Logo Przewdonik Katolicki

Homoszkoła

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Aktywiści homoseksualni wkraczają do szkół. A konkretnie do szkolnych podręczników. Ich zdaniem książki do nauczania wychowania do życia w rodzinie, WOS-u, a nawet biologii są jedną wielką homofobiczną mową nienawiści.

Aktywiści homoseksualni wkraczają do szkół. A konkretnie – do szkolnych podręczników. Ich zdaniem książki do nauczania wychowania do życia w rodzinie, WOS-u, a nawet biologii „są jedną wielką homofobiczną mową nienawiści”.

Czy szkolny przedmiot: wychowanie do życia w rodzinie „służy zaklinaniu rzeczywistości, ignorowaniu przemian” i „tępej, nachalnej reprodukcji modelu konserwatywnego”? Okazuje się, że tak, a ściśle, tak według jednej niewielkiej grupy osób.W tym roku Stowarzyszenie na Rzecz Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych, Osób Transpłciowych oraz Osób Queer „Pracownia Różnorodności” wydało raport pt. „Szkoła milczenia” (dostępny na www.spr.org.pl). Wzięło w nim pod lupę 51 podręczników: do biologii, WOS-u, wychowania do życia w rodzinie (WDŻ) i omówiło je pod kątem „przedstawienia w nich problematyki LGBTQ i treści homofobicznych”. Pieniądze na 190-stronicowy raport (65 300 zł) dała Fundacja im. Stefana Batorego. Publikacja prezentuje stanowisko „czterech niekwestionowanych ekspertów”: dr. hab. Jacka Kochanowskiego, dr. hab. Zbigniewa Lwa-Starowicza, dr. Roberta Kowalczyka i dr. Krzysztofa Węża. Wszyscy reprezentują ten sam punkt widzenia na sprawy moralności i obyczajowości, wszystkim są bliskie genderowe idee. Choćby z tego powodu można zarzucić temu raportowi brak obiektywizmu.

Znamienny jest jego tytuł. „Szkoła milczenia” nawiązuje do tego, że – jak zauważyli „niekwestionowani eksperci” – z lekcji WOS-u i biologii uczniowie nie dowiedzą się o osobach LGBTQ (ang. lesbijki, geje, osoby biseksualne i transpłciowe oraz queer, czyli poszukujące swojej orientacji seksualnej), bo nie ma tego w programie. Postulują więc... zmianę podstawy programowej, wysłanie biologów i WOS-owców na genderowe kursy oraz napisanie nowych podręczników, by podejmowały „tematykę zróżnicowania modeli relacji rodzinnych, z uwzględnieniem obecności społecznej rodzin tworzonych w oparciu o związki jednopłciowe”.

Najbardziej „tępy” i „nachalny” podręcznik

Autorzy „Szkoły milczenia” najbardziej skrytykowali podręczniki do wychowania do życia w rodzinie pod redakcją Teresy Król – konsultanta WDŻ. Ich zdaniem książka prowadzi do „schizofrenicznej homofobii”, jest zideologizowana, a „niektóre sformułowania brzmią

jakby były zaczerpnięte z Katechizmu Kościoła Katolickiego”. Nie podoba im się na przykład to, że w podręczniku są opisane przyczyny homoseksualizmu. Co więcej, twierdzą, że: „Definiowanie aborcji jako zagrożenie nie jest uzasadnione stanem wiedzy naukowej, jest stwierdzeniem ideologicznym, wyznaniowym” (sic!).

– Autorzy raportu ciągle powołują się na źródła naukowe, a nie wiedzą o tak oczywistej sprawie, jaką jest udokumentowany wieloma badaniami syndrom postaborcyjny – zauważa Teresa Król. – Poza tym, raport wytyka nam mowę nienawiści, a jego autorzy sami kierują pod naszym adresem bardzo dużo obraźliwych komentarzy. Najbardziej szokujące było dla mnie to, że nazwano nasze podręczniki tępymi, nachalnymi i heterocentrycznymi. Podczas gdy tak wiele mówi się o nieprzygotowaniu młodzieży do pełnienia ról rodzicielskich, gdy ciągle słyszy się o ojcach nękających swoje rodziny i o matkach zabijających małe dzieci, grupa genderowców chce wyeliminować z nauczania profilaktykę, która mogłaby temu zapobiec! Przecież jeśli szkoła nie przygotuje nastolatków do bycia mamą i tatą i dodatkowo młodzież nie znajdzie takich informacji w swojej rodzinie, to kto jej o tym powie? Mówię o tym ze swojego doświadczenia, bo przez wiele lat uczyłam w szkole. Młodzi ludzie chcą wiedzieć, co robić, żeby być szczęśliwymi, są spragnieni takich informacji. A tutaj pewna grupa ironizuje, degraduje, ośmiesza, a nawet obrzydza prorodzinne treści, łamiąc tym samym konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem.

Realne zagrożenia raportu

Ingerencja w prawa rodzicielskie to zdaniem Teresy Król jedno z największych niebezpieczeństw raportu „Szkoła milczenia”. Artykuły 48. i 53. ust. 3 naszej konstytucji mówią, że to rodzice są pierwszymi wychowawcami swoich dzieci. – Szczególnie w tak delikatnej materii, jaką jest wychowanie seksualne, mama i tata mają pierwszeństwo. Tymczasem jedno z kilku tysięcy działających w Polsce stowarzyszeń uzurpuje sobie prawo do rewidowania podręczników i nacisków, które nie korespondują z oczekiwaniami większości rodziców. Nie jest to bez znaczenia także dla nauczycieli. Gdyby zgodnie z postulatami raportu została zmieniona podstawa programowa i nauczyciele WOS-u i biologii musieliby poruszać na swoich lekcjach na przykład temat związany z aktywnością seksualną gejów, postawiłoby to ich w bardzo trudnej sytuacji, bo krótki kurs nie przygotuje do kompetentnego prowadzenia zajęć na ten temat. Młodzieży nie wystarczy zdawkowa informacja, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy, które pobudzają wyobraźnię i są dla niej „sensacyjne”.

Obawy rodziców są uzasadnione z jeszcze innych powodów. Epatowanie „tymi” treściami może zranić szczególnie dorastające dziewczęta. – Niektóre nastolatki są ciekawe i dociekliwe, ale inne raczej marzą o miłości pięknej i romantycznej. Epatowanie mało estetycznymi obrazami czy demoralizującymi treściami może wzbudzić w nich niepokój i dyskomfort – przekonuje Teresa Król.

Autorzy „Szkoły milczenia” twierdzą, że oswajanie homoseksualizmu jest potrzebne, bo statystycznie 1 na 30 uczniów w klasie czuje pociąg seksualny do osoby tej samej płci. Konsultant WDŻ zaznacza, że w okresie dojrzewania takie wahania są naturalne. – To, że dziewczyna fascynuje się panią od chemii, a chłopiec panem od fizyki, nie znaczy, że są oni homoseksualni. Niepokoje, które przeżywa nastolatek mają charakter homofilny i zwykle mijają. Jeśli jednak w tym czasie rozbudzi się do przesady jego ciekawość i sprawi wrażenie, że znaczna część naszego społeczeństwa jest homoseksualna, istnieje większe prawdopodobieństwo, że „inność” zafascynuje tak bardzo, że młody człowiek wybierze tę drogę. A w przyszłości, być może, będzie tego żałował.

Rodzice – działajcie!

„Pracownia Różnorodności” wydała raport i nie schowała go do szuflady. Jego lekturę zaleciła sejmowej Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży, senackiej Komisji Nauki, Edukacji i Sportu, kierownictwu MEN, rzeczoznawcom opiniującym podręczniki dla MEN, Pełnomocnikowi Rządu ds. Równego Traktowania, Rzecznikowi Praw Obywatelskich i wydawcom podręczników. Jakie stanowisko zajmą wymienione instytucje? Tego nie wiemy. Jednak gdy usłyszą głosy rodziców zaniepokojonych majstrowaniem przy podręcznikach, pewnie zwiększy to szansę na ich zdroworozsądkową opinię w tej sprawie. Bo tym, co mogą w tej sytuacji zrobić rodzice, jest wysyłanie pism do MEN z prośbą o niezmienianie podstawy programowej i nieuleganie naciskom homolobby.

Homoaktywiści krzyczą, że polska szkoła „kładzie solidny grunt pod postawy ksenofobiczne”. Dopuszczenie do użytku obowiązujących podręczników uważają za skandal. Kłamią, że „nie mają one żadnego uzasadnienia naukowego, są jedynie wyrazem katolickiej etyki seksualnej i ich jedynym skutkiem może być utrwalenie antyhomoseksualnych stereotypów i uprzedzeń”. I mimo że niektórzy patrzą na to z niedowierzaniem, nie należy się dziwić, że lobby homoseksualne tak agresywnie walczy o kolejne prawa. Wydarzenia, których jesteśmy obserwatorami, są kolejnym elementem układanki o nazwie „strategia lobby LGTBQ”. Strategii tej nie wymyślili socjologowie ani nie jest ona urojeniem Kościoła, który we wszystkim, co inne, nowe widzi zagrożenie. Strategię pozyskiwania opinii publicznej i walki o przywileje dla środowisk LGTBQ opracowali sami aktywiści homoseksualni w Ameryce w latach 90. I konsekwentnie wprowadzają ją w życie na całym świecie, także w Polsce. Jaki będzie ich następny krok?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki