: uszyjemy dwa miliony maseczek, zaśpiewamy tysiące piosenek w challengu, ale musimy też pomyśleć (bo kryzysy będę się powtarzać) o budowaniu naszej społecznej, „długodystansowej” kondycji. Sporo mówi się o potrzebie wykształcenia osobistej odporności na COVID-19, potrzebujemy natomiast wykształcić odporność społeczną, bo te graniczne momenty odsłaniają w nas to wszystko, co dobre, ale także to, co najgorsze. To dobry czas, aby opracować skrypty i mechanizmy radzenia sobie w konkretnych, kryzysowych sytuacjach, ale nie tylko pojedynczo, musimy myśleć o całej wspólnocie – uważa Jakub Wygnański.
Krzywdzące byłoby powiedzenie, że dobrych i dojrzałych wspólnot parafialnych w Polsce nie ma. Jednak niewykorzystany potencjał parafialny w skali całego kraju to ziemia, która aż prosi się o eksplorację. Papież Franciszek w 2018 r. podczas bierzmowania w jednej z rzymskich parafii powiedział: „Bez bliskości w parafii wieje chłodem, być może jest funkcjonalna, ale jej serce jest chore”. Być może to właśnie bliskość jest kluczem, w którym powinniśmy odczytywać naszą rolę, zarówno duchowieństwa, jak i świeckich w parafii.

Informacje o tym, jak zgłosić swoją parafię do Wspólnot Pomocy, dostępne są pod adresem:
www. wspolnotypomocy.pl

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki