Logo Przewdonik Katolicki

Sprawiedliwość, historia i zemsta

Michał Szułdrzyński
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ . Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.

Muszę przyznać, że decyzja prezydenta Andrzeja Dudy o tym, by zawetować ustawę degradującą komunistycznych wojskowych, którzy źle zapisali się na kartach historii, wzbudziła mój szacunek.

I to nie dlatego, że uważam, że powinniśmy czcić zbrodniarzy w mundurach, bo oczywiście nie powinniśmy, ale dlatego, że podjął decyzję, która nie przysporzy mu popularności ani po prawej, ani po lewej stronie. Przecież naiwnością byłoby sądzić, że postkomuniści gremialnie zaczną popierać nielubianego przez nich Dudę, tylko dlatego, że zawetował jedną ustawę. A z drugiej strony naraził się na krytykę ze strony radykalnego skrzydła Prawa i Sprawiedliwości.
Mimo to prezydent zdecydował się ustawę odrzucić. W imię czego? No właśnie, tu dochodzimy do najciekawszego punktu całej sprawy. Bo Andrzej Duda, zaprzysięgły antykomunista, człowiek, który sporo uwagi poświęca polityce historycznej i polityce pamięci przecież nie zapałał nagle wielką miłością do komunistycznych generałów. Nie, on przeanalizował nowe prawo i stwierdził, że jest bardzo niedoskonałe. Jednym z argumentów, które przytoczył, jest brak procedury odwoławczej dla członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, którzy nie mogą się odwołać od decyzji o odebraniu im stopni wojskowych i na przykład przedstawić dokumenty pokazujące, że np. do WRON zapisano ich siłą, lub że nigdy nie sprzeniewierzyli się godności munduru wojskowego. Stwierdził też, że w gorszej sytuacji są ci, którzy bezpotomnie zmarli, ponieważ oni również nie mają jak się odwołać od decyzji o degradacji. W przypadku, tych, którzy mają np. dzieci – to one mogą przed sądem bronić czci rodziców, o bezpotomnych nie upomni się nikt.
Niezwykle symptomatyczna była krytyka, która spotkała prezydenta ze strony prof. Krystyny Pawłowicz. Porównała ona ustawę degradacyjna do procesów norymberskich, w których sądzono nazistów. „Dlaczego hitlerowskich zbrodniarzy można było surowo sprawiedliwie ukarać, a komunistycznych chronić mają nadzwyczajne procedury, którymi gardzili?” – pyta posłanka Pawłowicz. I trafia w sedno. Komuniści owszem gardzili procedurami prawnymi i dlatego ich reżim był totalitaryzmem, w którym prawa i wolności jednostki były nieustannie deptane. Jeśli chcemy być od komunistów lepsi, powinniśmy każdemu dać prawo do obrony swojego dobrego imienia. Nasza wyższość nad nimi polega właśnie na tym, że my chcemy bronić zachodnich standardów. Ale nie wszystkim to jest w smak. Z wypowiedzi Pawłowicz wynika bowiem, że dla zbrodniarzy nie powinno być tych standardów. Tyle tylko, że odmawiając im tego prawa... stajemy się tacy sami jak oni. Pytanie, czy dziś ustawa degradacyjna ma być aktem dziejowej sprawiedliwości, czy też zwykłą polityczną zemstą. A to niezwykle istotna różnica.
I właśnie tę różnicę dostrzegł prezydent Andrzej Duda. I nie chciał się zgodzić, by degradacja komunistycznych generałów była odwetem, lecz by zachowała standardy, które nas różnią od tamtych ludzi. Jakkolwiek trudno byłoby to przyjąć zaprzysięgłym antykomunistom, to prezydent stanął po stronie prawdy i wartości, a nie ci, którzy tak wadliwą ustawę przyjęli lub ci, którzy go dziś krytykują.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Sławomir Antczak
    05.04.2018 r., godz. 21:32

    Dla mnie ważniejsze od ocen i stopni nadawanych przez człowieka jest Sąd Ostateczny... Niech Bóg nas rozliczy.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki