Logo Przewdonik Katolicki

Selfie z miejsca zbrodni

Natalia Budzyńska

Jest ich całe mnóstwo. Nie do wiary jak ludzie lubią fotografować się na tle miejsca upamiętniającego śmierć milionów ofiar. Ze zdjęć widać, że czują się w tej sytuacji bardzo przyjemnie.

„Świetna fota”
Selfie w przestrzeni pomnika pomordowanych w II wojnie Żydów to rzecz niemal obowiązkowa dla wielu turystów. Po opublikowaniu zdjęcia można przeczytać komentarze. „Cudownie wyglądasz”, „Świetna fota”, „Genialne ujęcie” czy „Śliczna sukienka”. Są jeszcze takie wspominające wspólnie spędzony czas w tym miejscu. Oczywiście przeważnie było wesoło i nigdy nikt nie wspomniał o jakiejś dysharmonii między słowami „super” a „pomordowani”.
To oczywiście nie stało się nagle. Oburzenie spowodowane tym zjawiskiem osiągnęło apogeum dwa lata temu, gdy gazety opublikowały selfie pewnej nastolatki z Alabamy. Breanna Mitchell, która zwiedzała Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, zrobiła sobie uśmiechnięte zdjęcie na tle obozowych budynków i umieściła je na Twitterze. Skala oburzenia zaskoczyła ją. Tłumaczyła się potem, że interesuje się historią i Holocaustem, a zdjęcie zrobiła sobie dla upamiętnienia swojego ojca, który dużo jej na te tematy opowiadał. Tłumaczenie mętne, a skala fotografowania się w miejscach zagłady jest coraz większa. Do zdjęć pozują najczęściej nastolatki jeżdżące na obowiązkowe szkolne wycieczki, ale znajdziemy też sporo zdjęć par trzydziestolatków. Nie tylko się uśmiechają, czasem pokazują język, stroją miny, robią tzw. dzióbki.
Od dwóch lat mówi się o trendzie na „czarną turystykę” („dark tourism”), w ramach której obowiązkowe jest sfotografowanie się w miejscu masowych zbrodni. Obojętnie czy to będzie teren byłego obozu koncentracyjnego czy Grand Zero. Czy można zakazać robienia zdjęć w takich miejscach? Takie pytanie zadawano sobie dwa lata temu, gdy selfie Breanny obiegło cały świat. Niektórzy mówili, że może to taki znak czasów. Kiedyś wspomnienia z odwiedzanych miejsc spisywano w dziennikach czy pamiętnikach, potem zdjęcia wklejano do albumów, które mógł zobaczyć wąski krąg najbliższych. Dzisiaj, dzięki smartfonom i kijom, na których można je umieścić, selfie stało się znakiem współczesnych obyczajów. A internet umożliwia pokazanie zdjęcia milionom osób. Ale znaczenie jest wciąż to samo: zobaczcie, gdzie byłem.
 
Z przyjaciółmi w Auschwitz
Mniej więcej w tym samym czasie co nastolatka z Alabamy była w Auschwitz z wycieczką inna dziewczyna, tym razem z Izraela. Zwróciła uwagę na znajomych chętnie pozujących do zdjęć na tle krematoriów i bramy z napisem „Arbeit macht frei”. Potem zauważyła, że w internecie roi się od fotografii z tych miejsc. Założyła więc stronę na Facebooku, którą nazwała „With My Besties in Auschwitz”, czyli „Z najlepszymi przyjaciółmi w Auschwitz”. Zbierała i publikowała takie fotografie z sieci i dopisywała do nich komentarze obnażające ich niestosowność. Na przykład: „Nawet w takim miejscu wyglądam pięknie”. Dziewczyna, której nazwiska nie ujawniono, powiedziała „New Yorkerowi”, że w sieci mogła znaleźć nieskończoną ilość takich fotografii. Zaczęła je po prostu gromadzić w jednym miejscu, żeby zwrócić uwagę na to zjawisko. Facebook ze swoim zasięgiem nadawał się do tego idealnie. Rzeczywiście selfie z obozów koncentracyjnych w takiej masie robiły wrażenie wstrząsające. Czy to coś dało? Facebook bardzo szybko stronę usunął, ale z izraelską nastolatką zdążyło zgodzić się 12 tys. osób.
Wystarczy jednak przejrzeć Instagram i podpisy pod zdjęciami. Zamieszcza się tam tzw. hasztagi, za pomocą których krótko opisuje się fotografię i samopoczucie z nią związane. I szybko znajduję: uśmiechnięta nastolatka i hasztagi: juden, cyklon B, Treblinka, feelgood. To właśnie w hasztagach dwa lata temu jakiś pomysłowy nastolatek napisał: instacaust. i yolocaust. W tym pierwszym przypadku to zbitka słów Instagram i Holocaust, w tym drugim Yolo oznacza popularny skrót od zdania „You only live once”, czyli „raz się żyje”, który używa się, gdy zrobi się coś głupiego. Ale co tam, żyje się tylko raz, jest głupkowato, ale grunt, że dobrze się bawimy. Bo dlaczego nie?
 
Nigdy dość
Shahak Shapira nie był więc pierwszy, ale wybrał w swoim proteście metodę chyba najbardziej szokującą. Na stworzonej przez siebie stronie yolocaust.de umieścił prezentowane w internecie selfie z terenu berlińskiego pomnika Pomordowanych Żydów Europy. Kiedy najechać na dane zdjęcie myszką, zmienia się radykalnie jego tło. Główny bohater – robiąca „dzióbek” dziewczyna, żonglujący różowymi piłeczkami młody mężczyzna, czy przytulająca się roześmiana para – zostaje, ale w tle ma autentyczne kadry z obozów zagłady. Wrażenie jest piorunujące. Izraelczyk tłumaczy, że chciał w ten sposób uzmysłowić tysiącom ludzi, którzy nie widzą nic niestosownego w tym, że „świetnie się bawią” w miejscu, które dla wielu jest pamiątką zagłady milionów ludzi. To symbol nagrobków 6 milionów Żydów – mówi Shahak Shapira. Nie chce oceniać czy stygmatyzować, ale wywołać dyskusję na temat postrzegania miejsc pamięci we współczesnej kulturze. Przypomnijmy, że zaledwie pół roku temu popularna gra Pokemon-Go zaprowadziła graczy na teren byłych obozów koncentracyjnych do Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, każąc im tam szukać i kolekcjonować wirtualne stwory. Wpatrzeni w swoje telefony młodzi ludzie bezrefleksyjnie bawili się w miejscach, w których groza wywołuje gęsią skórkę.
Shapira rzeczywiście wywołał dyskusję. BBC zapytało twórcę pomnika (tworzy go 2711 różnej wysokości betonowych stel, symbolizujących strony Talmudu, ustawionych w równoległych szeregach), Petera Eidenmana, co o sądzi o akcji Shapira. Nowojorski architekt w zachowaniu tych ludzi nie widzi nic złego. – Ludzie skakali po tych filarach od początku. Opalali się na nich, jedli tam lunch i myślę, że to nic złego – powiedział, dodając, że to miejsce spotkań, po którym biegają dzieci. – Pomnik jest zjawiskiem codzienności, a nie miejscem świętym – zaznaczył. Oczywiście to dotyczy tylko pomnika berlińskiego, bo sytuacja zmienia się diametralnie, jeśli chodzi o tereny byłych obozów koncentracyjnych. W ziemi pod pomnikiem nie leżą trupy. – Moim zamierzeniem było umożliwienie ludziom z różnych pokoleń zmierzenie się na swój własny sposób z przebywaniem w tym miejscu. Jeśli chcą to robić w ten sposób, to nie mam nic przeciwko – powiedział Eidenman. Według niego umieszczanie kadrów z Holokaustu w tle selfie to przesada.
Na portalu yolocaust.de zdjęć jest coraz mniej. Każdy, kto rozpozna się na fotografii może napisać do Shapira mejla i zdjęcie zostanie usunięte. Ale czy to coś da? Dla mnie to kolejny dowód na to, że nigdy dość mówienia na ten temat.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki