Logo Przewdonik Katolicki

Najtrudniej im wybaczyć sobie

Tomasz Królak
Fot. Magdalena Książek

Siostra Maksymiliana przyznaje, że poaborcyjne leczenie duszy może trwać długie dziesięciolecia. Oby wzięli to sobie do serca zwłaszcza młodzi Polacy

„Mówią o żalu, strasznym wstydzie, pustce, dołujących wyrzutach sumienia, nocnych koszmarach. Pamiętają o rocznicy aborcji, liczą, ile lat dziś miałyby ich dzieci” – tak cierpienia kobiet, które dokonały aborcji opisuje jedna z osób, która pomaga im poradzić sobie z przeszłością. Siostra Maksymiliana Kamińska ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej pracuje na co dzień w Chicago, a ostatnio prowadziła ogólnopolskie rekolekcje  dla kobiet z syndromem poaborcyjnym.
W naszym kraju takie spotkania to wciąż wyjątek i wciąż jest ich za mało – zarówno wobec liczby cierpiących, jak i ogromu ich wielkiej traumy, z którą kobiety nie mogą poradzić sobie przez całe życie. Jak ciężkie jest to doświadczenie, dowodzi fakt, że nawet spowiedź nie przynosi im natychmiastowego uzdrowienia. Bywa, że nie przywraca duchowej równowagi przez całe lata, a nawet i dziesięciolecia. Kobiety spowiadają się z tego grzechu wielokrotnie, bo nie ufają do końca, że Jezus im wybaczył. „Dostają rozgrzeszenie, czują chwilową ulgę, jednak dalej nie mogą sobie wybaczyć. Aborcja jest jak wbicie noża w twoje serce, Jezus wyciąga go rękami kapłana, jednak uraz psychiczny zostaje, bowiem aborcja jest największą traumą, której doświadcza kobieta”. Najstarsza uczestniczka polskich rekolekcji miała 80 lat...
Czytając rozmowę z siostrą Maksymilianą, uświadomiłem sobie, jak wiele polskich kobiet, z których – powiedzmy to sobie jasno – zdecydowana większość to przecież katoliczki, cierpi dziś – psychicznie, duchowo ale i fizycznie – z powodu syndromu poaborcyjnego; jak wiele z nich wraca do swoich przeżyć, czasem bardzo odległych, błagając o wybaczenie Boga, ale i żyjąc nadzieją, że kiedyś wreszcie wybaczą sobie (co, jak zauważa zakonnica, jest dla nich najtrudniejsze). Nasuwa się też pytanie, ile spośród tysięcy polskich kobiet cierpiących dziś z powodu przeszłości pozostawionych jest samym sobie, ile zaś może uśmierzyć swój ból dzięki wsparciu ze strony swoich mężów i partnerów (o ile jeszcze są razem...)? W ogóle chciałbym wiedzieć, jak wobec zła aborcji zachowują się mężczyźni: czy poczuwają się do moralnej odpowiedzialności, czy też cały ten ciężar przerzucają wyłącznie na kobietę?
Dziś, w dobie powszechnie dostępnego badania USG kobiety, także w Polsce, mają o wiele większą świadomość moralnego zła aborcji aniżeli 30–50 lat temu, gdy o wiele łatwiej można im było wmówić, że kilkunastotygodniowy płód to tylko „zlepek komórek”. Czy w swoich rozpaczliwych, pełnych samooskarżeń, ale i nadziei na wybaczenie rozmowach z Bogiem i samymi sobą podnoszą i ten wątek?
Papież Franciszek przypomina w kontekście zła aborcji, że nie ma takiego grzechu, „którego nie mogłoby objąć i zniszczyć Boże miłosierdzie, gdy znajduje serce skruszone, które prosi o pojednanie się z Ojcem”. To cudowna prawda, budząca nadzieję. Ale prawdą jest także i to, że jak przyznaje siostra Maksymiliana, leczenie duszy może trwać długie dziesięciolecia. Oby wzięli to sobie do serca zwłaszcza młodzi Polacy.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki