Premier inkwizytor?

Premier Mateusz Morawiecki w pierwszym wywiadzie po nominacji powiedział w Telewizji Trwam: „Chcemy przekształcać Europę, chcemy ją z powrotem – takie moje marzenie – rechrystianizować, bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea”.
Czyta się kilka minut
FOT. MAGDALENA KSIĄŻEK. Tomasz Królak wiceprezes KAI.
FOT. MAGDALENA KSIĄŻEK. Tomasz Królak wiceprezes KAI.

Zgadzam się, że Europa przezywa kryzys, ale tych słów nie przyjąłem z entuzjazmem. Jasne jest, że nasz kontynent tkwi w duchowej i – jako jej konsekwencja – demograficznej zapaści. Myśli coraz bardziej egoistycznie, nie potrafi zdefiniować wartości, na których chcę oprzeć swój obecny i przyszły byt. A jeśli już europejscy politycy próbują je określać, to wypowiadają ciąg okrągłych, politycznie poprawnych deklaracji, bez odwołań do historii dawniejszej niż rewolucja francuska.
A jednak wypowiedź Mateusza Morawieckiego nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Czy premier wypowiedział swoje słowa jako osoba prywatna, czy jednak jako szef rządu? Nie, nie ulegam bynajmniej bezrozumnym próbom „prywatyzacji” wiary i nikomu, także politykom, którzy są katolikami, nie odmawiam prawa do tego, by się do swej wiary publicznie przyznawali. Jednakże czym innym jest prosta deklaracja: tak, wierzę; czym innym zaś zapowiedź o charakterze stricte politycznym i złożona w imieniu rządu („chcemy przekształcać...”). Wszelka ostentacja kłóci się z prawdziwą religijnością. Podobnie jak puszczanie oka do elektoratu za pomocą religijnych deklaracji. Chciałbym wierzyć, że nie mieliśmy tu do czynienia z żadną z tych okoliczności.
Słowa premiera odebrane dosłownie budzą jednak moje zakłopotanie. Nie za bardzo rozumiem, jak można po Soborze Watykańskim II chcieć wykorzystać instrumentarium polityczne czy administracyjne do kształtowania postaw wiary, a więc „rechrystianizować” kraj (choćby swój własny, tym bardziej zaś cały kontynent). Ta praca należy przede wszystkim do Kościoła, z papieżem na czele; wierni zaś – także należący do Kościoła politycy – winni czynić wszystko, by swoje rodzinne i zawodowe powołanie wypełniać jako katolicy jak najlepiej. Tylko i aż tyle. Nie byłoby dobrze, gdyby jakiekolwiek rządy zabierały się do chrystianizacji czy rechrystianizacji.
Co powiedziawszy, podkreślić chciałbym, że absolutnie nie zgadzam się z komentarzami, które w prześmiewczy sposób usiłowały zdyskredytować wypowiedź premiera. Próby pokazania go jako przywódcy krucjaty, który chce najechać bezbożną Europę, by zaprowadzić w niej chrześcijański ład? Płaskie to i głupawe. Autorzy tych ocen doskonale wiedzą przy tym, że nie taka była intencja mówiącego. Jego wypowiedź – zgoda, niezbyt szczęśliwie sformułowana – odnosiła się jednak do ciężkiej choroby europejskiego ducha, czego chór prześmiewców zupełnie nie zauważył. Zamiast merytorycznej polemiki usłyszeliśmy płaski rechocik w klimacie tramwajowego antyklerykalizmu. W ten sposób autorzy ci dowiedli, że nie są zdolni podjąć rozmowy o tym, co dziś najważniejsze. Ich teksty więcej mówią o nich samych aniżeli o Morawieckim, którego tak bardzo chcieli pogrążyć.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 52/2017