Logo Przewdonik Katolicki

Ludzie sumienia – nie dla pięknoduchów

Zbigniew Nosowski
FOT. WOJTEK LASKI/EAST NEWS

Czy transparenty z cytatem „Polskość to nie ciasnota i zamykanie się na obcych” nie powinny dziś wisieć na polskich ulicach, a zwłaszcza przy polskich kościołach, z podpisem autora tych słów, Jana Pawła II?

Nie jest możliwe, aby polska refleksja o narodzie i patriotyzmie nie odwoływała się do osoby i myśli św. Jana Pawła II. Trudno, żeby było inaczej, skoro Karol Wojtyła bez wątpienia należy do największych „z rodu Polaków”.
Nie byłbym jednak pewien, czy zawsze „nasz papież” zgadzałby się z przekonaniami dominującymi we współczesnym polskim społeczeństwie, w polskiej klasie politycznej, ale także w naszym Kościele.
 
Ciągnął nas do góry
Karol Wojtyła był bowiem bardzo polski, ale też bardzo nas przerastał. Doskonale znał – i doceniał – zalety narodu polskiego, ale wnikliwie diagnozował też nasze wady i umiejętnie pokazywał rodakom, jak je przezwyciężać. U Wojtyły narodowa duma z dokonań Polaków była spójnie powiązana z proroczą świadomością wielu niedostatków. Potrafił integralnie łączyć te dwa podejścia – jakże często współcześnie rozdzielane i przez „kustoszy narodowej niewinności”, i przez „tropicieli narodowej winy”.
Rzekłbym, że Jan Paweł II ciągnął nas, Polaków, do góry. On mówił „o nas i za nas”, a my z nim i dzięki niemu mogliśmy czuć się mocniejsi, dojrzalsi, lepsi. „Zrozumienie i sympatia dla Polaka, jaki jest – to wielka umiejętność Karola Wojtyły” – mówił prof. Krzysztof Michalski, który organizował dla papieża letnie spotkania w Castel Gandolfo z najwybitniejszymi uczonymi świata. I ten „Polak, jaki jest” słyszał często od swego największego autorytetu, jaki być powinien. Bo personalista Wojtyła widział w Polaku przede wszystkim człowieka i chrześcijanina.
Dumny był z polskiego patriotyzmu i zarazem poszerzał granice jego rozumienia, mówiąc i pisząc o „ojczyźnie europejskiej”. Polskie partykularyzmy uzupełniał globalnym katolickim uniwersalizmem. Umiejętnie – jak pisze ks. prof. Alfred M. Wierzbicki w książce Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa – przenosił akcent „z chrześcijaństwa narodowego na chrześcijaństwo personalistyczne, bez negowania więzi istniejącej między osobą a narodem”.
 
Gdzie jest polskość jagiellońska?
Ostatnia książka Jana Pawła II Pamięć i tożsamość pełna jest refleksji nad polskością. Podstawą tej publikacji była kilkudniowa rozmowa prof. Krzysztofa Michalskiego i ks. prof. Józefa Tischnera z Janem Pawłem II w Castel Gandolfo latem 1992 r. Oryginalny tekst rozmowy nie był publikowany, po 19 latach Michalski przytoczył publicznie jedynie drobne fragmenty.
W Pamięci i tożsamości Jan Paweł II przedstawia dwa sposoby rozumienia polskości: piastowski i jagielloński – oraz zdecydowanie opowiada się za tym drugim. W papieskim rozumieniu nieusuwalnym elementem polskości jest różnorodność. Dlatego polemicznie odnosi się do interpretacji piastowskiej, która opiera się na wspólnocie „czystej” etnicznie. Staje po stronie otwartej, gościnnej, wielokulturowej, wielonarodowej i wieloreligijnej Rzeczypospolitej.
Z tej książki pochodzą znane słowa pełne goryczy wobec aktualnego polskiego etosu narodowego: „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten «jagielloński» wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”. W wersji oryginalnej słowa te były jeszcze mocniejsze. Prof. Michalski opowiadał, że Jan Paweł II mówił, iż polskość to „w pierwszym rzędzie wspólnota etyczna, a nie biologiczna, rasowa czy nawet socjologiczna… Polskość to w gruncie rzeczy wielość, to pluralizm, a nie ciasnota i zamykanie się na obcych”.
 
Bez wpływu na Polaków
Czytając dziś te słowa, zastanawiam się nad dalszym zanikaniem polskości jagiellońskiej. Jan Paweł II ubolewał nad tym w roku 1992, książkę opublikowano 13 lat później, obecnie minęło kolejnych 13 lat – i w tym czasie jeszcze bardziej umocniło się etniczne rozumienie polskości.
Jeśli jednak uznajemy z Janem Pawłem II, że polskość jest przede wszystkim wspólnotą etyczną – i to mocno ugruntowaną na fundamencie chrześcijańskim – to nie można być dumnym z dominujących w naszym kraju postaw społecznych wobec obcych, przybyszów i uchodźców. Myślę, że odpowiemy za to jako naród przed Panem Historii.
Czy wobec tego transparenty z cytatem „Polskość to nie ciasnota i zamykanie się na obcych” nie powinny wisieć w Dniu Niepodległości na polskich ulicach, a zwłaszcza w Dniu Papieskim przy polskich kościołach, z podpisem autora tych słów, Jana Pawła II? Zwłaszcza po znaczących efektach, jakie następca naszego rodaka – papież z jeszcze bardziej dalekiego kraju – osiągnął, głosząc w Polsce otwarcie na ubogich, potrzebujących i uchodźców?
Według badań przeprowadzonych w sierpniu 2016 r. po Światowych Dniach Młodzieży przez redakcję „Rzeczpospolitej” apele Franciszka o pomoc potrzebującym wzięło sobie do serca 76 proc. Polaków, nie wpłynęły one zaś na zaledwie 18 proc. badanych. Całkowicie odwrotnie było w przypadku papieskich wezwań do przyjmowania uchodźców – tylko 33 proc. Polaków przyznało, że słowa Franciszka miały wpływ na ich postawę, zaś 60 proc. otwarcie stwierdziło, że takiego wpływu w ogóle nie było.
 
Zdolność scalania
Innym ciekawym przykładem specyfiki Jana Pawła II jest jego stosunek do polskich przemian po roku 1989. To kolejna sprawa, w której postawa papieża cechowała się – jak to nazywa ks. Alfred Wierzbicki – „zdolnością do scalania”. Jako filozof Wojtyła potrafił dokonać syntezy fenomenologii z filozofią klasyczną. Jako polski patriota łączył zaś dumę z odzyskanej w 1989 r. wolności i z osiągnięć III RP z głębokim krytycyzmem wobec fundamentalnych moralnych niedostatków nowego państwa.
Papieża Polaka nie da się zapisać do obozu widzącego u podstaw III RP spisek „czerwonych” z „różowymi”. Dla Jana Pawła II nie ulegało wątpliwości, że to rok 1989 jest początkiem nowej rzeczywistości politycznej najpierw w naszym kraju, a następnie w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Analizie tych wydarzeń poświęcił jeden rozdział swej encykliki społecznej Centesimus annus. W roku 1999 natomiast w parlamencie RP spontanicznie zawołał: „Ale nam się wydarzyło!”, a w oficjalnym przemówieniu mówił: „Składam dzięki Panu Historii za obecny kształt polskich przemian”.
Nie znajdzie się jednak dla papieża miejsce także w obozie apologetów III RP. Wielokrotnie przecież, często bezskutecznie, nawoływał do budowania etycznych fundamentów nowego państwa. Ubolewał nad powrotem do władzy dawnych komunistów. Również w cytowanym przemówieniu w parlamencie zawarł ważne uwagi krytyczne. Widział bowiem, że nowa polska demokracja nie była równie dobra dla wszystkich.
 
Instytucje i obyczaje
Społeczne myślenie Jana Pawła II najtrafniej chyba pokazuje fakt, że dokładnie sześć lat przed rokiem 1989 i sześć lat po tym przełomie w bardzo podobnych słowach mówił Polakom o kluczowej potrzebie, jaką są ludzie sumienia.
W roku 1983 na Jasnej Górze papież przekonywał, że być człowiekiem sumienia to „bardzo podstawowa sprawa (…). Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa”. Natomiast w Skoczowie w 1995 r. mówił o licznych wyzwaniach społecznych, dodając: „Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. (…) Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia!”.
W tej perspektywie sumienie to najważniejszy kapitał społeczny. I nie jest to teza dla pięknoduchów! Bez wartości bowiem, jak przestrzegał Jan Paweł II, demokracja łatwo może przemienić się w autorytaryzm. Demokracja to nie tylko instytucje, lecz przede wszystkim obyczaje.
Może kluczowy polski problem to wciąż sumienie? Może właśnie dlatego nasza demokracja jest w kryzysie, że można dziś, także na wysokich szczeblach, czynić zło, twierdząc, że to dobro – a ludzi sumienia jest za mało lub są zbyt bierni?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki