Czekałam na nią 30 lat temu. Dziś znów się boję

Trzydzieści lat temu leżała miesiącami, balansując między strachem a nadzieją, czekając na narodziny dziecka, które miało wreszcie żyć. Dziś znów czeka – na lotnisku, na spotkanie, na kolejny rozdział tej samej miłości.
Czyta się kilka minut
fot. unsplash
fot. unsplash

Trzydzieści lat temu przeleżałam sześć miesięcy, patrząc na zmieniającą się lipę za moim oknem. Kiedy miała liście intensywnie zielone, jeszcze wychodziłam z domu i nie zwracałam na nie uwagi. Nie do końca mogłam cieszyć się z uroków lata, przeszkadzały mi w tym nawracające fale mdłości, z którymi jakoś nauczyłam się sobie radzić. Na drugi raz w takiej sytuacji nie należy stosować ulubionych perfum, bo już zawsze zmienią skojarzenie – na to niezbyt przyjemne. Wiadomo: dezodorant bezzapachowy i szare mydło najlepsze. Wczesną jesienią pojechałam na grzyby. Kilkugodzinna wędrówka w lesie zakończyła się fatalnie, chociaż raczej nie ona stanowiła problem. Może tylko sprowokowała nieuniknioną reakcję? Potem obserwowałam zmieniające kolor lipowe liście, aż wreszcie spadły. Kilka razy dziennie otulałam się w swetry i koce i kazałam otwierać okno, żeby poczuć zimny powiew powietrza na policzkach. Robiłam głębokie wdechy, imitując spacer po skrzypiącym śniegu. Odwiedzały mnie koleżanki i opowiadały o swoich doświadczeniach, ale szybko się męczyłam ich wizytami, coraz bardziej przyzwyczajona do ciszy i samotności. Wystarczała mi obecność męża i psa.

Skupiona na organizmie, cieszyłam się nowymi oznakami życia i zapisywałam je w pamięci. Ale kiedy ich nie było, odczuwałam strach. Dużo strachu. No i tak, na pograniczu mojej radości, zachwytu i lęku rosła moja córka, moje pierwsze dziecko, które miało się urodzić, a nie jak to poprzednie – umrzeć. Nigdy nie zapomnę pierwszego widoku małej istotki, mierzącej 9,5 centymetra, która pływała w oceanie, ruszając energicznie nóżkami i rączkami. Zdjęć jeszcze wtedy nie robiono, tym bardziej filmów. Moja pamięć okazuje się równie dokładna. Potem, kiedy już musiałam leżeć, rosłyśmy razem. Nie chciałam wiedzieć, kto to we mnie rośnie: dziewczynka czy chłopiec. Zostawiliśmy to sobie na potem, niech to będzie niespodzianka jak za dawnych czasów – postanowiliśmy.

Trzydzieści lat temu odliczałam dni i tygodnie, żeby całkowicie uspokoić się na dwa tygodnie przed terminem porodu. Odstawiłam leki i zaczęłam wychodzić z domu ubrana w spodnie mojego męża, bo przecież nie miałam żadnych ciuchów ciążowych oprócz piżamy. Umawialiśmy się ze znajomymi do kawiarni lub restauracji. Poszliśmy na koncert Kultu, który przesiedziałam na krzesełku ustawionym z boku sceny. Na drugi dzień pojechaliśmy do szpitala i po całym popołudniu i po całej nocy, rano, o godzinie, którą zwykle przesypiam, urodziła się – nie bez komplikacji – ona. Na własne oczy zobaczyłam ją dopiero wieczorem. Trzydzieści lat temu o godzinie 20.00 spojrzałam po raz pierwszy w oczy mojej czarnowłosej córki ze srebrnym kosmykiem na czubku głowy. To srebrne pasmo włosów rośnie jej do dziś, niczym wspomnienie po ciemiączku.

Siedzi gdzieś teraz na jednym z europejskich lotnisk, a ja znowu się boję i znowu się cieszę, że ją zobaczę. Dobrego życia, córko!

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2026

W druku ukazał się pod tytułem: 30 lat temu