Logo Przewdonik Katolicki

Największe przemiany dokonują się w dyskrecji

ks. Mirosław Maliński
fot. Michał Dudek

Świętość „od zaraz” to marzenie niejednej osoby. Bez szczerego poznania siebie i Boga, bez wysiłku, bez wspólnoty. I w sposób widowiskowy. Dobrze zatem wrócić do starych zasad życia duchowego. Poprowadzą nas w tym Ćwiczenia ignacjańskie.

W procesie
Nasz rozwój duchowy odbywa się w harmonii z całym naszym rozwojem biologicznym, intelektualnym, psychicznym, emocjonalnym itd. A rozwój ten to proces. Byłoby szaleństwem oczekiwać, że po jednej nocy w łóżeczku, do którego włożyliśmy niemowlę, znajdziemy dorosłego człowieka. To niemożliwe, aby po jednej lekcji matematyki dzieci świetnie rozumiały rachunek różniczkowy i rozwiązywały całki. Wszystko potrzebuje czasu. Wszystko odbywa się w procesie. Pojawiają się jednak coraz częstsze oczekiwania, aby jedna „mocna” modlitwa rozwiązywała nagromadzone przez lata problemy i uwalniała od brzemienia. Owszem, cuda się zdarzają, ale jednak bardzo rzadko. Dlaczego rzadko? Bo Bóg tak chce. Najwyraźniej Bóg nie tylko szanuje proces, ale wręcz lubi, aby nasz rozwój odbywał się na drodze procesu.
Rekolekcje ignacjańskie to długi i spokojny proces, a jego tempo jest dostosowane do indywidualnych możliwości każdego uczestnika. Rozpisane na cztery tygodnie intensywne ćwiczenia duchowe mogą być (a nawet dobrze jeśli są) powtarzane z rocznymi przerwami. Św. Ignacy świetnie rozumie, jak wygląda nasza natura i jak wiele czasu potrzebujemy na choćby niewielkie zmiany, jeśli tylko chcemy, aby miały one jakieś znamię trwałości. Mój spowiednik mawiał, że najtrudniejszą górą do ruszenia jest własny tyłek. I na to trzeba czasu i cierpliwości. Podobnie jak na każdą terapię. Jeśli terapeuta chce załatwić wszystko na jednym spotkaniu, jest człowiekiem podejrzanym. Tyle że w tym przypadku terapeutą jest przecież sam Bóg – odzywają się głosy. I owszem, ale pacjentem jest dalej człowiek i sam Bóg uznaje, iż postępowanie z człowiekiem przynosi najlepsze rezultaty, gdy przebiega w długotrwałym procesie. Być może właśnie z tego powodu, tak rzadko ucieka się do cudów. To takie proste.

W spotkaniu ze sobą i Bogiem
W życiu duchowym najczęściej wszystko zaczyna się od zwykłego spotkania z samym sobą, od elementarnego poznania swego wnętrza, także jego ciemnych stron. Odkrycie własnej bezsilności wobec tego, co jest grzeszną stroną naszego istnienia, prowadzi nas do otwarcia się na siłę, która jest większa od każdego z nas, siłę która nas kocha i jest po naszej stronie. To właśnie sam Bóg staje się największym sprzymierzeńcem w robieniu porządków wewnętrznych. Później zaczyna się krok za krokiem budowanie głębszej więzi z Bogiem. I w zasadzie o tę więź chodzi. My, ludzie, na zbudowanie przyjaźni, braterstwa, a nawet jakieś życzliwej znajomości potrzebujemy czasu. Każdy nasz związek ma swoją dynamikę rozwoju. Zaufania nie da się zbudować w jeden wieczór. Taki po prostu jest człowiek i Ćwiczenia ignacjańskie w pełni współbrzmią z tą naszą ludzką naturą.

We współpracy
Zauważyłem, że w owych oczekiwaniach na cudowne rozwiązania problemów kryje się pragnienie, a niekiedy wręcz żądanie, aby właśnie Bóg tego dokonał. „To nie ja, to nie moim wysiłkiem, tylko Pan tego dokonał” – słyszę często w różnych świadectwach. „Ja nic nie zrobiłem, tylko poddałem się Panu”. Śledząc nagromadzoną literaturę z zakresu duchowości, wyraźnie można dostrzec, że najzwyklejszą i najczęstszą drogą rozwoju duchowego jest współpraca człowieka z Bożą łaską. Nikt nie oczekuje od nowicjusza w zakonie, aby na drodze cudu stał się pełnym zrozumienia dla reguły swego zakonu mnichem, ale z pewnością jest oczekiwanie, że wejdzie on na drogę współpracy z łaską. Ewidentnie Bóg lubi współdziałanie, współpracę. Podobnie jak Churchill wyraził to w przemówieniu w izbie gmin, gdy obejmował tekę premiera, również Bóg mógłby nam powiedzieć wprost: „Mogę wam obiecać tylko krew, znój i pot. ( …) Mamy przed sobą wiele miesięcy walki i cierpienia…”. Trzeba nam przyjąć, że droga rozwoju duchowego to ciężka praca, wysiłek, a niekiedy nawet walka. Wydaje się jasne i oczywiste. Ćwiczenia duchowe opierają się na decyzji uczestnika, by na Bożą łaskę odpowiedzieć przez osobisty wysiłek.

W dialogu
Nasz rozwój duchowy potrzebuje dialogu i obecności drugiego człowieka. Potrzebujemy towarzyszenia kogoś, kto jest o dwa kroki przed nami i dalej podąża tą samą drogą. Chodzi tu o bardzo ludzkie, braterskie towarzyszenie o charakterze duchowym, oczywiście z uwzględnieniem wszystkich osiągnięć naukowych z zakresu psychologii, ale bez zbędnego psychologizowania. I przyznam, że właśnie ta harmonia między sferą psychiczną i teologiczną może najbardziej zachwycać w drodze rozwoju duchowego opartego na rekolekcjach ignacjańskich.
Co więcej, mimo że jest to droga dość indywidualna, to jednak odbywa się we wspólnocie. Najczęściej rekolekcje ignacjańskie przeżywane są w grupach. I choć nie ma tam spotkań integracyjnych, a nawet grupek dzielenia, to jest wspólnota zbudowana na ciszy, modlitwie i wspólnym czasie pracy duchowej.
Z dyskrecją i prostotą
Sam rozwój duchowy, jak i Ćwiczenia ignacjańskie nie mają w sobie niczego z działań spektakularnych i widowiskowych. „To, co najważniejsze, niewidoczne jest dla oczu” – jak uczy Mały Książę. Nie muszą temu towarzyszyć spektakularne omdlenia ani wielkie uzdrowienia, czy też potężne świadectwa. Ważna zaś jest cisza, skupienie, prostota i głębia. Największe i trwale przemiany dokonują się w dyskrecji, a nawet tajemnicy. Rekolekcje ignacjańskie są dyskretne jak Zmartwychwstanie – samego faktu nikt nie widział, ale jego skutki pozostają na zawsze. I to, co się dzieje w czasie Ćwiczeń, dzieje się w ukryciu, ale nowy człowiek, który z nich się wychodzi, staje się jeszcze bardziej dyskretnym dowodem owocnej współpracy człowieka z łaską Bożą.
----

REKOLEKCJE IGNACJAŃSKIE
„Jak przechadzanie się, chodzenie i bieganie – to ćwiczenia cielesne, tak ćwiczenia duchowne to przygotowywanie i usposobienie duszy po to, żeby się pozbyć nieuporządkowanych przywiązań, a gdy się ich już pozbędziemy, żeby szukać woli Bożej i odnajdywać ją w ułożeniu własnego życia tak, by zbawić duszę” – pisze we wstępie do Ćwiczeń duchowych ich autor, św. Ignacy Loyola (1491–1556). Od jego imienia ta forma rekolekcji nazywana jest także ignacjańskimi.
Rekolekcje te to propozycja dla wszystkich. Co ciekawe, większość z korzystających to osoby świeckie. Ich celem jest poznanie Boga i wejście z Nim w bliską relację przez rozważanie słowa Bożego. Nacisk kładzie się też na poznanie siebie. „Do poznania Boga potrzebne jest poznanie siebie. I na odwrót: poznanie siebie prowadzi do poznania Boga” – piszą jezuici na www.rekolekcje-jezuici.pl/, gdzie można zapisać się na rekolekcje prowadzone m.in. w Czechowicach-Dziedzicach, Częstochowie, Gdyni, Kaliszu, Warszawie-Falenicy, Zakopanem.
Ćwiczenia składają się z kilku etapów. Pierwszym jest trwający pięć dni Fundament, który ma za zadanie wprowadzić w medytację słowa Bożego i wyciszenie. Kolejne cztery to tzw. „Tygodnie” – każdy z nich trwa po 8 dni. Zaleca się, by między poszczególnymi etapami była przerwa (np. rok, dwa). Etapy można powtarzać, celem nie jest ich zaliczanie, ale pogłębienie kontaktu z Bogiem.
Każdego dnia uczestnicy kilkukrotnie rozważają Pismo Święte. Rekolekcje odbywają w całkowitym milczeniu. Uczestnikom towarzyszą jednak inne osoby, które same wcześniej przeszły wszystkie etapy Ćwiczeń. Raz dziennie uczestnik rozmawia z taką osobą (księdzem, siostrą zakonną, osobą świecką) o tym, co przeżywa w czasie rekolekcji.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki