Logo Przewdonik Katolicki

Za naszym przyzwoleniem

Piotr Jóźwik
fot.Tomasz Gzell_pap

W wyborach samorządowych zagłosowała rekordowa liczba Polaków. Wydaje się, że do urn przyciągnęło ich nie tyle zainteresowanie lokalnymi sprawami, ile tocząca się na szczeblu centralnym polityczna wojna. A w niej – niestety – wszystkie chwyty są dozwolone.

Samorządowe wybory to pierwszy element czekającego nas w najbliższych miesiącach czwórboju. W przyszłym roku wiosną wybierać będziemy posłów do Parlamentu Europejskiego, jesienią Sejm i Senat, a w 2020 r. odbędą się wybory prezydenckie. To oznacza, że czeka nas raptem kilka dni wytchnienia od permanentnej kampanii wyborczej (i to tych gwarantowanych ciszą wyborczą!). Jak pokazała trwająca jeszcze kampania samorządowa (za tydzień czekają nas drugie tury wyborów na wójtów, burmistrzów i prezydentów), nikt nie zamierza brać jeńców.
 
Gdzie jesteśmy
Powyborcze komentarze idą w dwóch kierunkach.
Pierwszy to: Prawo i Sprawiedliwość wygrywa wybory samorządowe. To uprawniona opinia, bo w skali kraju (wg sondaży) PiS zdobyło 33 proc. głosów, Koalicja Obywatelska – 27 proc., a PSL – 13,5 proc. Wyniki w poszczególnych województwach dały PiS-owi dziewięć z 16 sejmików, ale czy faktycznie partia Jarosława Kaczyńskiego obejmie w nich władzę? Wszystko zależy od rozkładu mandatów i ewentualnej zdolności koalicyjnej poszczególnych ugrupowań.
Drugi to: PiS przegrywa w wielkich miastach. Według sondaży z 18 miast wojewódzkich („podwójnie” liczymy Kujawsko-Pomorskie z Bydgoszczą i Toruniem oraz Lubuskie z Gorzowem Wlkp. i Zieloną Górą) dogrywka będzie potrzebna w pięciu. Tylko w trzech szansę na zwycięstwo mają jeszcze kandydaci z PiS lub przez Zjednoczoną Prawicę popierani (Kacper Płażyński w Gdańsku i Małgorzata Wassermann w Krakowie, a także Wojciech Lubawski w Kielcach).
Komentatorzy zastanawiają się więc: czy rządząca partia trzyma się mocno, czy może jest już w odwrocie?
 
Szarańcza i imigranci
By zapewnić sobie przewagę nad konkurencją, nie unikano w wyborczej kampanii chwytów poniżej pasa. I tak, przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna mobilizując wyborców, powiedział, że trzeba „strząsnąć ze zdrowego drzewa naszego państwa pisowską szarańczę”.
Na ostatniej prostej „asa z rękawa” postanowiła wyciągnąć też Zjednoczona Prawica. W antyimigranckim spocie pokazano, jak może wyglądać Polska w 2020 r., jeśli władzę w samorządach utrzymają ludzie Koalicji Obywatelskiej. Zobaczyliśmy więc, że na ulicach zaroiło się od obcokrajowców, dopuszczających się przemocy i napadów na tle seksualnym, płoną samochody, w tle słychać dramatyczną muzykę – wszystko dlatego, że samorządy zdecydowały się przyjąć uchodźców. Dla kontrastu w tym samym czasie mogliśmy obejrzeć inny wyborczy spot. W nim, przy akompaniamencie sielskiej muzyki, premier Mateusz Morawiecki mówi, że nie ma Polski A i Polski B, bo Polska jest jedna, po czym powołuje się na Jana Pawła II, który mówił, że „w samorządzie toczy się gra o to, czy władza jest dla człowieka”. Wniosek stąd taki, że uchodźca, czyli ktoś uciekający przed zagrożeniem życia lub zdrowia, to nie człowiek.
Groteskowo w tym kontekście brzmiała wypowiedź jednego z publicystów dla sprzyjających Zjednoczonej Prawicy „Wiadomości”. Główny program informacyjny TVP przygotował materiał mówiący o tym, że według opozycji rząd chce nas wyprowadzić z Unii Europejskiej. „Jest to pomysł, żeby cementować swój własny elektorat i zapewnić sobie przeświadczenie, że nie będzie on uciekał dalej; że tak go nastraszymy, że on nigdy nie zacznie racjonalnie myśleć” – skomentował ekspert. Ten komentarz jak ulał pasuje również do antyimigranckiego spotu.
– Wszelkie komunikaty o migrantach nasycone pogardą i strachem bez wykazania realnego zagrożenia, podane z nieczułością na tragedię kogokolwiek, są niezrozumiałe, trącą manipulacją. Katolicy powinni bronić się przed tym, zwłaszcza gdy dzieje się to rzekomo w celu obrony wartości chrześcijańskich – skomentował sprawę bp Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek Episkopatu.
 
Rok nie wyrok
A potem wyborcy ruszyli do urn.
W Daszynie w województwie łódzkim urzędujący wójt o mały włos nie wygrałby w pierwszej turze. I nie przeszkodził mu w tym fakt, że od maja przebywa w areszcie. Jest podejrzany m.in. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, której celem miało być wyłudzanie rolniczych dotacji. Sam wójt zarzuty uznaje za absurdalne, a w wyborach mógł startować, bo nie został skazany prawomocnym wyrokiem.
Prawomocnego wyroku nie ma też na koncie ubiegający się o fotel prezydenta Olsztyna Czesław Małkowski. Były prezydent miasta (w latach 2001–2008) stracił swoją funkcję po wybuchu seksafery: miał molestować kilka urzędniczek, a jedną, będącą w ciąży, zgwałcić. W 2008 r. w referendum olsztynianie zdecydowali o odwołaniu go ze stanowiska, a w 2015 r. sąd nieprawomocnie skazał go na 5 lat więzienia i 6 lat zakazu sprawowania kierowniczych stanowisk w samorządzie. Zdaniem sądu Małkowski wykorzystał służbową zależność i dopuścił się gwałtu. Rok później wyrok został jednak uchylony, a sprawa jest ponownie rozpatrywania. W międzyczasie Małkowski dwukrotnie kandydował na urząd prezydenta i dwa razy przegrywał w drugiej turze – o tym, czy zostanie prezydentem, 4 listopada zadecydują mieszkańcy Olsztyna.
Na drugą turę wyborów nie musi czekać Hanna Zdanowska, która w pierwszej zdeklasowała swoich konkretów w wyborach na prezydenta Łodzi (zdobyła ponad 70 proc. głosów). Cieniem na jej sukcesie kładzie się jednak wyrok z września – Zdanowska została prawomocnie skazana za poświadczenie nieprawdy we wniosku kredytowym swojego partnera. Prawomocny wyrok uniemożliwia pełnienie funkcji prezydenta miasta, co przypomniał tuż przed wyborami wojewoda łódzki. Obie strony, zarówno Hanna Zdanowska z PO, jak i będący przedstawicielem rządu wojewoda, szykują się już do „trzeciej tury”. I jedni, i drudzy wyposażeni są w opinie ekspertów. Po sporach wokół Sądu Najwyższego chyba nikogo już nie dziwi, że eksperci przedstawiają wykluczające się interpretacje.
 
Waga głosu
Najłatwiej byłoby napisać o upadku naszej klasy politycznej: o rządzących (i opozycji), którzy nie mają honoru, a dla osiągnięcia celu, czyli zdobycia władzy, imają się każdego chwytu, w myśl zasady, że cel uświęca środki. Tak oczywiście można powiedzieć, ale ten medal ma jeszcze drugą stronę.
Przywołany wcześniej bp Krzysztof Zadarko powiedział, że „walka wyborcza też podlega ocenie etycznej”. I taką ocenę powinien wystawić każdy z wyborców. Okazja trafia się właśnie przy okazji wyborów. To wtedy mamy szansę powiedzieć „nie” kampaniom wyborczym bazującym na najniższych instynktach, obrażających innych ludzi, zarówno Polaków, jak i obcokrajowców. To wtedy mamy okazję „podziękować” tym, którzy mimo ciążących na nich poważnych zarzutach nadal chcą być na świeczniku. To nic, że obniżają przez to standardy życia publicznego, dając zły przykład innym. No bo skoro prawem nie musi czuć się związany wójt, burmistrz czy prezydent, to dlaczego ma się nim przejmować zwykły Kowalski?
To w naszym wspólnym interesie. Pierwsza okazja już w drugiej turze wyborów samorządowych. Kolejne – w przyszłym i następnym roku.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki