Logo Przewdonik Katolicki

Maryja jakby niefatimska

Agnieszka Pioch-Sławomirska

Majówka. Słońce, jezioro, alejki pełne spacerowiczów.

Dwoje dzieci leży na trawie – na brzuchu, twarzą w dół. Ręce rozpostarte pod kątem prostym w stosunku do tułowia. „Patrz, krzyżem leżą, pokutę odprawiają” – śmieje się do swej towarzyszki przechodząca obok sympatyczna starsza pani.
Nie pokutowali, choć to i owo za uszami mają. Zwyczajnie wygłupiali się, tarzając po trawie niczym zwierzaki wypuszczone z klatki. Po majówkowym wypadzie zostały wspomnienia – i to dźwięczące w głowie pytanie. O dzieci i pokutę, o to spotkanie dwóch światów. Czy możliwe było tylko sto lat temu w Fatimie?
Kilkadziesiąt lat po objawieniach, w 1943 r. siostra Łucja pisała do kierownika duchowego: „(…) Bóg pragnie aby duszom wyjaśnić, że prawdziwa pokuta, której On obecnie żąda, to przede wszystkim ofiara z wypełniania naszych religijnych i codziennych obowiązków (…) wielu ludzi uznając pokutę jako akty nadzwyczaj surowe nie czuje się na siłach do podejmowania ich – co prowadzi do zniechęcenia i trwania w obojętności i grzechu”. Aktualne także w roku 2018.
Przeglądam katalog wystawy „Niewiasta obleczona w słońce. Fatima 1917–2017” otwartej 6 maja w galerii Krużganek Katolickiego Centrum Kultury Dobre Miejsce w Warszawie. Wielu artystów, różne techniki i motywy. Najbardziej uwagę przyciągają te mniej oczywiste. Na obrazie Zawsze odmawiajcie różaniec Tomasza Rzeszutka Maryja zupełnie niefatimska. Podoba mi się, bo jest niesłodka. Na wzniesionej ręce ma zawieszony różaniec. Palec wskazujący uniesiony w geście pouczenia, jakby mówiła: pamiętajcie, to jest ważne. Spojrzenie skierowane w dół, na dzieci. A one też jakieś inne. Fatimskie – albo jakiekolwiek inne. Nie wpatrują się nabożnie w Panią, ale stoją uczepione jej nóg, dotykają Jej szaty, wtulają się w nią. Są blisko.
Inny majowy słoneczny dzień. Niedziela, Msza św. pierwszokomunijna: dzieci w białych albach, elegancko ubrani goście. Okolicznościowe torebki z pamiątkami i upominkami. Najczęściej białe, a na wielu z nich winogrona, kielich i hostia. Ktoś trzyma w ręku bukiet białych kwiatków, z którego wystaje… hostia na druciku. Intryguje mnie, co skrywają torebki ze znakami chleba i wina, które stają się Ciałem i Krwią. Czy zawsze jest to coś, coś, pod czym Jezus chciałby się „podpisać”? Co „firmujemy” Jego znakiem? Do jakich życiowych spraw Go dokładamy, w jakie rejony naszego świata Go wpuszczamy? Jezus i kwiaty? Jezus i książki? Jezus i pieniądze?
Jezus na rowerze. Jezus słuchający radia. Siedzący na drzewie. Grający w orkiestrze – taki jest na obrazach Tomasza Rzeszutka z malowanego od lat cyklu „Mój Jezus”. „Chciałem, żeby mój Jezus zszedł z ołtarzy, z tronu, bo przecież On jest kimś bliskim, kawałkiem naszego serca, towarzyszy nam w codziennych troskach, radościach, upadkach” – mówił artysta w Radiu Szczecin. Jest i Jezus alkoholików. Bo nawet kiedy odwracamy się od Niego i robimy rzeczy bardzo złe, On ciągle chce nam dać szansę – jak mówi Rzeszutek.
Blisko. To i pokuta nie będzie heroizmem, a potrzebą serca.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki