W czasach mojej młodości geje (nazywani wtedy homoseksualistami) byli bohaterami demonicznych historyjek albo zabawnymi postaciami z filmów. Dziś mam takich znajomych, niektórych lubię i rozumiem. Akurat ci, których ja znam, nie czynią ze swojej orientacji seksualnej sztandaru. Ale przyglądam się aktywności publicznej tak zwanych środowisk LGTB. Mam wrażenie, że przeważa w niej chęć uzyskania po latach, jeśli nie wiekach, symbolicznej satysfakcji. Nikt im niczego nie zabrania. Niemniej w prawnych regulacjach, tak bardzo jak się da upodabniających ich związki do małżeństw, szukają przede wszystkim satysfakcji za czas, kiedy musieli swoje skłonności ukrywać.
Chętnie podjąłbym z ich postulatami normalną, grzeczną dyskusję. Niestety, trudno o nią właśnie z powodu tej emocji. Wyrosłej na potrzebie odreagowania. Oto partia rządząca podjęła taką polemikę i od razu spotkała się z zarzutem mowy nienawiści. A przecież strona tradycyjna też ma prawo do swoich emocji. Choćby z obawy o model wychowania dzieci, które konstytucja, a zresztą i prawo naturalne, przyznaje rodzicom.
Pewien poseł PO już zdążył zażartować, że o wychowanie tych dzieci troszczą się bezdzietny Jarosław Kaczyński i bezdzietni biskupi. Gdy jednak odpowiedzieć, że również Robert Biedroń i wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej dzieci nie mają, a chcą coś narzucić, natychmiast usłyszymy, że ich obrażamy. I tak jest ze wszystkim. Nie zawsze pochwalam język, jakim próbuje się z postulatami mniejszości seksualnych dyskutować. Władze Warszawy podpisując sławną już Kartę LGTB+, upomniały się o edukację seksualną na ten temat. Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak rzuciła w odpowiedzi coś o sprzyjaniu pedofilii, co jest dla wielu gejów obraźliwą insynuacją. Tyle że dyskusja zasadnicza nie da się ograniczyć do pytania, jak kto się wyraził. Bo rodzice mogą się czuć zaniepokojeni tak zwanymi standardami WHO sugerującymi rozbudzanie seksualności od wczesnego dzieciństwa. A gdy ich obawy ma rozwiewać wiceprezydent Rabiej, będą zaniepokojeni jeszcze bardziej.
Arcybiskup warszawski i biskup warszawsko-praski przypomnieli o sprawach elementarnych. Choćby o tym, że zapisy dotyczące wpuszczenia edukacji seksualnej do szkół tylnymi drzwiami, bo to zasadniczo nie należy do samorządów, konsultowano tylko z reprezentantami środowisk LGTB. Nie spytano rodziców. Odpowiedzi byłyby pewnie rozmaite, ale może wyłoniłby się z konsultacji jakiś kompromis. Gdy próbuje się nakładać tzw. antydyskryminacyjne klauzule na biznes, też wypadałoby porozmawiać z przedsiębiorcami. Ale nie, prezydent Trzaskowski zdecydował się reprezentować wyłącznie mniejszości seksualne. To nie jest dobry wzorzec w społeczeństwie obywatelskim. Rząd PiS nieraz czegoś nie konsultował, kogoś pomijał, ale teraz warszawski samorząd robi to samo. W sprawach niezmiernie delikatnych, dotyczących praw obywatelskich. Prawo do wychowania swoich dzieci jest jednym z praw elementarnych.
Wszystko to oczywiście jest także elementem kampanii wyborczej. Chodzi o to, aby wykazać, jak polska prawica jest nienowoczesna, nieeuropejska, kiedy sprzeciwia się takim praktykom. Jeśli europejskość ma polegać na przepychaniu się łokciami na skróty, to przy naturalnej przekorze Polaków może to raczej sprawie mniejszości seksualnych zaszkodzić. A jeśli nawet Trzaskowski postawi na swoim (to charakterystyczne, nawet jego poprzedniczka z PO dystansuje się od tej drogi), pozostanie nie tylko niesmak. Pozostanie ryzyko czyjejś krzywdy. Granicą wolności jednych jest możliwość krzywdzenia innych – to elementarna zasada liberalnego państwa. Przynajmniej w teorii.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













