Logo Przewdonik Katolicki

​Cena sztuki

Natalia Budzyńska
fot. JUSTIN LANE PAP EPA

Teoretycznie rynek sztuki większości z nas nie dotyczy, więc nad rekordową ceną, jaką osiągnął w listopadzie obraz Leonarda da Vinci możemy jedynie pokiwać ze zdumieniem głową. I najczęściej zadziwi nas przede wszystkim to, że ktoś takimi sumami obraca.

Dopiero potem być może zastanowimy się, gdzie takie dzieło jak Salvator Mundi nowy właściciel sobie powiesi. Przecież nie na ścianie w sypialni, ani nie w salonie. Ponieważ nabywcy tak drogich dzieł są zwykle anonimowi i często jest tak, że o ich najważniejszych nabytkach wie bardzo wąski krąg najbliższych znajomych. Więc co? Kupują i chowają do sejfu? Może mają taki sekretny pokój, jak bohater filmu Koneser, właściciel domu aukcyjnego, pan Oldman. Wchodził do tego pokoju wypełnionego dziełami sztuki i patrzył na nie, upajając się nimi w samotności. Kto więc mógł kupić Chrystusa Leonarda da Vinci za ponad 450 milionów dolarów? Jakiś rosyjski oligarcha? Ktoś z pierwszej piątki najsłynniejszych kolekcjonerów świata? Pozostają nam spekulacje.

Leonardo w jadalni
Salvator Mundi to jedyny obraz Leonarda da Vinci, który jest w rękach prywatnych, pozostałe kilkanaście znajduje się w galeriach publicznych. Przypuszcza się, że obraz został namalowany przez Leonarda dla króla Francji, Ludwika XII, około roku 1506. Od tego czasu pojawiał się w królewskich kolekcjach, na przykład zanotowano, że przez jakiś czas należał do króla Anglii, Karola I. Potem zaginął i przez ponad sto pięćdziesiąt lat nie wiadomo, co się z nim działo. Od 1900 r. przez ponad pół wieku był w posiadaniu sir Francisa Cooka, który nie miał pojęcia, co posiada. Jego spadkobiercy sprzedali go za 45 funtów. Dopiero w 2005 r., kiedy przechodząc z rąk do rąk, obraz trafił do znawcy malarstwa dawnego i został odnowiony przez nowojorską konserwatorkę, większość ekspertów rozpoznała w nim dzieło Leonarda da Vinci. Niektórzy jednak głośno podważają autorstwo, twierdząc, że obraz został namalowany najprawdopodobniej przez jakiegoś naśladowcę renesansowego mistrza. Mimo to cztery lata temu dzieło zostało wylicytowane na 80 milionów dolarów przez szwajcarskiego marszanda, a potem odsprzedane za 127,5 miliona dolarów rosyjskiemu miliarderowi Dymitrijowi Rybołowlewowi. Listopadowa aukcja trwała niecałe 20 minut – tyle potrzebował anonimowy nabywca, żeby czterokrotnie podbić cenę wywoławczą. Kim jest? Nie wiadomo, licytował jego przedstawiciel przez telefon. Tym samym ta tajemnicza osoba nawet jeśli nie jest jedynym właścicielem dzieła włoskiego mistrza renesansu, to na pewno jest posiadaczem najdroższego dzieła sztuki na świecie.
Z transakcji cieszy się jeden z dwóch największych domów aukcyjnych na świecie, nowojorska siedziba  Christie’s, który z tej licytacji otrzymał około 50 milionów dolarów. Christie’s ma szczęście do rekordów, również w tym domu przebiegała aukcja przedostatniego rekordzisty, czyli Kobiet z Algieru Pabla Picassa. Ten obraz z 1955 r. został sprzedany w 2015 r. za 179 milionów dolarów. Według niepotwierdzonych informacji wyższą sumę osiągnął obraz impresjonisty Paula Gauguina Nafea Faa Ipoipo (czyli: „Kiedy mnie poślubisz?”) zakupiony dwa lata temu przez królewską rodzinę z Kataru za 300 milionów dolarów, a pięć lat temu za obraz Paula Cézanne’a Gracze w karty katarscy nabywcy zapłacili podobno około 260 milionów dolarów.

Pod młotek
Najstarszym domem aukcyjnym jest nie Christie’s, ale Sotheby’s. Działa w Londynie od połowy XVIII w. i początkowo specjalizował się w aukcjach książek i manuskryptów. Pełną parą interes ruszył po I wojnie światowej, a od lat 80. XX w. przedsiębiorstwo nie jest już brytyjskie, a amerykańskie. Działa w 70 miastach na całym świecie, w każdym pracują najlepsi specjaliści, a aukcje odbywają się w Londynie, Nowym Jorku, Hongkongu i Paryżu. Od początku XXI w. w Sotheby’s można licytować online i telefonicznie. Dom aukcyjny Christie’s również powstał w Londynie i to zaledwie 20 lat później niż Sotheby’s, i od początku specjalizował się w dziełach sztuki. Aukcje dzisiaj przeprowadzane są aż w dwunastu miastach świata i to on może pochwalić się najwyższymi przychodami, co oznacza więcej sprzedawanych przedmiotów i duże sumy. W domach aukcyjnych licytuje się także takie przedmioty jak biżuteria, meble, instrumenty czy… alkohol. A kolejne licytacje to nie tylko padające rekordy, ale i skandale, z których handel falsyfikatami to banał, a współpraca z FBI to niemal oczywistość. A kto najczęściej kupuje? Portal „Artnews” co roku publikuje najbardziej wpływowych kolekcjonerów na świecie, od lat niezmienna jest pierwsza piątka. Na pierwszym miejscu plasuje się małżeństwo Arnault. On jest właścicielem francuskiego koncernu produkującego towary luksusowe, w którego skład wchodzą różne firmy m.in. Prada, Bulgari, Louis Vuitton, Christian Dior, Givenchy, Guerlain. Ona jest pianistką. Są właścicielami sporej kolekcji sztuki współczesnej. Drugie na liście jest małżeństwo państwa Black, on jest biznesmenem, ona producentką na Broadwayu. Od niedawna muzeum w Los Angeles pokazuje zbiory trzeciej pary kolekcjonerów, państwa Broad. Są posiadaczami ponad 200 dzieł artystów współczesnych. Pierwszą piątkę uzupełniają pan Chen, założyciel tajwańskiej firmy elektronicznej i państwo Cohen. Przeglądając pozostałych najważniejszych kolekcjonerów z pierwszej dziesiątki natkniemy się na syna greckiego magnata żeglugi, córkę emira Kataru i emerytowanego właściciela kosmetycznej firmy Estée Lauder.

Polskie rekordy
Przy obrotach największych na świecie domów aukcyjnych nasz rodzimy rynek wypada oczywiście blado, a polscy kolekcjonerzy nie lubią chwalić się swoimi nabytkami. Pierwsi ujawnili swoje kolekcje Wojciech Fibak i Krzysztof Musiał, znane są zbiory Grażyny Kulczyk, Jerzego Staraka czy państwa Przyborowskich. Wśród ponad 20 domów aukcyjnych zdecydowanie wybija się DESA Unicum. A rekordy cenowe? Kilka miesięcy temu sprzedano obraz Jana Matejki Zabicie Wapowskiego za prawie 3,7 miliona złotych. Obraz uchodził za zaginiony, odnaleziono go cztery lata temu w Ameryce Południowej, a po powrocie do Polski  można go było oglądać na Wawelu i w Muzeum Śląskim w Katowicach. Wystawiony został na licytację w atmosferze sensacji, cena wywoławcza wynosiła 2,8 miliona złotych. Prawo pierwokupu miały polskie muzea, ale czy to któreś z nich jest nabywcą – nie wiadomo. Być może kiedyś się dowiemy, w każdym razie pewne jest, że to najdrożej sprzedany obraz w historii. Poprzedni rekord należał do Romana Opałki, za jeden z jego tak zwanych obrazów liczonych kolekcjoner zapłacił ponad 2 miliony złotych.
Polacy jednak częściej kupują fotografie, druki, grafiki i rysunki. W domu aukcyjnym DESA w połowie grudnia odbędzie się aukcja pastelu Macierzyństwo Stanisława Wyspiańskiego. Cena wywoławcza wynosi 88 tysięcy złotych, ale znawcy rynku szacują, że może wzrosnąć nawet do 2 milionów złotych. Spekulacje biorą pod uwagę fakt, że niedawno pastel Wyspiańskiego Portret Lizy Pareńskiej zlicytowano na 1,1 miliona złotych, co jest absolutnym rekordem cenowym za pastel.
O co chodzi w kolekcjonerstwie tych najdroższych dzieł? Czy stoi za nim chęć posiadania, czy zamiłowanie do piękna? A może to wyłącznie sprytna inwestycja? Jednak rynek sztuki według specjalistów jest kapryśny i bardzo trudno stwierdzić, ile dany obiekt będzie wart za dekadę. Chociaż trudno sobie wyobrazić, żeby wartość Wyspiańskiego czy Cézanne’a kiedykolwiek spadła…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki