Państwo dla artysty

Wydawałoby się, że dezinformacja nam dzisiaj nie grozi. Wszystkie potrzebne wiadomości możemy uzyskać błyskawicznie, wystarczy otworzyć laptop, włączyć wi-fi i wpisać odpowiednie słowo w wyszukiwarkę. Tymczasem po raz kolejny przekonuję się, że nie należy ufać nikomu i przede wszystkim każdą informację weryfikować samodzielnie, szczególnie zanim przekażę ją dalej.
Czyta się kilka minut
fot. Pixabay
fot. Pixabay

Oto przykład: kilka dni temu środowisko artystyczne żyło wiadomością, jakoby rząd PiS planował niebawem wprowadzić projekt ustawy o statusie artysty. Do projektu dotarł jeden z dziennikarzy, który sprawę nagłośnił, a do jego głosu dołączyli się niektórzy artyści i rozgorzała wielka awantura. Przyznam, że początkowo dałam się ponieść tym emocjom, ponieważ ewentualna ustawa dotyczyłaby mojej najbliższej rodziny, a i pamiętam czasy, gdy partia weryfikowała artystów, stwierdzając, kto może zarabiać jako artysta, a kto artystą nie jest. Dochodziło wtedy do kuriozalnych przypadków, bo twórcą mógł być tylko ktoś z odpowiednim wykształceniem, a już samouk absolutnie nie, bo talent i twórcza działalność nie miały tu nic do rzeczy oczywiście. No więc z jednej strony trudno się dziwić, że polski artysta słysząc piąte przez dziesiąte, że znowu ktoś (a tym bardziej urzędnik czyli partia) ma weryfikować jego artystyczność, zaczął głośno krzyczeć, że to powrót do PRL-u, że to zamach na niezależność, że zaraz się okaże, że artystą jest ten, co to stoi po wiadomej stronie.

Przyznaję, że nie sprawdziłam od razu, czy to wszystko prawda, ponieważ zaufałam dziennikarskiej rzetelności. I to jest dla mnie nauczka, i z tego powodu jest mi smutno bardziej, niż cieszę się, że ta awantura okazuje się bezsensowna. Nie żeby był to fake, owszem, projekt ustawy jest przygotowywany od dwóch lat, ale jego zadanie jest zupełnie inne. Chodzi głównie o zapewnienie artystom wreszcie jakiejś socjalnej gwarancji. Nie wiem, czy to jest ogólnie wiadome, że 90 procent osób wykonujących zawód artystyczny na przykład nie będzie miało prawa do emerytury lub otrzyma ją mniejszą niż minimalną, ponieważ zarabia na życie, podpisując umowy o dzieło. Nie ma też w związku z tym prawa do kredytu, bo żaden bank mu go nie da na takiej podstawie. Zdrowotnie ubezpiecza się sam. I tak dalej, i tak dalej.
Więc kiedy minister Gliński mówi w radiowej Trójce o tej większości, że „zarabia bardzo słabo, w związku z tym nie ma funduszu ubezpieczeniowego na odpowiednim poziomie. To jest sytuacja nie do przyjęcia, niecywilizowana”, to naprawdę chcę mieć nadzieję, że powstanie nie kolejny bubel prawny, ale coś solidnego i bardzo potrzebnego.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 39/2019