Logo Przewdonik Katolicki

Biżuteria to ciernie i krzyż

Joanna Mazur
FOT. WWW.STGEMMAGALGANI.COM

Do Anioła Stróża mówiła na „ty”, a Szatana nazywała nicponiem. Stygmaty ukrywała nawet przed spowiednikiem. To do św. Gemmy Galgani modlił się codziennie Ojciec Pio.

–  Twoja Matka też się za niego modli. Jej nie możesz odmówić! – przekonywała Jezusa, modląc się o nawrócenie zatwardziałego grzesznika. Błagała Anioła Stróża, aby stał blisko jej łóżka, żeby w nocy nie niepokoił jej zły duch. Anioł odpowiedział jej stanowczo, że musi iść spać. – Aniołowie Jezusa nie sypiają! – krzyknęła.
Anioł Stróż ukazał się Gemmie po raz pierwszy, gdy miała 18 lat. Ich bezpośrednia relacja gorszyła jej spowiednika, który nakazał dziewczynie darzyć go szacunkiem i nie mówić do niego na „ty”. Czasami sam anioł upominał ją, mówiąc: –  Jeżeli będziesz taka niedobra, to nie będę cię już odwiedzał!
Nigdy nie spełnił tej groźby. „Córka boleści” i „Klejnot” – tymi imionami najczęściej określa się św. Gemmę Galgani. Przez większość biografów przedstawiana jest wprawdzie jako postać nieskazitelna, ale nietrudno zauważyć, jak bardzo była uparta, przeciwstawiając się rodzicom i spowiednikowi. Miała tak bliską relację z Jezusem, że sama prosiła Go, aby mogła z Nim cierpieć. Chorowała na paraliż, próchnicę kości, gruźlicę kręgosłupa, guza mózgu i zapalenie nerek. Wszystko to znosiła z cierpliwością, a swój ból oddawała w intencji nawrócenia grzeszników.
 
Córka tatusia
Urodziła się 12 marca 1878 r. w Borgonuovo di Camigliano w Toskanii, jako jedna z ośmiorga dzieci Enrica i Aurelii Galgani. Od najmłodszych lat zwracała na siebie uwagę otoczenia. Jak na swój wiek spokojna, wyważona i zamyślona, nie była chętna do zabaw z rówieśnikami. Jak podają biografowie, rzadko płakała i nie wdawała się w kłótnie. Podobno już w wieku pięciu lat płynnie czytała oficjum ku czci Najświętszej Maryi Panny, choć to raczej przypomina pobożną legendę. Na pewno za to była ukochaną córeczką tatusia, który kupował jej piękne suknie, prezenty i zabierał na długie spacery. Nie była tym zachwycona, na hojność ojca reagowała buntem. Za każdym razem, kiedy wychodziła z domu, prosiła ojca o pieniądze i w tajemnicy przed nim rozdawała je ubogim. Dla ubogich wynosiła też ukradkiem domowe zapasy żywności. Spowiednik zabronił jej tego, więc posłusznie przestała: ale tak bardzo wstydziła się, że nie może pomóc, że prawie przestała wychodzić z domu.
Pierwszą katechetką dziewczynki była jej matka. Razem się modliły, rozmawiały o Bogu, Kościele i sakramentach. Choć Aurelia była przykuta do łóżka przez gruźlicę, zatroszczyła się, by jej siedmioletnia córka przyjęła bierzmowanie, którego wówczas udzielano na kilka lat przed Pierwszą Komunią. To Gemma jako jedyna z całego rodzeństwa miała zgodę na to, by czuwać przy łóżku mamy. To właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała Jezusa, który zapytał ją: – Zechciałabyś oddać mi swoją mamę?
Przestała odchodzić choć na chwilę od łóżka matki, aż ojciec zmuszony był odesłać ją do domu szwagra, obawiając się o jej zdrowie. Mama Gemmy umarła kilka tygodni później.
 
Pragnienie
Gdy dziewczynka miała dziewięć lat, ojciec zapisał ją do szkoły sióstr oblatek Ducha Świętego. Wtedy oświadczyła, że chce przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej.  Zarówno ojciec, jak i siostry sprzeciwiali się temu pomysłowi. Uważali ją za niedojrzałą. Gemma wymusiła ich zgodę płaczem. –  Postaram się, aby każdą spowiedź odprawiać i Komunię św. przyjmować tak, jakby to był ostatni dzień w moim życiu – zapewniała dosyć naiwnie przed uroczystością.
Nie udało się jej jednak utrzymać tego postanowienia zbyt długo. O obietnicach gorliwości zapomniała. Ze szkoły wracała z naganami za nieprzygotowanie do lekcji.  Coraz chętniej przyjmowała też drogie prezenty od swojego taty i skupiała się na rzeczach materialnych. Po jakimś czasie zdała sobie sprawę z duchowego rozprężenia, nazywając siebie „zarozumiałą, jeszcze bardziej nieposłuszną niż kiedyś”. Chciała odbyć już drugą w życiu spowiedź generalną. Nie pozwolił jej na to jej spowiednik, biskup Volpi, który uznał to za nadgorliwość. Od tego czasu Gemma zaczęła przystępować do Komunii codziennie, nazywając Eucharystię „świętem miłości”.  
 
Krzyż
W wieku 17 lat chciała wstąpić do zakonu sióstr pasjonistek, ale uniemożliwiały jej to kolejne choroby. Wtedy znalazła upodobanie w praktykach pokutnych. Ubierała się skromnie, aby nikt nie zwracał uwagi na jej urodę. Nosiła długą spódnicę, wełnianą pelerynę i czarny słomkowy kapelusz. Jej dobytek składał się z drewnianej skrzyni na ubrania, krucyfiksu, różańca, kilku książek i figurki Matki Bożej Bolesnej. Chodziła nawet ze sznurkiem ze supłami, obwiązanym wokoło bioder, ale tego już surowo zabronił jej spowiednik.
Pomimo postanowienia o życiu w ubóstwie, zdarzały się jej chwile słabości. Gdy miała 18 lat, otrzymała złoty zegarek. Dumnie spacerowała z nim po mieście, za co upomniał ją Anioł Stróż: – Pamiętaj, że cenną biżuterią, która upiększa oblubienicę Ukrzyżowanego Króla, mogą być tylko ciernie i krzyż – usłyszała.
Te słowa sprawiły, że jeszcze bardziej chciała uczestniczyć w męce Jezusa. Jezus spełnił jej pragnienie. W 1898 r. zapada na chorobę, która na rok przykuła ją do łóżka. Początkowo dzielnie znosiła ból pleców, ale z czasem stał się on nie do zniesienia. Zdiagnozowano gruźlicę kręgosłupa: blisko rdzenia kręgowego urósł bolesny ropień, który spowodował paraliż nóg. Gemma nie mogła samodzielnie się poruszać, ani nawet zmienić pozycji, w jakiej leżała. Narzekała, że nie może nic zrobić sama i skazana jest na pomoc innych: wtedy znalazła pociechę w książce Życie czcigodnego sługi Bożego Gabriela. Ostatecznie poddała się operacji ropnia. Kilka tygodni później zdiagnozowano u niej guza mózgu. Gdy lekarze odliczali już godziny do jej zgonu, Gemma za namową przyjaciółki zaczęła modlić się o uzdrowienie przez wstawiennictwo bł. Małgorzaty Marii Alacoque. Po kilku dniach wstała z łóżka zupełnie zdrowa.
 

Nicpoń

Gemma sama prosiła Jezusa, aby mogła uczestniczyć w Jego męce – ta prośba została spełniona w sposób dosłowny 8 czerwca 1899 r., w przeddzień święta Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wieczorem Gemmę ogarnął niezwykły ból i żal za swoje grzechy. W wizji zobaczyła Jezusa, z którego ran nie płynęła krew, ale ogień, który dosięgnął jej nóg, rąk i serca. Na ciele dziewczyny pojawiły się stygmaty, które powracały potem przez dwa lata, od czwartku godz. 20.00 do piątku godz. 15.00. Gemma próbowała ukryć rany. Nosiła rękawiczki, ale miała również problemy z chodzeniem. Cierpienie znosiła pokornie i po cichu. Nie skarżyła się. Początkowo o stygmatach nie mówiła nawet swojemu spowiednikowi. To on po dwóch latach nakazał jej, aby poprosiła Jezusa, aby rany zniknęły. I tak się stało, choć na jej ciele pozostały białe blizny.
Największą męczarnią dla Gemmy nie były jednak cierpienia cielesne, ale przeszkody w modlitwie, które stawiał jej na drodze zły duch. – O, Ojcze – pisała do spowiednika – jakie to udręczenie, że nie mogę się modlić! Jak się męczę, jakże wielkich wysiłków używa ten nicpoń, by mi przeszkodzić w rozmowie z Bogiem.
W 1902 r. u Gemmy stwierdzono gruźlicę. Zmarła w Wielką Sobotę 11 kwietnia 1903 r. w wieku 25 lat. Została beatyfikowana 30 lat po swojej śmierci, a kanonizowana 2 maja 1940 r. Jest patronką studentów i aptekarzy, ale największym wsparciem duchowym jest dla osób cierpiących, dla których jest wzorem, jak przeżywać chorobę.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki