Logo Przewdonik Katolicki

Życzenie piękna

Natalia Budzyńska

W roku 1817 pewien francuski pisarz podziwiał Florencję. Urodził się wśród alpejskich szczytów, studiował matematykę w Paryżu i zaciągnął się do armii Napoleona, z którą trafił do Włoch. Kampania włoska sprawiła, że zachwycił się włoską sztuką.

Wrócił do Włoch po kilku latach z zamiarem pochłonięcia tego piękna, które nie dawało się zapomnieć. Na widok włoskich miast, włoskiej architektury i włoskiej sztuki oniemiał. Zachwycił go Rzym, Bolonia, Neapol, niemal zemdlał z wrażenia we Florencji.

Wtedy zaczął pisać, a najpierw była to Historia malarstwa we Włoszech, potem przewodniki po Rzymie, Neapolu i Florencji. Powieści, z których jest znany najlepiej, powstały później: Czerwone i czarne, Pustelnia parmeńska. Piszę oczywiście o Stendhalu, którego prawdziwe nazwisko brzmi Marie-Henri Beyle.

Chodzi mi jednak o to, co przeżył Stendhal we Florencji. Odwiedził grób Dantego w kościele Świętego Krzyża, zobaczył rzeźbę Dawida Michała Anioła, zwiedził galerię Uffizi, gdzie na własne oczy zobaczył najsłynniejsze dzieła mistrzów renesansu. I zasłabł. Kilka dni musiał przeleżeć w łóżku, miał gorączkę. Z przemęczenia? Z upału? Pisał w pamiętnikach, że ile razy wydawało mu się, że jest już zdrowy i przychodziło mu na myśl, że zaraz wstanie, żeby zobaczyć te florenckie cuda sztuki, zaczynał natychmiast odczuwać przyspieszone bicie serca. Tachykardia na myśl o pięknie. Piękno go osłabiło. Obcowanie z pięknem sztuki sprawiało, że odczuwał fizyczną niemoc. Kilkaset lat później moja znajoma doznała tego samego. Też we Florencji. Rozpłakała się na widok dzieła sztuki, piękna, którego nie sposób wyrazić słowami, opisać emocji, jakie temu wrażeniu towarzyszyły. Nie mogła się uspokoić. Nie ona jedna.

W latach 70. pewna włoska lekarka, psychiatra, zauważyła, że podobne przypadki dzieją się we Florencji od lat. Pracowała w szpitalu, do którego co jakiś czas trafiały osoby z dziwnymi objawami. Mówi się, że to reakcja na liczbę dzieł sztuki. I że to samo odczuwał Stendhal. I dlatego ta reakcja otrzymała nazwę syndromu Stendhala.

No więc ja sobie życzę, żebym w tym roku doznała tego syndromu, bo myślę, że to jest nie tyle zagubienie i oszołomienie liczbą dzieł sztuki, ile głębokie poruszenie ich pięknem. Niekoniecznie musi mieć miejsce we Florencji. Życzę sobie, żebym zobaczyła lub usłyszała coś tak pięknego, że wzruszy moją duszę, zatrzęsie moim wnętrzem, wstrząśnie moim ja. Tęsknię za takim przeżyciem, za taką emocją, za tego rodzaju przyspieszeniem tętna, za taką głębią wzruszeń nad pięknem. Wiem, że to jest możliwe, bo raz jeden czegoś takiego doświadczyłam.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki