Logo Przewdonik Katolicki

Wieczernik dzieje się dziś

Monika Białkowska
fot. MONKPRESS/East News

Jeśli wziąć w nawias cały koloryt historyczny i geograficzny: że to gdzieś na końcu świata, że wieki temu, że inni ludzie – to cała reszta pozostaje ta sama. Duch przychodzi, wciąż przychodzi.

Pięćdziesiąt dni: to wystarczająco dużo czasu, żeby zrozumieć, że to stało się naprawdę. To wystarczająco dużo czasu, żeby dopuścić do siebie świadomość, że tak, ten dramat się wydarzył. I że wydarzyło się coś, czego zrozumieć nie sposób. To wystarczająco dużo czasu, żeby przyjąć, że to, co się stało, już się nie odstanie, ani nie zniknie. Że to nie był sen, z którego obudzi nas mama. To wystarczająco dużo czasu, żeby okrzepnąć w nowej rzeczywistości i zacząć w niej szukać nowego sposobu na trwanie. Jak? Tego jeszcze nie wiadomo. Wiadomo tylko, że na pewno będzie inaczej. 

Zdezorientowani i rozczarowani
Po pięćdziesięciu dniach od dramatu śmierci i cudu zmartwychwstania przychodzi Duch Święty. Przychodzi do ludzi, którzy są w lęku. Przecież my właśnie w lęku jesteśmy. Wokół nas dzieją się rzeczy groźne. Mamy wrażenie, że wali się dobrze znany nam wcześniej świat. Miejsca dotąd przyjazne dziś wydają się niebezpieczne. Ludzie, którym ufaliśmy, zdradzili nasze zaufanie. Z każdej strony spodziewamy się jeśli nie wroga, to choćby kogoś, kto nawet niechcący podłoży nam nogę. Mamy prawdę, którą chcemy głosić i która jest dla nas ważna, ale odrzucają ją i ci, dla których jest nowa, i kapłani starego porządku. Jak pozostać wiernym prawdzie, jak jej nie zdradzić – a jednocześnie nie wystawić się na ukrzyżowanie? 
Duch Święty przychodzi do zdezorientowanych. Przychodzi do tych, którzy pytają: ale którędy iść teraz? Stare drogi stały się nieaktualne. Prowadzą już na manowce, są zniszczone, zdezaktualizowały się albo skompromitowały. Wiemy, że nie doprowadzą nas do celu. Nowych dróg jeszcze nie ma. Niby wiemy, o co chodzi, dokąd iść, ale ścieżki na najbliższe dni, tygodnie i lata trzeba będzie mozolnie wytyczać i kaleczyć sobie stopy o ciernie. Ktoś nas powstrzymuje, woła, że nam nie wolno, że zbłądzimy. Że lepiej trzymać się bezpiecznych szlaków, nic to, że w złą stronę zaczynają prowadzić. Ktoś inny mówi, żeby zostać w miejscu, przecież jest super, jakoś przetrwamy. Kogo słuchać? Jak się nie poddać, skoro ten głos w sumieniu spać nie daje i ponagla, że po tym, co się wydarzyło, trzeba do przodu, wciąż do przodu, że nie wolno się cofnąć, nie wolno postawić fałszywego kroku, ale trzeba iść! 
Duch Święty przychodzi do rozczarowanych. Przychodzi do tych, którzy odurzeni wydarzeniami ostatnich dni pytają: i po co nam było to wszystko? Po co były te lata wysiłku, lata starań? Po co ta radość głoszenia Ewangelii, entuzjazm chodzenia za Jezusem, po co złudzenie wspólnoty – skoro dziś wszystko wydaje się w rozsypce? Czy zmarnowaliśmy czas? Czy zmarnowaliśmy życie? 
Duch Święty przychodzi do tych, którzy czują się oszukani. Przychodzi do tych, którzy mówią: nie tego się spodziewaliśmy. Przecież wszystko miało być inaczej! Czy żyliśmy w kłamstwie? Czy byliśmy zabawką w rękach Boga i ludzi? Gdzie są spełnione obietnice, gdzie jest to wszystko, o czym mówiłeś nam, że będzie? 

Do tego Wieczernika przychodzi Duch Święty
Niech będzie, że w płomieniach jakby ognia, niech będzie niejako gołębica. Niech będzie z darami siedmiorakimi. Ale nie o języki ognia dziś chodzi i nie o mówienie językami. Duch Święty przychodzi jako Paraklet. Przychodzi jako Pocieszyciel: jako Adwokat i Obrońca, jako ten, który przemawiać będzie za nas tam, gdzie my sami znaleźć nie możemy ani słów, ani argumentów. 
Do tych, którzy są w lęku, nie mówi: jesteście tchórzami! Weźcie się w garść, marsz na zewnątrz, jesteście żołnierzami! Tym, którzy są w lęku, mówi: nie bójcie się. Choćby cały znany wam świat zawalił się w gruzy, choćby wszyscy przyjaciele okazali się wrogami, choćbyście kroku nie mogli zrobić bezpiecznie, Ja idę tuż za wami. Jestem przy was jako Mądrość, która nie pozwoli, by skrzywdzili was głupcy. Jestem przy was jako Miłość, by nie dotknęła was nienawiść. Jestem przy was jako Prawda, by nie zniszczyło was żadne oszczerstwo. To nieprawda, że wali się świat: to walą się tylko posągi fałszywych idoli, kolejne kaplice stawiane bożkom, ten jęk, który słyszycie, to konanie fałszywych proroków. Zostawcie ich. Szukajcie Miłości. 
Do tych, którzy są zdezorientowani, nie mówi: drżyjcie przed każdym krokiem! Przed wami jest przepaść! Zdezorientowanym mówi: ja was poprowadzę. Nie musicie wiedzieć wszystkiego. Wasze oczy są za słabe, nie sięgają tak daleko. Ale otoczę was swoją opieką i wtedy bezpiecznie postawicie jeden krok, potem następny i następny. Tchnę w was odwagę, żebyście nie wątpili. Żeby nie zwiodła was stara, zużyta ścieżka. Kiedy Ja przychodzę, wszystko czynię nowe. Nie wchodźcie w stare spory. Nie ciągnijcie innych na siłę. Pójdą za wami, jeśli zobaczą moje światło. Nie ludzi słuchajcie. Mnie słuchajcie, a w ten sposób będziecie bezpieczni. I nie bójcie się: przecież jestem Drogą, ze mną nie można zabłądzić. 

Obrońca przychodzi po cichu
Do tych, którzy są rozczarowani, nie mówi: zwątpiliście, okazaliście się słabi. Nad rozczarowanymi pochyla się z czułością i przytula, i mówi, że przeprasza za te wszystkie swoje dzieci, które odebrały im nadzieję. Mówi, że żadna sekunda z życia człowieka nie jest zmarnowana, jeśli była kochaniem – nawet jeśli to była miłość odrzucona, podeptana, wzgardzona. Rozczarowanych prosi: daj mi jeszcze jedną szansę. Ja, Twój Bóg, chcę cię kochać mimo wszystko. Do tych, którzy są oszukani, nie mówi: sami byliście sobie winni. Sprowokowaliście. Spodziewaliście się za dużo. Straciliście wiarę, niepotrzebnie skupiając się na tym, co złe. Oszukanym mówi: nigdy nie bawię się człowiekiem. Uwierz, że jestem większy. Uwierz, że cierpię razem z tobą i razem z tobą jestem zdradzony. I przychodzę do ciebie jako nadzieja – bo nadzieja jest tam, gdzie nie musisz iść sam. Ktokolwiek cię oszukał, pomyśl, że masz mnie, swojego Parakleta i Obrońcę – po swojej stronie. 
Wieczernik dzieje się dziś. Dzieje się wśród nas. Paraklet, Adwokat, Obrońca przychodzi po cichu. Bez szumu wichrów, bez trąb archanielskich, bez dźwięku dzwonów. Przychodzi, bo tak jak tamci w Wieczerniku, tak i my go potrzebujemy, bo przeżywamy dokładnie to samo. I otworzy drzwi. I podniesie nam głowy, i rozświetli nam oczy, i tchnie siłę w nasze mięśnie, żebyśmy mieli odwagę wyjść – do nowego świata. I będziemy w Nim bezpieczni, choć znów na ziemi nieznanej. I wyznamy naszą wiarę, że zmartwychwstał. I zbudujemy prawdziwą wspólnotę, gdzie łamać będziemy chleb i dzielić się majątkiem. Byle Go przyjąć. Byle Go usłyszeć.  

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki