Logo Przewdonik Katolicki

Jak z tą Wielkanocą było?

Monika Białkowska i ks. Henryk Seweryniak
fot. Sergey Skleznev /Adobe Stock

A nam wiarygodność daje to właśnie, że opisy się różnią. Że nie było uzgodnionej wersji, że nikt nie usiadł i nie powiedział: od dziś głosimy to i to, zapamiętajcie dobrze, by nas nikt nie przyłapał, że zmyślamy.

Ks. Henryk Seweryniak: Mam wrażenie, że zmartwychwstanie ciągle nam ucieka ze świadomości wiary. A św. Paweł mówi, że jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest nasza wiara i daremne przepowiadanie.
 
Monika Białkowska: Daremne – bo bez zmartwychwstania Jezus byłby jednym z wielu w szeregu starożytnych filozofów. Nie mielibyśmy podstaw do tak jednoznacznego twierdzenia, że to właśnie On jest oczekiwanym Mesjaszem, Synem Boga. Zmartwychwstanie niejako potwierdziło – mówi się tu czasem wręcz o pieczęci – że nie był tylko zwyczajnym człowiekiem.
 
HS: A samo zmartwychwstanie było wydarzeniem ponadhistorycznym, tzn. spina ono całe dzieje, odnosi się do każdej biografii. Nikt go nie widział, ale mamy znaki, pozostawione w historii tego ponadhistorycznego wydarzenia-tajemnicy. Dawniej bardzo podkreślano ukazywanie się zmartwychwstałego Chrystusa. Dziś mówimy również o pustym grobie, nawet Katechizm Kościoła katolickiego wyraźnie to podkreśla.
 
MB: Spotkałam się nawet z księżmi profesorami, którzy przekonywali mnie, że gdyby grób nie był pusty, gdyby znaleziono ciało Jezusa, nic by to nie zmieniło, moglibyśmy przecież wierzyć w Jego duchowy powrót do życia.
 
HS: Nie używajmy takich argumentów. Zresztą znalezienie ciała Jezusa nigdy nie nastąpi, to niemożliwe. Kiedy czytamy Ewangelie, to widzimy wyraźnie, jak cała ta opowieść mocno jest osadzona w historii.
 
MB: Nikt nie pozwoliłby sobie na opisanie czegoś, co się nie wydarzyło. Nam dzisiaj byłoby trudno, ale tam i wtedy oszuści czy fałszerze natychmiast zostaliby zdemaskowani.
 
HS: Spójrz choćby na opowieść o odkryciu pustego grobu. Jak ona się różni! W przekazie jednego ewangelisty idą tam dwie kobiety, w drugim jedna, w trzecim trzy… Nikt się nie zastanawiał, że to może być niespójne, że może byłoby trzeba uzgodnić wersję, żeby nikt ich nie zakwestionował.
 
MB: W fałszerstwie zadbano by o maksymalną zgodność dla wiarygodności.
 
HS: A nam wiarygodność daje to właśnie, że opisy się różnią. To znaczy, że nie było uzgodnionej wersji, że nikt nie usiadł i nie powiedział: od dziś głosimy to i to, zapamiętajcie dobrze, by nas nikt nie przyłapał, że zmyślamy. Oni po prostu opowiadali to, co pamiętali, jak pamiętali, jak się o tym opowiadało w ich środowisku, co chcieli swoją narracją wyrazić. Na dodatek wszystkie te ich opowieści zgadzają się z geografią dawnej Jerozolimy i z danymi, jakie zdobywamy dzięki archeologii: o formach pochówków w starożytnym Izraelu,  o płótnach grobowych, o samych grobach.
 
MB: To, że się zgadzają, to raczej naturalna sprawa. Ale dowodzi tylko tego, że pisali te opowieści ludzie tamtego czasu i tamtego miejsca, a nie potwierdzają, że Jezus zmartwychwstał. To nie jest argument za wiarygodnością pustego grobu – najwyżej argument za wiarygodnością przekazów o pustym grobie.
 
HS: Dobrze. Są argumentem za tym, że świadectwa te powstały w tym czasie – więc jeśli byłyby fałszywe, ktoś przyniósłby ciało Jezusa i powiedział: co wy opowiadacie, przecież on tu jest! Vittorio Messori, pisarz i publicysta włoski, uwierzył w chrześcijaństwo dzięki temu, że pierwszymi świadkami zmartwychwstania były kobiety. Gdyby to było fałszerstwo, nikt by nie wpadł na taki pomysł, kobiety w tamtych czasach nie mogły nawet w sądzie stawać jako świadkowie. Kto miał się nabrać na przekaz, potwierdzony świadectwem niewiarygodnych wówczas kobiet? A one jednak wracają w każdym przekazie: taka więc musiała być to prawda.
 
MB: Za to potem, kiedy powstaje już oficjalne wyznanie wiary, kobiety z niego znikają…
 
HS: Owszem, mówi się o tym, że Jezus ukazał się najpierw Kefasowi, potem Dwunastu, kobiety są już wyeliminowane. Widać tu wyraźnie proces: ludzi tamtego czasu bolało to, że musieli powołać się na świadectwo kobiet, ale musieli też pogodzić się z faktami. To właśnie Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba, odkryły pusty grób.
 
MB: Za wiarygodnością opisów świadczy też to, że ewangelistów nie poniosła wyobraźnia: nie opisywali samego zmartwychwstawania, odsuwania kamienia, wychodzenia z grobu. Jest śmierć, złożenie do grobu, a potem odsunięty kamień i płótna w środku. Cisza. Twórcy apokryfów byli tu zdecydowanie mniej powściągliwi.
 
HS: Weźmy taki apokryf „Ewangelia Piotra”, bardzo wczesny, bo ze 150 roku. „W nocy, gdy świtał dzień Pański, a grobu strzegły straże, odezwał się wielki głos w niebie i ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwu mężów zstąpiło stamtąd, odzianych wielkim blaskiem, i zbliżyło się do grobu, a ów kamień, który zamykał wejście, stoczywszy się, sam się odsunął na bok, grób się otworzył i obydwaj młodzieńcy weszli doń. Gdy więc żołnierze ujrzeli to, obudzili centuriona i starszych i gdy opowiedzieli im, co widzieli, zobaczyli znowu trzech mężów wychodzących z grobu: dwu podtrzymywało jednego. Towarzyszył im krzyż. A głowy dwu sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebiosa”.
Dlaczego nikt tego nie opisał w Ewangeliach? Bo ich autorzy tego nie widzieli.
 
MB: Ciekawy argument podaje też papież Benedykt: mówi, że tamtego dnia musiało się wydarzyć coś radykalnego, co całkowicie odmieniło uczniów Jezusa. 
 
HS: Uczniowie Jezusa byli pobożnymi Żydami, wychowanymi w judaizmie, który kładł ogromny nacisk na świętowanie szabatu. To był dla nich kluczowy element życia. I nagle ci Żydzi porzucają szabat i zaczynają świętować inny dzień, niedzielę – Dzień Nowego Stworzenia. Dowody na to mamy już w połowie I wieku. Przełamanie tego żydowskiego schematu świętowania, bardzo ważnego dla żydowskiej tożsamości, nie mogło się stać wyłącznie na skutek jakiejś umowy, bez wydarzenia, które naprawdę odmieniało całą ich perspektywę.
 
MB: Lubię w Wielkanocy, w tych wszystkich wydarzeniach paschalnych to, że są tak mocno historyczne. Oczywiście rozumiem sens, znaczenie, teologię – ale mam wrażenie, że tak często słyszymy o zbawieniu, że ono się stało jakimś słowem wytrychem. I zapominamy, że te wydarzenia działy się naprawdę. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie książka Giuseppe Ricciottiego „Życie Jezusa Chrystusa”. Tam opowiedziane to jest z historycznymi szczegółami, sama męka wręcz godzina po godzinie. Nie da się tego nie zobaczyć, nie da się nie być świadkiem. Bo to nie wobec teologii tego wydarzenia stajemy z całą swoją wiedzą i doświadczeniem bezradni i nie umiemy jej wyjaśnić – tylko wobec tego, że to się stało naprawdę.
 
HS: Amen! Alleluja!

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki