Logo Przewdonik Katolicki

Karta przetargowa

Agnieszka Pioch-Sławomirska
fot. Unsplash

Jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego Sejm przyjął nowelizację Karty nauczyciela. Gwarantuje ona m.in. podwyżki wynagrodzeń. Czy to powstrzyma nauczycieli przed wrześniowym strajkiem?

Waloryzacja płac o 9,6 proc. wypłacona do 30 września 2019 r. z wyrównaniem od 1 września, skrócenie ścieżki awansu zawodowego (okres pracy w szkole niezbędny do rozpoczęcia stażu na stopień nauczyciela mianowanego z trzech do dwóch lat, dyplomowanego do roku z czterech lat, staż na stopień nauczyciela kontraktowego skrócony do dziewięciu miesięcy), odstąpienie od dotychczasowych kryteriów oceny pracy nauczyciela i powrót tych sprzed 1 września 2018 r., świadczenie na start dla nauczycieli stażystów, określenie minimalnej kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie 300 zł – to ważniejsze zapisy nowelizacji przyjętej 13 czerwca. Poparło ją 420 posłów, 11 było przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu. W najbliższych dniach nowelizacja trafi do Senatu.
Czy takie zmiany wyjdą polskiej szkole na dobre? I przede wszystkim: czy satysfakcjonują rozgoryczonych swoją sytuacją nauczycieli?
 
Karta do lamusa?
Treść Karty była nowelizowana wielokrotnie, a w ostatnich latach często słychać głosy o konieczności jej likwidacji – bo zmienił się ustrój i szkoła, a ów relikt PRL-u wciąż ma się dobrze.
Przypomnijmy: Kartę uchwalono 26 stycznia 1982 r. Reguluje ona prawa i obowiązki nauczycieli, przy czym definicja pojęcia „nauczyciel” jest szeroka i obejmuje także innych pracowników pedagogicznych, np. bibliotekarzy czy logopedów. Obowiązuje tylko osoby zatrudnione na umowie o pracę w placówkach publicznych (przedszkola, szkoły różnego stopnia, zakłady kształcenia i doskonalenia nauczycieli, zakłady poprawcze schroniska dla nieletnich i in.; w szkolnictwie niepublicznym nie obowiązuje lub obowiązuje w ograniczonym zakresie), a dla tych, którzy jej podlegają, ma pierwszeństwo przed kodeksem pracy. Jej kształt wywalczyła w dużym stopniu „Solidarność”, a wprowadzenie Karty było ustępstwem władz w czasie stanu wojennego na rzecz nauczycieli i próbą spacyfikowania aktywnego w tym czasie nauczycielskiego środowiska i zabezpieczenia się przed falą strajków. Zapisy Karty miały chronić tę grupę zawodową przed totalitarną władzą, a jednocześnie działały w myśl zasady: sprawiedliwie znaczy równo, nie przewidując związku pomiędzy jakością pracy a wynagrodzeniem.
Dziś Karta krytykowana jest m.in. za konserwowanie przywilejów jednej grupy zawodowej, wśród których są choćby trzynasta i czternasta pensja, płatne długie urlopy (prawo do nieprzerwanego przynajmniej czterotygodniowego wypoczynku) czy płatne (z pieniędzy samorządowych) urlopy dla poratowania zdrowia trwające cały rok szkolny. Inne grupy zawodowe mogące liczyć na ten ostatni przywilej to sędziowie, prokuratorzy, nauczyciele akademiccy czy inspektorzy pracy, jednak w żadnym przypadku warunki nie są tak korzystne jak dla nauczycieli – choć przepisy z 1 stycznia 2018 r. zaostrzyły zasady udzielania urlopu, określając minimalny okres zatrudnienia nauczyciela, który się o niego ubiega, precyzując cel urlopu oraz tryb orzekania (kieruje na niego lekarz medycyny pracy, a nie jak wcześniej lekarz pierwszego kontaktu).
Wielu nauczycieli broni Karty jak niepodległości, uważając wszelkie dyskusje za zamach na swoją profesję. Tymczasem w istocie dyskusja ta może i powinna mieć związek z realiami ich pracy, ale i przyczynić się do zmiany jakości kształcenia w Polsce.
 
Egzamin na czwórkę
Przyjęcie przez Sejm nowelizacji Karty zbiegło się w czasie (przypadek czy kolejny element świadomie prowadzonej gry?) z podaniem do wiadomości wyników egzaminów ósmoklasisty i gimnazjalnego. W ocenie nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego wypadły one dobrze. Czy rzeczywiście?
W skali całego kraju wynik egzaminu ósmoklasisty z języka polskiego to 63 proc. punktów, z matematyki 45 proc., angielskiego 59 proc., niemieckiego 42 proc. Trudno tu o porównania, bo ósmoklasiści pisali egzamin po raz pierwszy, jednak w komentarzach bezpośrednio po jego przeprowadzeniu tak wśród uczniów, jak i ekspertów przeważały oponie, że egzamin nie był trudny i raczej nie zaskoczył tych, którzy się do niego przygotowywali. Zastanawiająco niski może wydawać się wynik z matematyki, ale ta – o czym dalej – niezmiennie sprawia uczniom największe trudności.
Egzamin gimnazjalny uczniowie zdawali po raz 18., w obecnej formule była to 8. edycja. Wyniki kształtowały się na następującym poziomie: historia i WOS 59 proc., język polski 63 proc., przedmioty przyrodnicze 49 proc., matematyka 43 proc., angielski na poziomie podstawowym 68 proc., rozszerzonym 53 proc., język niemiecki podstawowy 51 proc., rozszerzony 43 proc. Dla porównania w 2018 r.: historia i WOS 59 proc., przedmioty przyrodnicze 56 proc, język polski 68 proc., matematyka 52 proc., a w 2017 r.: historia i WOS 59, przedmioty przyrodnicze 52, polski 69, matematyka 47 proc. Ta ostatnia wciąż jest dla uczniów najbardziej problematyczna i widać to tak w wynikach absolwentów gimnazjum, jak i szkoły podstawowej.
Na wyniki matur trzeba poczekać do 4 lipca – tuż po północy będzie je można sprawdzić na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Czy można już odtrąbić sukces? Zważywszy na fakt, że wszystkie egzaminy zdawane były przez uczniów podczas trudnego tak dla nich, jak i dyrektorów szkół, nauczycieli czy władz samorządowych strajku – tak, choć umiarkowany.
 
Pieniądze pod lupą
Prawie dziesięcioprocentowy wzrost wynagrodzeń od września – brzmi nieźle, choć nadal nie odpowiada żądaniom podwyżki na poziomie 30 proc., jakich pierwotnie zgłaszał Związek Nauczycielstwa Polskiego.
Tymczasem według wiceszefa ZNP Krzysztofa Baszczyńskiego ta informacja ma znamiona półprawdy. – Pięć procent wynegocjowaliśmy wcześniej, jeszcze przed protestem – komentował na antenie TOK FM, przekonując, że tym samym nauczycie otrzymają de facto podwyżki o 4,6 proc. Wątpliwości budzi też wskazany w nowelizacji okres obowiązywania wyższych stawek: od 1 września do 31 grudnia 2019 r. Mają więc obowiązywać przez cztery miesiące – i co dalej? Minister Piontkowski w rozmowie z radiem ZET zapewniał, że podwyżki nie będą cofnięte wraz z początkiem roku, a pieniądze na ten cel zostały zabezpieczone. – To minister finansów pokaże dokładne źródła finansowania. Jestem po rozmowach z panem ministrem finansów i wiem, że takie przesunięcia (w budżecie państwa – przyp. red.) będą – zapewnił.
Jednak niepokój wydaje się być uzasadniony, bo uchwalona właśnie nowelizacja nie określa źródeł finansowania i nie ma w niej mowy o zwiększeniu subwencji oświatowej na ten rok. A przeniesienie ciężaru ponoszenia kosztów podwyżek na samorządy mogłoby okazać się problemem nie do przeskoczenia. Przedstawiciele największych miast już szykują pozew zbiorowy w sprawie zwrotu kosztów za reformę edukacji (do tej pory Warszawa otrzymała 3,5 mln zwrotu w stosunku do poniesionych 60). Nowy minister edukacji twierdzi, że żądne przez samorządy kwoty nie są uzasadnione.
 
Nieugaszony pożar
Czy we wrześniu powróci zawieszony strajk nauczycieli? ZNP ma rozmawiać o tym m.in. na posiedzeniach statutowych 18 czerwca i 2 lipca. Jak deklarował prezes ZNP Sławomir Broniarz, referendum strajkowe zaplanowano na 2 września. Jeśli wyniki wskażą, że większość nauczycieli chce wziąć udział w proteście, możliwy jest on od 16 września.
Nowelizacja Karty nauczyciela raczej nie ugasi tego pożaru. Jej zapisy są w dużej części… powrotem do rozwiązań, które obowiązywały przed wrześniem 2018 r. Rząd przyznał się do błędu czy próbuje obłaskawić nauczycieli? – Nawet rok nie minie, jak nauczycielom wydłużono ścieżkę awansu. Dziś możemy zapytać: po co nam to było? Po co ten cały bałagan? – pyta Baszczyński. Dodatkowo rozgoryczeni są nauczyciele przedszkoli, których zmiany pozbawiają dodatku za wychowawstwo: w nowej Karcie mowa jest tylko o wychowawstwie klasy. To kuriozum – mówią i zapowiadają pisma w tej sprawie do senatorów. Jedno jest pewne: w polskiej edukacji jest i nadal będzie gorąco.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki