Logo Przewdonik Katolicki

Imigracja kontrolowana

Piotr Wójcik
fot. Wojtek Laski /East News

Trudno uznać obecną imigrację zarobkową do Polski za zagrożenie dla naszego kraju. Jest ona raczej ratunkiem dla firm, którym trudno jest znaleźć chętnych na oferowane przez nich miejsca pracy.

Widać to szczególnie w największych ośrodkach, jednak coraz częściej także w miastach średniej wielkości. Za sprawą zwiększającej się z każdym miesiącem liczby imigrantów pracujących w Polsce, niemal codziennie natykamy się na przedstawicieli innych narodów i kultur. Polska stała się w ostatnim czasie dosyć popularnym celem imigracji zarobkowej i to nie tylko wśród obywateli krajów zza naszej wschodniej granicy. W sumie to dosyć miła odmiana po wielu latach, w których znad Wisły się głównie wyjeżdżało. Nie wszystkim się jednak ona podoba – według części Polaków nasilona imigracja wiąże się z wieloma problemami kulturowymi i ekonomicznymi. Niekontrolowany napływ osób z innych krajów potencjalnie mógłby być niebezpieczny, jednak obecnie nie mamy z czymś takim do czynienia.
 
Z papierami do konsulatu
Trzeba pamiętać, że do Polski nie można ot tak sobie przyjechać i się zatrudnić. Należy najpierw legalnie się tutaj dostać, a także zalegalizować podjęcie pracy, czyli uzyskać zezwolenie na pobyt lub otrzymać wizę pracowniczą. Zezwolenie na pobyt wydawane jest na określony czas lub, rzadziej, na stałe. Na podstawie wizy można przebywać w Polsce jedynie 90 dni. Oprócz tego taka osoba musi jeszcze otrzymać pozwolenie na pracę.
W przypadkach niektórych narodów procedura wygląda prościej. Na przykład Ukraińcy mogą wjechać do Polski według procedury bezwizowej – jednak muszą wtedy okazać paszport biometryczny. Dodatkowo pracownicy z Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji oraz Ukrainy zamiast pozwolenia na pracę, mogą zalegalizować zatrudnienie na podstawie oświadczenia, które musi złożyć ich pracodawca. Uproszczoną procedurę można jednak stosować jedynie wobec pracowników zatrudnianych na krótki okres. Osoba, która wjechała w ramach procedury bezwizowej, może przebywać w Polsce jedynie 90 dni, a pracownik na mocy oświadczenia może pracować w Polsce tylko 6 miesięcy. Kolejne zatrudnienie na tej zasadzie może podjąć dopiero za pół roku.
Jak widać, imigracja zarobkowa do Polski jest kontrolowana. Wiąże się ona z procedurą biurokratyczną, w którą są zaangażowane polskie instytucje. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawia co pół roku raporty dotyczące liczby wydanych pozwoleń na pracę. W pierwszym półroczu tego roku wydano ich 139 tys., a w całym ubiegłym 236 tys. Prawdopodobnie więc w tym roku przebijemy pod tym względem rok 2017, który do tej pory był rekordowy. W 2016 r. wydano dwa razy mniej pozwoleń na pracę, a w 2015 aż cztery razy mniej. Należy jednak pamiętać, że nie można tych liczb po prostu zsumować, gdyż wielu pracownikom pozwolenia w międzyczasie się kończą i wracają do domów, ale na ich miejsce przyjeżdżają następni.
 
Z Nepalu do Polski
Skala aktualnej imigracji na podstawie pozwoleń na pobyt jest przedstawiana na rządowym portalu Migracje.gov.pl. Jest on aktualizowany na bieżąco. Obecnie w Polsce pozwolenie na pobyt ma 364 tys. osób z zagranicy. Jednak aż 197 tys. z nich ma jedynie pozwolenie czasowe. Kolejne 72 tys. to obywatele krajów Unii Europejskiej, którzy zarejestrowali swój pobyt w Polsce. Oczywiście dane te nie zawierają liczby osób, które wjechały do Polski na podstawie wizy oraz w ramach procedury bezwizowej (dotyczy ona przede wszystkim Ukraińców), jednak taka imigracja ma bardzo krótkoterminowy charakter – jest wykorzystywana często w pracach sezonowych, które w większości właśnie się kończą. Wśród tych 364 tys. obcokrajowców, którzy mają pozwolenie na pobyt w Polsce, zdecydowanie przeważają obywatele Ukrainy (jest ich 173 tys.). Kolejni są Niemcy (21 tys.) oraz Białorusini (19 tys.). Pozwolenie na pobyt ma też 12,5 tys. obywateli Wietnamu, jednak to narodowość, która zdążyła się już wkomponować w polskie społeczeństwo.
W ostatnim czasie pojawia się też coraz więcej obywateli krajów z polskiego punktu widzenia bardziej egzotycznych. Obecnie w Polsce na mocy pozwolenia przebywa po 9 tys. obywateli Chin i Indii oraz po 1,5 tys. Pakistańczyków i Nepalczyków. Szczególnie liczba pracowników z Nepalu może w nadchodzącym czasie wyraźnie wzrosnąć, gdyż są oni wśród tych narodów, które najczęściej otrzymują pozwolenie na pracę w bieżącym roku. Mimo wszystko wciąż zdecydowana większość imigrantów to obywatele krajów Europy – w pierwszej dziesiątce narodowości mających pozwolenie na pobyt nad Wisłą siedem to narody europejskie, spośród których cztery należą do UE.
 
Imigranci to nie konkurenci
Imigranci wciąż najczęściej trafiają do największych polskich miast, choć oczywiście coraz częściej można ich także spotkać w miastach średnich. Wśród najchętniej wybieranych przez imigrantów regionów przodują więc województwa najbardziej rozwinięte, których stolicami są wiodące polskie metropolie. Wojewoda mazowiecki wydał 114 tys. aktualnie ważnych pozwoleń na pobyt – oczywiście zdecydowana większość to migranci, którzy przybyli do Warszawy. W Małopolsce przebywa obecnie 35 tys. obcokrajowców z pozwoleniem pobytu, w Dolnośląskim 31 tys., a w Wielkopolskim 27 tys. Stosunkowo wielu obcokrajowców przebywa obecnie również na Śląsku oraz w Zachodniopomorskim. Natomiast zdecydowanie najmniej w Podkarpackim, Warmińsko-Mazurskim oraz Świętokrzyskim – po kilka tysięcy.
Dlaczego polskie przedsiębiorstwa sprowadzają pracowników z zagranicy? Przede wszystkim z powodu braku chętnych na niektóre wakaty. Wraz z rozwojem Polski, wzrostem płac oraz rekordowo niskim bezrobociem pojawiła się grupa zawodów, które niechętnie podejmują Polacy. To przede wszystkim prace proste, dla pracowników niewykwalifikowanych (np. zbieranie owoców, sprzątanie), a także prace fizyczne. Zdecydowanie najczęściej wymienianym powodem zatrudniania obcokrajowca jest brak chętnych pracowników z Polski. Z danych MRPiPS wynika, że jedna trzecia wydanych w tym roku pozwoleń na pracę dotyczyła prac prostych, a kolejna jedna trzecia pracowników przemysłowych; jedna piąta dotyczyła obsługi maszyn, Specjaliści, informatycy czy nawet pracownicy biurowi stanowili jedynie po kilka procent imigrantów zarobkowych w tym roku.
Trudno uznać obecną imigrację zarobkową do Polski za zagrożenie dla naszego kraju. Jest ona raczej ratunkiem dla niektórych firm, którym trudno jest znaleźć chętnych na oferowane przez nich miejsca pracy. Jej skala jest monitorowana przez instytucje publiczne i w zdecydowanej większości opiera się na imigrantach czasowych – czy to na podstawie pozwoleń na pobyt czasowy, czy też wiz, których ważność jest jeszcze krótsza. Tak więc gdy nadejdzie spowolnienie gospodarcze, jej skala w sposób automatyczny się zmniejszy. A obecnie wypada się cieszyć, że stan polskiej gospodarki jest na tyle dobry, że do pracy nad Wisłę opłaca się przyjechać nawet z New Delhi.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki