Logo Przewdonik Katolicki

Ginące lodowce

Monika Białkowska
fot. Felipe Dana/AFP EASTNEWS

Mówią na niego: OK. Jego pełne imię brzmi Okjökull. W zasadzie powinniśmy powiedzieć, że brzmiało, bo przeszedł już do historii. Na Islandii odbył się niedawno symboliczny pogrzeb lodowca. W ciągu 200 lat mają tam umrzeć wszystkie.

OK miał powierzchnię 25 km kwadratowych i znajdował się na wulkanicznym wzgórzu. Na jego pogrzebie spotkali się przedstawiciele władz Islandii i zwykli ludzie, żeby w miejscu dawnego lodowca umieścić pamiątkową tablicę. Oczywiście nie chodziło tu o żaden pogrzeb rozumiany jako pochówek. Wydarzenie miało być happeningiem, zwracającym uwagę świata na problem ocieplenia klimatu. Udało się – o pogrzebie lodowca pisały media na całym świecie. Media na całym świecie pokazały również treść wykutego na tablicy listu do przyszłości: „Ten pomnik ma potwierdzić, że wiedzieliśmy, co się dzieje, i widzieliśmy, co musimy zrobić. Tylko ty wiesz, czy to zrobiliśmy”. Jeśli zawiedziemy, nikt tego listu już nie odczyta.
 
Lodowiec: co i po co
Nie każdy lód jest lodowcem. Lodowiec to nie jest ani góra lodowa, ani ośnieżony szczyt, ani pływająca po morzach kra, ani nawet wieloletnia zmarzlina. Lodowiec powstaje na lądzie z opadów deszczu lub śniegu na tych terenach, gdzie tych opadów jest więcej, niż jest w stanie roztopić się lub wyparować. Zdarza się, że lodowce powstają nie na dalekiej Północy, ale również bliżej równika, bardzo wysoko w górach, na wysokości przynajmniej 5 tys. m n.p.m. Z czasem woda i śnieg zmieniają się w lód. Może on być zebrany w zagłębieniu w górach, trochę jak w misie. Może mieć kształt lodowego jęzora. Gdy osiągnie grubość około 30–50 m, pod własnym ciężarem deformuje się i zaczyna spływać w dół. W ten sposób lodowiec „ożywa” – zaczyna się poruszać.
Po co nam lodowce? Po pierwsze, kontrolują poziom mórz. Lodowce każdego roku dolewają (i powinny dolewać!) do oceanów kilkaset kilometrów sześciennych wody. Powinien to być proces bardzo powolny – równowaga tu została już zachwiana. Jeśli stopniałyby całkowicie, poziom mórz podniósłby się o 66 m (wtedy Dania przestanie istnieć, pod wodą zniknie Bruksela, a Bydgoszcz znajdzie się nad Zatoką Bydgoską zamiast dawnej Gdańskiej. Szczecin, Berlin, nawet Gorzów Wielkopolski przejdą do historii, razem z całą Holandią. Rzym również zniknie pod wodą). Teoretycznie powinniśmy być spokojni, bo taki proces powinien trwać tysiące lat – ale biorąc pod uwagę zastraszającą prędkość topnienia, która zaskoczyła nawet naukowców, i fakt, że działa tu efekt kuli śnieżnej, ów spokój wydaje się raczej optymistycznym założeniem.

Zadaniem lodowca jest m.in. dostarczanie setkom milionów ludzi słodkiej wody. To ważne zwłaszcza w Azji, gdzie z gór spływa woda dla rolnictwa, dla przemysłu, ale i po prostu do picia. Jeśli jej zabraknie, bo spłyną wszystkie lodowce, wizja wojen o wodę stanie się całkiem realna.
Lodowce wreszcie odbijają promienie słoneczne, chroniąc nas tym samym przed przegrzaniem. Jeśli ich nie ma – temperatura na Ziemi będzie coraz bardziej wzrastać.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 35/2019, na stronie dostępna od 24.09.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki