Łąka w mieście

Niby nic ważnego, ale trzeba przyznać, że byłaby to rewolucja. Co mam na myśli? Koszenie miejskich trawników, a raczej ich niekoszenie. Bo czy letni odgłos kosiarki dobiegający przez otwarte okna nie jest jedną ze stałych życiowych?
Czyta się kilka minut

Ja na przykład słyszę go od urodzenia kilka razy w ciągu letnich miesięcy, ponieważ mieszkam na osiedlu i pod wszystkimi oknami mam trawniki. A muszę nadmienić, że odgłosu tego nienawidzę, szczególnie że jako przedstawicielka wolnego zawodu pracuję długo w noc, przez co śpię do dziewiątej rano, a kosiarki zaczynają pracę od ósmej. Wydawałoby się, że jestem na niego skazana na zawsze, no chyba że kiedyś spełnią się moje marzenia: będę miała domek z ogródkiem i trawę, której wcale nie będę kosić. Ale trzeba kosić – mówi moja mama, bo jak nie, to ona będzie brzydka i coraz brzydsza, a przecież wszyscy wiedzą, że ładny trawnik ma być soczysto zielony, bez jednej koniczynki, równiutki niczym dywan. Wygląda na to, że z trawnikiem jest trochę tak jak z jajkiem, które kiedyś miało się przysłużyć zawałowi serca, a teraz już nie. Bo tego lata dokonał się przewrót: wszyscy mówią o tym, żeby trawników właśnie nie kosić. Że nieładne są trawniki bezbłędne, że one mają mieć koniczynę i nie tylko. Niech powstają w miastach łąki kwietne!

Bardzo mi to odpowiada. Tak bardzo, że dostałam nasiona łąki kwietnej i wysiałam w korytku na balkonie. Niestety moja łąka nawet nie zdążyła zakwitnąć, bo wystarczyło, żebym jej przez jeden dzień (no może dwa) nie podlała – i uschła. Niestety trawnik pod moim balkonem też usechł całkowicie. A to dlatego, że koszono go nawet podczas czerwcowych upałów, najkrócej jak tylko się da, chociaż ledwo był widoczny. Teraz mamy żółte klepisko, zresztą jak w całym mieście. O Poznaniu jeszcze nie słyszałam, ale o innych miastach coraz częściej – trawnikom mówi się: do widzenia, a raczej: żegnamy. Na ich miejscu wysiewane są łąki, które przepięknie kwitną wszystkimi kolorami, których się nie kosi, w gąszczu których żyją owady, a nawet jeże. Łąki kwietne powstają w centrach dużych miast, tam gdzie dotąd rosła tylko zielona trawa, i cieszą oczy. W Krakowie taka łąka ma cztery kilometry długości i miliony różnobarwnych kwiatów. Trochę mniejsze są w Gdańsku i Warszawie. Jest nie dość że ekologicznie, to jeszcze pięknie. Wyobraźmy sobie: wszystkie skwery w kwiatach, łąkowych kwiatach! Więc tam, gdzie łąk jeszcze nie ma, proponuję się skrzyknąć i napisać petycję do zarządu zieleni miejskiej. Trzeba korzystać z tej chwili, kiedy coraz więcej się o łąkach mówi, bo zaraz nadejdzie zima i temat ulegnie zapomnieniu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2019