Logo Przewdonik Katolicki

Mały człowiek spotyka śmierć

Weronika Frąckiewicz
fot. Agnieszka Sozańska

Z Agnieszką Paczkowską o mylących imionach śmierci, pretekstach do trudnych rozmów i o tym, jak być towarzyszem w żałobie

Choroba któregoś z członków rodziny, umieranie i proces żałoby to momenty trudne dla każdego niezależnie od wieku. Dlaczego w kampanii ,,Zauważ, zrozum, wesprzyj” dzieci nazywa się zapomnianymi żałobnikami?
– Zwrot zapożyczyliśmy z podobnych kampanii z krajów anglosaskich. W naszej praktyce hospicyjnej zauważamy, że dzieci najczęściej stoją z boku tragedii rodzinnych. Na co dzień dostrzegane, szanowane, liczące się, w obliczu tragedii stają się niewidzialne. Zazwyczaj jako ostatnie dowiadują się o chorobie, o rokowaniach, o objęciu danej osoby opieką paliatywną, o tym, że dzieje się coś ważnego z bliską im osobą. W pracy terapeutycznej spotykam się z pytaniami ze strony zdrowych rodziców i opiekunów: jak mam powiedzieć, że tata umiera, czy przyprowadzać dziecko do hospicjum, jak nazywać kolejne etapy choroby, jak informować o śmierci. Niestety, pytania te pojawiają się często za późno, a trzeba na nie odpowiadać na bieżąco. Zajęliśmy się tym tematem w kampanii, ponieważ widzimy, że jest to wspólny problem nas dorosłych: bezradność wobec rozmowy z dzieckiem. Dziecko często bywa zbywane, nie mówi się mu prawdy, odpowiada półsłówkami.
 
Z czego wynika ta bezradność?
– W mentalności dorosłych istnieje wiele stereotypów na temat emocjonalności dzieci w okresie choroby i żałoby. Często panuje przekonanie, że dzieci szybko adaptują się do zmian, że krócej przeżywają bolesne doświadczenie straty. Problem związany jest z tym, że dzieci inaczej wyrażają emocje, ale to są wciąż te same emocje. To jest tylko kwestia ich oceny przez nas dorosłych. Prawdą jest, że dzieci nie potrafią zazwyczaj trwać w stanie permanentnego smutku. One się w nim zanurzają, wychodzą z niego i potem na nowo w niego wchodzą. My, dorośli, dłużej przepracowujemy poszczególne emocje. Stąd wynikają pewne nieporozumienia.
 
Jakie mogą być konsekwencje niewłaściwego włączania dziecka w proces choroby i żałoby?
– Dziecko niebędące na bieżąco ze zmianami dokonującymi się w rodzinie w związku z chorobą może zachowywać się nieadekwatnie do sytuacji, a potem, już w procesie żałoby, może mieć związane z tym duże poczucie winy. Może także mieć poczucie winy związane z niewłaściwie wykorzystanym czasem przed śmiercią albo borykać się ze złością na dorosłych, którzy postawili je w takiej sytuacji. To wszystko przekłada się na funkcjonowanie dziecka w przyszłości. Jeśli informacje w rodzinie rozkładają się nierówno, część rodziny wie o tym, co się dzieje, a część nie, wprowadza to dużą dysharmonię we wzajemnych relacjach, powoduje, że nie można trudnych spraw przeżywać razem. Wspólne przeżywanie trudnych momentów jest bardzo ważne, niezależnie od wieku członków rodziny.
 
Jak rozmawiać, a jak nie rozmawiać z dziećmi o umieraniu?
– Rozmowy o śmierci powinny toczyć się w rodzinie wtedy, kiedy jest spokój, kiedy nie ma choroby. Dobrze podejmować temat, gdy dzieci są jeszcze małe, żeby oswoić je z zagadnieniem. Warto szukać pretekstów do rozmów. Gdy w domu na przykład umiera chomik, to trzeba o tym rozmawiać zamiast ukradkiem podmieniać zwierzaka, by dziecko się nie domyśliło. Strata rybek, martwy ptak zauważony podczas spaceru, to wszystko jest dobrym punktem wyjścia do rozmowy. Rodzina, która w ten sposób podchodzi do tematu, ma później dużo łatwiej, dysponuje doświadczeniem, do którego może się odwoływać, z którego może czerpać. Dobrze jeśli rodzice opowiadają dziecku o swoim doświadczeniu straty kogoś bliskiego. Bardzo ważna jest również kwestia słownictwa. Spore zamieszanie w dziecku wprowadza słownictwo metaforyczne, którego niestety często używamy: tata poszedł do aniołów, mama siedzi na chmurce albo że ktoś zasnął lub babcia wyjechała w daleką podróż. Moje doświadczenie pokazuje, że nie tylko powoduje to zamęt wokół tego, czym jest śmierć, ale też często budzi lęk, zwłaszcza u młodszych dzieci. Dziecko zaczyna obawiać się tego kochanego rodzica, za którym tęskni, bo ma wrażenie, że on cały czas gdzieś z ukrycia patrzy, mimo że ono go nie widzi. Do wyobraźni dziecka, a nawet nastolatków, wkrada się dodatkowy niepokój. Warto mówić wprost, że tatuś zmarł, babcia została pochowana i już do nas nie przyjdzie. Oczywiście, tu ważne są nasz światopogląd i duchowość. Warto, by bliski z dzieckiem się tym dzielił, ale trzeba podać to w sposób niebudzący dodatkowego niepokoju w dziecku. Oczywiście dzieci, zwłaszcza te młodsze, będą na ten temat fantazjować i mają do tego prawo. My, dorośli natomiast mamy za zadanie przyjmować te wyobrażenia dziecka, ale nie musimy ich rozwijać i ubarwiać. Ważniejsze w tej opowieści są ujawniane uczucia, jak tęsknota, złość, strach, i na nich warto się skupić. Bardzo często, szkoląc nauczycieli, zwracam też uwagę, że nie są od tego, aby mówić dzieciom, co się dzieje ze zmarłym po śmierci. To bardzo osobiste i zazwyczaj należy do najbliższej rodziny dziecka. Nauczyciel może powiedzieć, jak różni ludzie o tym myślą. Najważniejsze, by nie potęgować w dziecku poczucia chaosu związanego z nadmiernymi wyobrażeniami.
 
Spotkałam się niejednokrotnie z opinią, że małe dzieci nie powinny uczestniczyć w pogrzebie.
– Nie ma jednoznacznej odpowiedzi w tej kwestii. Wielu psychologów przychyla się do opinii, żeby dziecko uczestniczyło w ceremonii jako pełnoprawny członek rodziny. Ja natomiast zrobiłabym drobne wyjątki. Bywają sytuacje, kiedy rodzic naprawdę ma rację, nie chcąc zabrać dziecka na pogrzeb. Zwłaszcza wtedy, kiedy była to nagła śmierć, a mamy do czynienia z niezwykle emocjonalnym dzieckiem, o którym wiadomo, że bardzo źle reaguje na sytuacje kryzysowe: depresją, stanami lękowymi. Natomiast zazwyczaj, jeśli dziecko jest dobrze przygotowane do pogrzebu, ma świadomość tego, co się stało, wówczas bierze udział w ceremonii. Nim jednak zapytamy dziecko o jego decyzję, opowiedzmy, co będzie się działo: że będzie pogrzeb, jak on będzie wyglądał, co będziemy robili, co myślimy, że dziecko mogłoby też robić. Jeśli dziecko czy nastolatek potrafi sobie plastycznie wyobrazić, co będzie się działo, daje mu to poczucie bezpieczeństwa i może wtedy w naturalny sposób przyjąć swoją obecność na pogrzebie. Warto też ustalić z dzieckiem plan awaryjny: wyznaczyć kogoś, kto pójdzie z dzieckiem do samochodu, jeśli udział w ceremonii okaże się zbyt dużym wyzwaniem.
 
Jeśli dziecko nie radzi sobie z przeżywanymi emocjami, próbuje je zagłuszyć, stosując wiele mechanizmów obronnych. Jak nauczyciel lub osoba, która na co dzień ma kontakt z dzieckiem, a nie należy do rodziny, może dostrzec problemy w przeżywaniu żałoby?
– Mówi się, że żałoba nie jest chorobą. Oznacza to, że większość przypadków nie wymaga konsultacji psychologicznej czy psychiatrycznej. Są jednak sytuacje, zwłaszcza na początku procesu żałoby, kiedy trzeba zachęcić rodzinę do skorzystania z pomocy specjalisty. Nauczyciel jako ten, który spędza dużo czasu z dzieckiem czy nastolatkami, powinien umieć się zorientować w trudnościach. Można je rozpoznać po czynnikach ryzyka powikłań procesu żałoby lub po zachowaniu się dziecka w samym procesie.
Do czynników ryzyka należy niespodziewana śmierć, na przykład w wyniku wypadku, morderstwa, samobójstwa. Dziecko nie było w żaden sposób na nią przygotowane.
Kolejnym podłożem jest kształt relacji pomiędzy dzieckiem a osobą, która zmarła. Im bardziej złożone i ambiwalentne emocje żywili do siebie, tym trudniej może być w procesie żałoby. Taka sytuacja może zaistnieć, gdy rodzice się rozwiedli i dziecko nie mieszkało ze zmarłym rodzicem, a relacje między nimi były nieharmonijne, niejasne od wielu lat.
Osobowość dziecka może także być czynnikiem ryzyka. Dzieci, które są bardzo wrażliwe lub te, które wydają się nieprzystosowane społecznie, mogą mieć problem z przeżywaniem żałoby. Do czynników mocno obciążających należą też wszelkie kryzysy w rodzinie. Jeśli rodzina borykała się z problemami finansowymi albo była w niej obecna przemoc, to żałoba może być przeżywana dotkliwiej.
Im więcej tych czynników, tym reakcja nauczyciela powinna być bardziej zdecydowana.
Sygnałem alarmującym może być samo zachowanie dziecka. Jeśli na przestrzeni dłuższego czasu w zachowaniu dziecka nie obserwuje się żadnych zmian, może to świadczyć o dużych problemach. Zmiana zachowania jest symptomem przepracowywania kryzysu i w procesie przeważnie pojawiają się coraz to nowe emocje, reakcje postępowania. Jeżeli dziecko w kółko przeżywa tę samą emocję, na przykład głęboką rozpacz, nie zmienia się intensywność uczuć, albo z drugiej strony - zachowuje się, jakby się nic nie wydarzyło, może to też sygnalizować, że dziecko utknęło w procesie żałoby lub go wcale nie zaczęło. Warto wówczas skonsultować tę sytuację. Niezwłocznie do psychiatry lub psychologa należy skierować rodzinę, gdy dziecko przejawia zaburzenia depresyjne, autoagresję, myśli samobójcze, nadużywa alkoholu czy ma znaczące problemy ze spaniem lub jedzeniem.
 
A co zrobić, jeśli od śmierci kogoś bliskiego minęło już kilka lat i zdajemy sobie sprawę, że dziecko ma nieprzepracowany proces żałoby?
– Koniecznie należy poszukać pomocy specjalisty, który wdroży konkretne rozwiązania. Mamy tu do czynienia z żałoba powikłaną, patologiczną. Nierzadko zdarza się, że w takim wypadku trzeba zasięgnąć pomocy nie tylko psychologa, ale także psychiatry, gdyż mogą występować u dziecka myśli lub próby samobójcze, depresja, anoreksja. Powroty po latach do przeżywania własnej żałoby to zazwyczaj mozolna droga. Natomiast warto pamiętać, że poza terapią dziecka, także rodzina powinna przejść konsultację psychologiczną. Często trudności w przepracowaniu żałoby mają dzieci, których bliscy dorośli również nie poradzili sobie z przeżyciem własnej żałoby. Czasem trzeba nauczyć się nowego sposobu komunikowania. Często okazuje się, że jeśli rodzic ruszy z miejsca w przeżywaniu swoich emocji, to w dziecku również nastąpią zmiany. Zdecydowanie jednak lepiej działać profilaktycznie i od razu niż po kilku latach.
 
Jak narodził się pomysł kampanii?
– Temat towarzyszy Fundacji Hospicyjnej od 2006 r. i wynika z naszej hospicyjnej działalności. Najpierw powstał fundusz socjalny, w którym wspieraliśmy materialnie dzieci będące w żałobie, a pozostające pod opieką hospicjów. Później rozwinęliśmy część psychologiczną, która przerodziła się w kampanie edukacyjne. W ich wyniku w 2014 r. powstał portal internetowy www.tumbopomaga.pl. Jest to jedyna platforma w Polsce o tematyce przeżywania żałoby przez dzieci. Skierowana jest do nauczycieli, do rodziców, ale też bezpośrednio do nastolatków i dzieci. Działania socjalne i psychopedagogiczne na rzecz osieroconych dzieci i nastolatków skupione są obecnie w programie FDO Tumbo Pomaga. Staramy się kompleksowo udzielać wsparcia potrzebującym w żałobie poprzez: telefon zaufania (tumbolinia – tel. 800 111 123), superwizje, szkolenia dla psychologów i nauczycieli, publikacje, edukacje uczniów. Za nami właśnie Dzień Tumbo. W tym roku, 21 listopada, w ponad stu placówkach oświatowych prowadzono zajęcia z uczniami o potrzebach osób w żałobie. To piękna i ważna praca u postaw. Najlepsza profilaktyka.
 
AGNIESZKA PACZKOWSKA
Psycholog – psychoonkolog, specjalista psychologii klinicznej. Wiceprezes Zarządu Fundacji Hospicyjnej

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki