Logo Przewdonik Katolicki

Mistyk obiera ziemniaki

Joanna Mazur
FOT. ZUZANNA SZCZERBIŃSKA. S.Bogna Młynarz Siostra ze Zgromadzenia Duszy Chyrstusowej. Dokotr teologii duchowości. Autorka książki To Bóg szuka człowieka. O wcieleniu, duszy i Bożej miłości do nas.

O mistyce naszej codziennej, ofercie bez haczyka i guście Pana Boga z s. Bogną Młynarz rozmawia Joanna Mazur.

„Chrześcijaństwo XXI wieku albo będzie mistyczne, albo nie będzie go wcale”, powiedział znany jezuita…
– I miał rację. Chrześcijaństwo jest religią relacji, a nie pustej pobożności. A mistyka to głęboka, naturalna relacja z Bogiem. To coś więcej niż tylko poprawność połączona z  religijnym handlem w stylu „ja coś dam Bogu, On coś da mnie i mamy sprawę załatwioną”. Bóg nie jest spółdzielnią usługową. On pragnie z nami przyjaźni. I nie mówimy tu o jakiejś duchowości z wyższej półki zarezerwowanej dla wąskiej grupy wybranych, ale o wersji „standard”. Bez relacji chrześcijaństwo nie jest sobą. To naprawdę nic niezwykłego, że Bóg chce być blisko akurat mnie.

Mimo wszystko jak słyszę słowo „mistyka”, to automatycznie myślę: to nie dla mnie…
– Niestety, znaczenie tego terminu zostało zawężone do zjawisk wyjątkowych, jako czegoś ekskluzywnego, dla nielicznych. To nie jest myślenie ewangeliczne. W chrześcijaństwie nie ma kast, nie ma stopni wtajemniczenia czy grup uprzywilejowanych wobec Boga. Św. Paweł mówi, że mamy wszyscy w Jezusie dostęp do Ojca. Często spotykam się z ludźmi, którzy proszą mnie o modlitwę, bo uważają, że ja „mam lepsze chody” u Boga. Oczywiście, dobrze jest się modlić za siebie nawzajem, ale to nie oznacza, że ktoś ma w tej dziedzinie większe możliwości. Bóg nie uznaje takich podziałów. Nikt nie może powiedzieć, że ma więcej łaski od drugiego. Każdemu Bóg daje pełnię łaski, która jest mu potrzebna. I pani na kasie w Biedronce, i papież Franciszek. Od strony Boga nie ma osób mniej lub bardziej kochanych. Jedyny problem jest w nas. To my stawiamy Bogu granice.

Czy największą granicą w byciu „mistykiem” nie jest po prostu mój grzech i to, że ja jestem słaba, a On święty?
– To prawda – czujemy się niegodni. I rzeczywiście, obiektywnie jesteśmy niegodni. Przepaść pomiędzy nami a Bogiem jest ogromna. Wydawałoby się nie do przeskoczenia. I gdyby to była jedynie nasza inicjatywa, że mówimy do Boga „Ojcze”, to byłoby to bezczelnością. Skąd w nas to przekonanie, że możemy mimo wszystko być blisko Wszechmocnego? Stąd, że Bóg stał się Człowiekiem i skrócił ten dystans. Zjednoczył się z nami totalnie! Stał się jednym z nas. Zbudował między nami most. Zalał tą przepaść Swoją miłością. Warto o tym pamiętać, gdy popadamy w duchowe kompleksy. Czujemy się niegodni, aby nazywać siebie dziećmi Boga. Wydaje nam się, że musimy podskoczyć do jakiejś wyimaginowanej poprzeczki. Że możemy do Niego przyjść tylko całkiem „czyści”, np. przez pierwsze pięć minut po spowiedzi. Myślimy, że tylko wtedy Bóg nas przyjmie. A On przecież nas zna. Nigdy się nami nie rozczarowuje, bo już wszystko wie. Nigdy też nie powie: „Bogna, teraz to już przegięłaś, koniec przyjaźni!”. Nigdy nie powie: „Nie chcę cię znać!”. To my wmawiamy sobie, że jako grzeszni nie mamy prawa zbliżyć się do Boga. A przecież właśnie wtedy najbardziej Go potrzebujemy. Zły duch lubi trzymać nas w takiej iluzji, w takiej „szarej strefie”, byśmy chowali się przed Bogiem jak Ewa i Adam po pierwszym grzechu. A Bóg mówi: „Przyjdź do mnie ze swoją słabością i grzechem. Przyjdź!”. Bóg chce, abyśmy stali się świętymi i, co więcej, może w nas tego dokonać. To jest łaska. W mistyce nie chodzi o prężenie duchowych muskułów, ale o przyjęcie łaski i współpracę z nią.

Naprężamy się, ale też trochę wybielamy…
– Tak, i jest to lęk przed prawdziwą miłości i przyjaźnią. Często chcemy udawać przed Bogiem lepszych, niż jesteśmy. Aby się z Nim spotkać, wkładamy odświętny garnitur i wiążemy krawat. Wprowadzamy Jezusa do swojego życia, ale jedynie do salonu, reprezentacyjnego pokoju, który jest idealnie urządzony i wysprzątany. A obok są zamknięte schowki pełne dziadostwa, na które sami nie chcemy patrzeć.  A On chce być w całym naszym życiu! We wszystkim. Jest jak światło, które rozświeca ciemności. W naszej głowie jest taka koncepcja, że najpierw trzeba samemu posprzątać, a potem powiedzieć: „Panie, Jezu, proszę, wejdź”. Ale ciemności nie wymiata się przy użyciu miotły i szufelki. To światło usuwa ciemność, przenikając wszystkie przestrzenie – każdy najdrobniejszy kąt. I tym Światłem jest Jezus. Nie przychodzi jako sędzia, ale lekarz. I co ważne, spotkanie z nim nie wymaga jakichś specjalnych predyspozycji. Jakichś odmiennych stanów świadomości czy nadzwyczajnej zdolności do skupienia uwagi. Jezus chce towarzyszyć nam w naszej codzienności. Dlatego mogę się, jak zachęca Pismo, modlić nieustannie, także podczas pracy czy pośród ludzi.

Często szukamy jednak szczególnych warunków do modlitwy – ciszy, rekolekcji, pustelni.
– Tak. I takie chwile wyciszenia są nam potrzebne, ale nie jest prawdą, że mistycznie może modlić się tylko pustelnik czy siostra w zakonie klauzurowym. Mistyk to nie ktoś, kto ucieka od rzeczywistości. To ktoś, kto twardo chodzi po ziemi, a jednocześnie pozostaje z Bogiem w stałym kontakcie. Jest w dialogu.  

Nawet przy obieraniu ziemniaków?
– Obieranie ziemniaków może być cudnym wydarzeniem mistycznym. M. Paula Tajber, założycielka zgromadzenia, do którego należę, podkreślała, że proste prace należy podnosić do „rangi nabożeństwa”. Liczy się miłość. Wtedy spotykam Boga. I wtedy ma to wymiar zbawczy. Myślimy, że aby dobrze służyć Bogu, musimy organizować wielkie wydarzenia, spektakularne rzeczy, przynoszące wymierne sukcesy, a zapominamy, że Jezus żył zwykłym życiem przez 30 lat. Pewnie też obierał warzywa.

Skoro nie muszę być idealna, nie muszę mieć specjalnych warunków. To co jest właściwie potrzebne, aby zostać mistykiem. Gdzie jest haczyk?
– To jest oferta bez haczyka (śmiech). To jest dar. A inną rzeczą jest to, na ile my ten dar umiemy przyjąć. Są trzy środki przyjęcia tej łaski: Wiara, Nadzieja i Miłość. To jest istota i centrum życia mistycznego. Wszystko inne jest skutkiem ubocznym. Zatem nikt z nas nie może powiedzieć, że nie jest zdolny do mistycznej relacji z Bogiem, bo te cnoty otrzymaliśmy na chrzcie świętym. Mamy je w pakiecie. Ale trzeba ich używać! Mięsień nieużywany zanika! Aktem wiary bezpośrednio dotykamy Boga. Skuteczniej niż poprzez objawienia. Najbardziej mistyczne, co możemy zrobić, to wzbudzić w sobie akt wiary i powiedzieć: „Boże ja wierzę, że Ty jesteś tutaj ze mną. Wierzę, że teraz na mnie patrzysz!”. W tym momencie jesteśmy w centrum mistyki. To jest proste jak budowa cepa. Nie musimy kombinować. Jeżeli mój Bóg z miłości do mnie stał się człowiekiem, to mogę się z Nim w sposób prosty skomunikować. Mogę po prostu na Niego popatrzeć. Mogę go dotknąć. Przez wiarę. Nie zawsze trzeba mówić. Można wyciągnąć ręce, spojrzeć na ikonę, dotknąć jej. Ja na przykład czasem przykładam czoło do wizerunku twarzy Jezusa z całunu. To są proste gesty. Jeśli czynimy je z wiarą – już jesteśmy w niebie.  

I to pobudza naszą nadzieję?
– Wiara pozwala nam dotknąć Prawdy, a ta jest Dobrą Nowiną, więc nadzieja jest naturalną reakcją. Otwieramy się wtedy na Dobro. Kiedyś, w czasie Adwentu, widziałam w mieście  billboardy z napisem „Spodziewaj się najlepszego…”. Potem okazało się, że to była reklama czegoś tam, ale mnie się bardzo spodobał głęboko ewangeliczny przekaz (śmiech). Jeżeli wchodzimy na drogę wiary, rodzi się nadzieja, zaufanie, zdolność do tego, by dać się poprowadzić. Bo relacja z Bogiem przemienia, ale jest to skutek spotkania z Nim, a nie przyczyna relacji. Miłość upodabnia. Nieraz spotykam się z takimi zarzutami, że mówienie o bezwarunkowej miłości Boga, o Jego akceptacji jest zachętą do tego, by ludzie trwali w grzechach, bo „przecież Bóg i tak kocha”. Osobiście nie wierzę w to, że można prawdziwie spotkać Boga i nie być pociągniętym na drogę nawrócenia. Te trzy cnoty nas uzdrawiają. One otwierają nas na łaskę. Przez nie wreszcie zaczynamy pić ze źródła. To straszne umierać z pragnienia, będąc tak blisko wody.

Mogę też napić się raz i myśleć, że już jestem dyplomowanym mistykiem.
– Niestety, tak. Życie z Bogiem jest jak oddychanie. Nie da się tego robić okazjonalnie. Na przykład raz na rok będąc na rekolekcjach. Albo się oddycha, albo się umiera. To, że spotkałam Boga w chwili mojego chrztu, kilkadziesiąt lat temu, nie gwarantuje mi, że dzisiaj jest we mnie Jego życie. Trzeba nabrać powietrza tu i teraz. Czasami rekolekcje są okazją do takiego duchowego sztucznego oddychania, czy nawet defibrylacji, gdy jesteśmy „podduszeni” codziennością. Ale życie od jednej resuscytacji do drugiej nie jest ideałem, o który nam chodzi. Życie mistyczne jest procesem, bo Bóg chce z nami być i do nas mówić cały czas. Cały czas! A my łapiemy z Nim kontakt tylko sporadycznie, nawet, jeśli się regularnie modlimy…

To znaczy…?
– Na przykład każdego dnia odmawiam brewiarz, ale… nie zawsze się nim pomodlę. Jeśli zabraknie świadomości, aktu wiary, to ślizgam się jedynie po powierzchni. Nie mówię tu o uczuciach, ale o świadomości, o zwróceniu uwagi na Boga, który jest obecny, jest Osobą. Bez tego mamy jedynie klepanie wyuczonych formułek. Ciekawe, że jeśli chodzi o fizyczne oddychanie, to wszystko dzieje się naturalnie. Nie muszę sobie przypominać: „Bogna, oddychaj!”. A w życiu duchowym, ten „odruch samozachowawczy” jest mocno osłabiony. Modlitwa powinna być odruchem bezwarunkowym, a my budzimy się, gdy jesteśmy już mocno niedotlenieni. A i wtedy nie zawsze umiemy powiązać nasz stan z przyczyną – z brakiem relacji z Bogiem,.  

A więc mistyk to ten, który tak zakochał się w Bogu, że nie potrafi się z Nim zostać ani na chwilę?
– Najkrótszą i najcelniejszą definicję mistyki usłyszałam od mojej znajomej: Mistyk to ten, który może powiedzieć: „mi–styka z Bogiem” w każdej dziedzinie życia: styka mi z Nim w pracy, w kontaktach z ludźmi, w radościach, smutkach, we wszystkim. Dobre, prawda? Mistyk to ten, którego życie przypomina taniec z Bogiem. Bóg w tym tańcu prowadzi, a on podąża za Nim. Mistyk to nie kawał kloca, który Bóg musi przestawiać, ale wsłuchany w rytm tancerz. Musimy uczyć się chwytać rytm Pana Boga, uczyć się Jego języka. Żebyśmy wreszcie wysłuchali Jezusa, który chce się nam zwierzać. W Ewangelii Jana Jezus nazywa nas przyjaciółmi, bo „oznajmił nam wszystko, co usłyszał od Ojca”. Wszystko! Czy chcemy Go wysłuchać? Czy chcemy tej przyjaźni? Mniejsza o środki przekazu. Czy to będą nadzwyczajne objawienia czy proste słowa usłyszane od kogoś przypadkowego. Jezus może użyć wszystkiego, aby się z nami porozumieć i okazać swoją miłość. Nie skupiajmy się na darach, ale na Dawcy. Tu chodzi o miłość. A my często uciekamy przed miłością, bo ona czyni nas bezbronnymi. Mistyk to ten, który przestał uciekać przez Bogiem i dał Mu się porwać jak nurtowi rzeki. Nie wystarczy bowiem brodzić w rzece łaski. Prawdziwa mistyka zaczyna się, gdy nurt Ducha Świętego nas porywa.

To porwanie przez nurt może mieć jednak nadzwyczajną formę…
– Może, ale nie musi. Doświadczenie mistyczne przypomina kamień wrzucony w wodę. Wszystkie wrażenia, odczucia, przeżycia są jedynie kręgami rozchodzącymi się po wodzie po zetknięciu kamienia z wodą. Nasza ludzka natura się wzrusza, drży w zetknięciu z Wszechpotężnym Bogiem, to zrozumiałe. Ale przecież nie prowadzi się życia mistycznego dla wzruszeń, prawda?

A więc, aby zostać mistykiem wystarczy…
– Powiedzieć Bogu „tak”. „Tak” na Jego miłość. „Tak” na Jego plan wobec naszego życia. Na wszystko. Szczerze i z serca. To naprawdę wszystko. Resztą zajmuje się On. Odłóżmy naszą niegodność na bok. To On nas do siebie przyciąga. To jest Jego pragnienie. On naprawdę ma w nas upodobanie. Może to czasem nas bulwersować. Możemy sobie pomyśleć: „Boże, jeśli mnie lubisz, to widać masz spaczony gust!”. Miłość ma przecież w sobie coś nieracjonalnego, szalonego. Ale to jest piękne szaleństwo. Najpiękniejsze, jakie się może człowiekowi przydarzyć.
 
 


s. Bogna Młynarz, siostra ze Zgromadzenia Duszy Chrystusowej. Doktor teologii duchowości. Autorka książki "To Bóg szuka człowieka. O wcieleniu, duszy i Bożej miłości do nas". Jej pasją jest głoszenie Słowa Bożego.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Jarek
    28.06.2017 r., godz. 23:02

    Mistyka dla każdego. Mistyk nie musi chodzić w habicie czy sutannie. Może nim zostać każdy człowiek. Bóg jest na wyciągnięcie ręki.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki