Dziennikarstwo niewygodnych pytań

W ostatnich dniach lutego pod Bratysławą znaleziono w domku dwa ciała. Od strzałów w klatkę piersiową zginął 27-letni dziennikarz Jan Kuciak, a jego narzeczoną zabito strzałem w głowę.
Czyta się kilka minut
 fot. Magdalena Książek
fot. Magdalena Książek

Kuciak nie był gwiazdą słowackich mediów. Ale w ramach swych dziennikarskich śledztw szedł coraz dalej w tropieniu wpływów kalabryjskiej mafii na słowacką politykę. W tekście, którego nie zdążył opublikować, opisywał związki włoskich mafiosów, m.in. z 30-letnią asystentką premiera Fico.
Co jakiś czas słyszymy tezy o tym, że media się już skończyły, że dziennikarstwo nie ma już sensu, że dzięki serwisom społecznościowym nie będziemy już potrzebować dziennikarzy. Ale kolejne już w ostatnich miesiącach zabójstwo dziennikarza w Europie pokazuje, że jednak ich praca jest ważna. Jeśliby nie była, wpływowi ludzie nie kazaliby ich zabić. W październiku na Malcie zamordowano Daphne Galizię, dziennikarkę śledczą, która – podobnie jak Kuciak – tropiła związki premiera z grupami przestępczymi.
Przyzwyczailiśmy się, że dziennikarze giną w krajach, które są na bakier z demokracją. By nie mogli napisać, co wiedzą, zabija się dziennikarzy np. w Meksyku. Ginęli w Rosji czy na Ukrainie, na długie miesiące w więzieniach lądują na Białorusi czy w Turcji. Możni tego świata w krajach, w których granica między polityką a biznesem jest niezwykle cienka, wolą zaryzykować mord na dziennikarzu, niżby zbyt dużo osób miało się dowiedzieć, jak tak naprawdę wygląda rzeczywistość.
Ale w Unii Europejskiej? Na Słowacji czy Malcie? To jednak spory szok, że w krajach, które Unia Europejska nie podejrzewa o bycie na bakier z demokracją, śmierć spotyka dziennikarzy, którzy węszą wokół władzy. Tym bardziej że wiele osób naprawdę uwierzyło w wizję końca świata mediów. Powiedzmy sobie szczerze – dziennikarstwo obywatelskie, którego rozkwit wróżono dziesięć lat temu, wcale nie zastąpiło tego tradycyjnego. Dziennikarze obywatelscy raczej nie odkrywają wielkich skandali, ale też nie giną od kul zamachowców. Później przyszła wiara w to, że tradycyjne media zostaną zastąpione przez te społecznościowe. Dziś okazuje się raczej, że Twitter i Facebook same stają się problemami, że stają się świetnym narzędziem do siania politycznej propagandy, nie zastąpiły zaś dotychczasowych mediów.
Owszem, zmienia się technologia, zmienia się forma, ale sens dziennikarstwa pozostaje ten sam: wiedzieć więcej i dzielić się zdobytymi informacjami. I nie chodzi tu wyłącznie o dziennikarzy śledczych – dziennikarze polityczni – w odróżnieniu od blogerów i użytkowników Facebooka czy Twittera mają możliwość rozmawiać z politykami i naprawdę wiedzą sporo o kulisach najważniejszych wydarzeń. Dziennikarze specjalistyczni gromadzą wiedzę o gospodarce, szkolnictwie, medycynie, wojsku – nie po to, by trzymać ją dla siebie, ale by dzielić się nią z odbiorcami i w ten sposób tłumaczyć im zawiłości świata. Nie, dziennikarze nie są świętymi krowami. Ale w imieniu reszty zabieganego społeczeństwa stawiają trudne pytania. I jak dotąd nie wymyślono lepszego mechanizmu kontroli władzy niż właśnie media.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2018