Logo Przewdonik Katolicki

Bóg w ciemności, Bóg w ciszy

Monika Białkowska
FOT. HANNA CHMIELOWSKA-ŻUR. Hanna Pasterny.

Autobusy z Rybnika do Katowic zatrzymują się w różnych miejscach. – Tam, gdzie akurat jest wolne, ale to blisko! – tłumaczy kierowca. Jak wielu innych nie rozumie, że w świecie, który dla niego jest prosty, niewidzący się gubią.

Hanna Pasterny nie widzi od urodzenia. Nie przypomina sobie, kiedy zrozumiała, że jest inna niż reszta dzieci. Może wtedy, kiedy poszła do przedszkola? Jastrzębie od Lasek dzieli prawie czterysta kilometrów: na początku lat 80. taki dystans był trudny do pokonania, więc kilkuletnia Hania do domu przyjeżdżała tylko na święta i ferie.
– Kiedy Hania wracała z internatu do domu, uczyła nas pisania brajlem – wspomina pani Zofia. – Ustawiała sobie stolik, na stoliku był dzwonek, a tata zawsze uciekał jej z lekcji.
Z czasem pani Zofia nauczyła się brajla na tyle dobrze, że swobodnie czytała i mogła pisać do córki listy. – Dostawałam ich najwięcej! – śmieje się Hanna. – To było ważne, gdy można było czytać listy samodzielnie. Miałam większe poczucie intymności niż ci, którym listy musieli czytać wychowawcy. Ale moja mama nie była wyjątkiem, inni rodzice też się uczyli. Jedna z koleżanek miała ojca w więzieniu, nawet on pisał do niej brajlem!
 
Nie widzę, wierzę
Osoby niewidome inaczej poznają świat. Większe znaczenie niż dla widzących mają dla nich dźwięk, zapach i dotyk, kiedy poruszają się w przestrzeni publicznej, zdani są na punkty orientacyjne i na pomoc osób trzecich. – Punktem orientacyjnym może być inna nawierzchnia, czasem jakiś słupek, barierka albo kiosk – tłumaczy Hanna. – Ludzie zwykle zwracają na nas uwagę i starają się pomóc. Nie lubię, gdy ktoś mówi: „uwaga!”, bo nie wiem wtedy, czy powinnam się zatrzymać, czy uciekać. Ale gdy kiedyś pan czekający ze mną na zielone światło ostrzegł: „Niech się pani odsunie od tego słupa, bo tam siedzi ptak i może panią pobrudzić”, to do dziś staję w tym miejscu nieco dalej!
W takim życiu ważne jest zaufanie. – Każdego dnia korzystam z pomocy innych – tłumaczy Hanna. – Pytam o drogę, o to, czy dane kolory do siebie pasują, proszę o znalezienie czegoś na sklepowej półce albo proszę o przeczytanie numeru autobusu. I wierzę ludziom, choć nie jestem w stanie sprawdzić, czy mówią prawdę. Kiedyś w śnieżny dzień zgubiłam drogę na przystanek. Pomógł mi wtedy mocno pijany mężczyzna. Wahałam się, czy mu zaufać, ale nie miałam innego wyjścia. Tak samo jest z wiarą w Jezusa. Nie widzę Go, ale nie puszczam Jego ręki, pozwalam się prowadzić.
 
Dźwięki liturgii
Przeżywanie liturgii, kiedy się nie widzi, wcale nie jest łatwe. Składa się ona przecież nie tylko ze słów i muzyki, ale również z gestów. – Całe życie chodzę do kościoła, kończyłam szkołę prowadzoną przez siostry zakonne, należeliśmy do Oazy Rodzin, teraz również jestem w duszpasterstwie, a całkiem niedawno przez przypadek dowiedziałam się, że ksiądz całuje ołtarz! – śmieje się Hanna. – Drugim moim odkryciem sprzed kilku miesięcy jest to, że ksiądz mówi homilię z tego samego miejsca, z którego czyta się lekcję, a nie sprzed ołtarza. Tego też nikt nigdy mi nie powiedział!
Niewidomy na liturgii skupić się może jedynie na dźwiękach, dlatego wiele bodźców go rozprasza. Czuje, że ktoś się nie umył, że ktoś chucha papierosami, że wyciągnął futro z naftaliny albo użył silnych perfum. Jeszcze bardziej w skupieniu przeszkadzają dźwięki. Kto widzi, potrafi łączyć z obrazem jeden dźwięk, pozostałe odsuwając w tło. Dla niewidzących to trudne, wszystkie dźwięki zdają się równoległe. Głos modlącego się księdza muszą mozolnie wyłuskiwać spomiędzy tupotu stóp biegającego po kościele dziecka i szeptu pani, która w ławce za nimi szepcze różaniec albo razem z księdzem powtarza wszystkie jego słowa. – Gdybym widziała, to bym się odwróciła i spiorunowała wzrokiem – śmieje się Hanna. – Ale przecież nie będę w trakcie Mszy św. wdawać się w dyskusję, żeby kogoś następnego nie rozpraszać.
 
Straszny Duch Święty
Świat bez obrazów to również świat, w którym trudniej wytłumaczyć niektóre pojęcia ze świata wiary. – Pana Boga nikt nie widzi, więc nie mamy z tym problemu. Może nawet jest nam łatwiej? – zastanawia się Hanna. – Nie lubiłam za to, kiedy o Duchu Świętym mówiło mi się jako o gołębicy. Gołąb jest dla mnie przerażającym i obrzydliwym ptakiem, dużym, silnym, pojawiającym się znienacka nad głową i jeszcze wydającym nieprzyjemny dźwięk. Zdecydowanie wolę Ducha Świętego pod obrazem ognia. Ogień niesie dobre skojarzenia ze skwierczącym kominkiem.
Wiele problemów niewidzących w kościele bierze się stąd tylko, że ktoś nie pomyśli, że potrzebują oni odrobinę innego podejścia. To dlatego Hanna przygotowuje się właśnie do prowadzenia warsztatów dla księży w archidiecezji katowickiej. Będzie mówiła o tym, że autystykom przeszkadzać będzie tłok, że problemem może być dla nich zwykłe przekazanie znaku pokoju, kontakt fizyczny jest dla nich bardzo trudny. Wytłumaczy, dlaczego nie warto robić niewidomym niespodzianek, udzielając im Komunii św. pod dwiema postaciami bez wypowiedzenia formuły „Ciało i Krew Chrystusa”. Będzie tłumaczyła również, dlaczego lepiej spowiadać niektórych w zakrystii, a nie w konfesjonale, dlaczego nie warto tego robić w trakcie Mszy św. czy różańca i to, że niepełnosprawność trzeba uwzględnić również przy zadawaniu pokuty. – Kiedy byłam w podstawówce, poszłam do spowiedzi do obcego księdza, który akurat przyjechał do parafii – wspomina Hanna. – Kazał mi odmówić jakąś litanię. Musiałam mu wytłumaczyć, że jestem niewidząca i nie mam jej w brajlu, więc proszę o inną pokutę. Dziś jest już łatwiej, mamy internet, więc możemy odszukać również to, czego nie mamy w brajlu.
 
Opowiedzieć Mszę
Ks. Piotr Buczkowski z Bydgoszczy od wielu lat zajmuje się duszpasterstwem osób niewidomych i głuchoniewidomych, uczy również w szkole dla niewidomych. Tłumaczy różnice między niewidomymi od urodzenia a tymi, którzy utracili wzrok. – Ci, którzy kiedyś widzieli, mają większy lęk przez niewidzeniem, przed poruszaniem się, nawet wypicie kawy jest dla nich problemem – tłumaczy. – Z czasem uczą się tego, co dla nas, widzących, jest nieosiągalne. Prowadziłem kiedyś dla niewidzących rekolekcje, w czasie których przeżywaliśmy wieczór solidarności. Wszyscy przewodnicy, łącznie ze mną, siedli do stołu w specjalnych okularach, uniemożliwiających widzenie. Była kawa, było ciasto, a my nie umieliśmy jeść! Tymczasem wśród moich uczniów są nawet niewidomi kucharze. To oni mi tłumaczą, że przecież w kuchni wszystko słychać: inaczej „gada” kotlet dopiero położony na tłuszcz, a inaczej już upieczony. To jest zupełnie inny sposób odbierania świata, ale łatwiej się w nim poruszać tym, którzy nigdy nie widzieli.
Ksiądz Piotr robi coś, o czym marzy Hanna. Kiedyś podczas rekolekcji dla niewidomych ktoś poprosił go, żeby oprócz nauki rekolekcyjnej opowiedział również, jak wygląda odprawianie Mszy św. W ten sposób ks. Buczkowski wpadł na pomysł Mszy św. z audiodeskrypcją. W miejscu śpiewów na wejście czy ofiarowanie, omawia wszystkie swoje kolejne gesty i ruchy. – To nie jest trudne, w zasadzie wystarczy czytać to, co i tak napisane jest w Mszale – tłumaczy. – Ideałem byłoby, gdyby ksiądz odprawiał Mszę, a ktoś drugi ją opowiadał. Ale i tak ludzie byli wtedy bardzo wdzięczni.
Ks. Buczkowski odprawia czasem Mszę św. również w szkole, choć początkowo był do tego pomysłu nastawiony sceptycznie: właściwym miejscem liturgii jest przecież kościół. Z czasem przekonał się, że to ma sens. – Kiedy przychodzę odprawić Mszę św., dzieciaki muszą ustawić stoły i krzesła, nakryć ołtarz obrusem, ustawić świece, wyjąć z mojej walizki kielichy i Mszał, ułożyć ten Mszał, odróżniając, gdzie jest góra, gdzie dół. W ten sposób też uczą się liturgii, dowiadują się, jak ona wygląda. Potem bardzo chętnie służą przy ołtarzu. Przychodzą się wtedy modlić nie tylko małe dzieci, ale też najstarsi uczniowie.
 
Świat w dłoniach
Jeszcze trudniejszym wyzwaniem jest pokazanie liturgii i Pana Boga ludziom głuchoniewidomym. Zwykle nie są to ludzie w kompletnej ciszy i ciemności. Widzą bardzo słabo, słyszą wtedy, gdy dociera do nich tylko jeden dźwięk bez echa. Są też i tacy, do których żadne światło i dźwięk nie dociera. – Ich świat zamknięty jest w dłoniach – mówi ks. Buczkowski.
Pamięta Kingę, pierwszą głuchoniewidomą dziewczynkę, którą miał przygotować do Pierwszej Komunii. – Kiedy ją poznałem, siedziała na podłodze – wspomina ks. Buczkowski. – Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu. Chwyciła ją za nadgarstek, żeby w tętnie poczuć bicie mojego serca. Potem wstała, powąchała, kopnęła, ugryzła i czekała. Zapytałem jej nauczycielkę, jak mam ją uczyć? Odpowiedziała, że nikt tego nie wie, ale ja na pewno to zrobię. Myślałem wtedy: „Dziecko bardzo cię kocham, ale jak z tobą pogadać?”. Ona znów mnie powąchała i kopnęła. Usiadłem na krześle, ona wdrapała się na moje kolana i zaczęła dłońmi oglądać moją twarz, moje oczy i uszy: jakby sprawdzała, czy ją widzę i słyszę. Pięć lat przygotowywałem i wciąż miałem wrażenie, że idę po jakichś drogach absurdu. I zaczynałem rozumieć, że to, co widzimy i słyszymy, to jest tylko mała część świata, że jest jeszcze węch, dotyk i smak. Teraz Kinga nie może już chodzić, nie mówi, więc nie może się skarżyć, nie widzi i nie słyszy. Ale nauczyła cały dom pomocy społecznej odmawiać różaniec, modląc się gestami, których jej nauczyłem. Myślę, że to najpiękniejsza modlitwa, jaką słyszy Bóg.
Ks. Piotr Buczkowski regularnie głosi rekolekcje dla głuchoniewidomych. Przeciętnemu człowiekowi wydaje się to niewykonalne. – Znów zacząć trzeba od pytania, czy człowiek jest głuchoniemy od urodzenia, czy te zmysły utracił – tłumaczy ks. Buczkowski. – Jeśli ktoś jest głuchoniemy od urodzenia, kontakt z nim jest bardzo trudny. Nie ma on żadnych pojęć abstrakcyjnych. Nawet nie zna języka polskiego, choć się w Polsce urodził i całe życie tu mieszka. W komunikacji z tymi, którzy wzrok i słuch w znacznym stopniu utracili, stosuje się różne techniki. Jedną z nich jest alfabet Lorma, który polega na dotykaniu konkretnych miejsc na dłoni rozmówcy. Czasem głuchoniewidomi proszą o pisanie im na dłoni liter. Jeszcze inni korzystają ze słuchawek na uszach, ustawionych tak głośno, jakby obok stała wielka kolumna. Dla jeszcze innych przygotowuję „nieme kazania”. To zwykle jest zdjęcie i jakiś cytat z Pisma Świętego, ale wyświetlany na monitorze komputera na czarnym tle dużymi, żółtymi literami z wysokim kontrastem. To dlatego, że widzenie koloru żółtego zanika najpóźniej: to ostatni kolor, który człowiek widzi, gdy nie widzi już prawie nic.
 
Kocham Chrystusa
Niewidome i głuchoniewidome dzieci to w kościele jedno z największych wyzwań. Ks. Buczkowski rozumie, że boją się nieznanej przestrzeni, dlatego stara się tę przestrzeń im oswoić. Pozwala im wejść do prezbiterium, dotknąć ołtarza, podnieść Mszał, powiedzieć kilka słów do mikrofonu. – Tłumaczyłem głuchoniewidomym dzieciom, że tabernakulum jest domem, w którym mieszka Jezus. Kiedy poszliśmy do kościoła, jedno z nich do tabernakulum zapukało. Rozumowało logicznie: do drzwi domu się puka. Zacząłem się wtedy zastanawiać: „Panie Jezu, co byś zrobił? Przecież mówiłeś: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie! Oczywiście, że byś otworzył!”. Ale znałem sposób poznawania świata przez dzieci głuchoniewidome. Wiedziałem, że wszystko do ręki, stukają, wąchają, gryzą i rzucają. Bałem się, co będzie, jeśli to samo zrobią z Najświętszym Sakramentem? Ale otworzyłem. Dziecko włożyło całą głowę do tabernakulum, dłoń położyło na podstawie puszki z Najświętszym Sakramentem, oparło na niej czoło i tak stało przez chwilę. Ja sutannę miałem już mokrą od potu. Potem odeszło kilka kroków, przeżegnało się i odmówiło modlitwę gestami, których ich nauczyłem: „kocham Chrystusa”. To było najpiękniejsze wyznanie wiary, jakie przeżyłem.
– Czy żeby wierzyć trzeba widzieć? Z pewnością nie – mówi Hanna. – Jeśli pozwolę się prowadzić, poradzę sobie z trudnościami. Warto zaryzykować i wsiąść do tego autobusu. Mimo że czasem coś się w nim psuje, brakuje paliwa, rzęzi w drodze pod górę i denerwuje mnie kierowca, to nie wysiadam, bo wierzę, że przystankiem końcowym rzeczywiście jest niebo.
– Jedna z niewidomych dziewczynek, dotykając krzyża, ucieszyła się, że Jezus ma ręce tak samo rozpostarte, jak tata, gdy ją wita, kiedy ona wraca z internatu – mówi ks. Piotr. – Czy trzeba jej coś jeszcze mówić o Bogu?
 
 


Hanna Pasterny
Absolwentka filologii romańskiej i logopedii. Konsultantka ds. osób niepełnosprawnych w Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS w Rybniku. Prowadzi szkolenia z komunikacji z osobami niepełnosprawnymi. Jest autorką książek Jak z białą laską zdobywałam Belgię, Tandem w szkocką kratkę i Moje podróże w ciemno www.hannapasterny.pl
  
Ks. Piotr Buczkowski
Kapłan diecezji bydgoskiej, diecezjalny duszpasterz osób niewidomych
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki