Przecież już od września dzieci po szóstej klasie podstawówki mają nie iść do gimnazjum, a zostać w dawnych szkołach. Samorządy przygotowały nową sieć szkół. Podpisy pod wnioskiem o „ludowe głosowanie” nad wielką rewolucją zostały zebrane w ostatniej chwili. W czystej teorii i pośpiechu można by w tej ostatniej chwili wszystko wywrócić. Ale wyobraźcie sobie rozdygotanie wszystkich, od dyrektorów po rodziców.
To oświadczenie pani premier to wielka moralna kapitulacja. Bo z problemu „niesłuchania głosu ludu” czyniono w poprzednich kadencjach wielki problem.
Raz dotknięta miała być przez PO „Solidarność” żądająca, by ludzie decydowali w sprawie przechodzenia na emeryturę. Innym znów razem ruch społeczny, jaki wytworzył się przy okazji sporu o to, czy posyłać do szkół wszystkie sześciolatki. Ale tak naprawdę dotknięty miał być suweren, naród. – Jeżeli nie w takich sprawach ma on decydować, to kiedy? – pytali posłowie PiS, wtedy walczący z ław opozycji o to, aby zebrane podpisy nie zostały zlekceważone.
Dziś zebrano je znowu i dawna opozycja oznajmia: „nie ma czasu”. Właściwie powinienem być zadowolony – zawsze byłem sceptyczny wobec tych ludowładczych zapędów. Uważałem je za utopię, bo czasem partia czy koalicja rządząca musi iść wbrew doraźnym interesom dużych grup społecznych – w imię większego dobra. Teraz dochodzi jeszcze argument praktyczny – a co, jeśli takim glosowaniem nie tylko zablokuje się reformę, ale spowoduje zamęt?
Na dokładkę, ja jestem zwolennikiem tej reformy. Uważam Annę Zalewską za kompetentnego, chcącego dobrze ministra, racje przemawiające za dłuższą edukacją i w podstawówce, i w liceum za poważne, a kampanię „przeciw” za opartą często na przekłamaniach, przesadzie i demagogii.
Powinienem więc cieszyć się podwójnie, bo wypowiedź premier oznacza, że pisowska większość wniosek o referendum odrzuci. A jednak się nie cieszę, bo oto został przekroczony kolejny próg kalizmu. Ci, którzy wczoraj mówili „czarne”, dziś spokojnie oznajmiają „białe”. Możliwe, że niesmak nie byłby tak wielki, gdyby wcześniej PiS tak bardzo nie stawiało tematyki wpływu zwykłych ludzi na państwo na ostrzu noża. Ale stawiało. I co – dziś powie, że to wszystko były tylko żarty? Smutne, bardzo smutne.
Można było próbować inaczej. Właściwie to rząd i PiS powinny przyjść z reformą od razu powiązaną z referendum. Gimnazja były od lat w Polsce niepopularne, jeszcze teraz przegrywają w rozmaitych sondażach. Gdyby to rządzący powiązali rewolucyjną zmianę z odwołaniem się do głosu obywateli, prawie na pewno odnieśliby sukces. Bo to oni panowaliby nad agendą.
Możliwe, że takie powiązanie oznaczałoby konieczność przełożenia reformy w czasie, ale najwyżej o rok. Teraz do wszystkich zarzutów merytorycznych, do strachu nauczycieli przed zwolnieniami, a rodziców przed rzekomym obniżeniem poziomu nauczania (ale i przed kłopotami jak skumulowanie dwóch roczników w liceum), dojdzie przeświadczenie o nieprawomocności zmiany. O tym, że „oszukali”, że nie zastosowali się do własnych zasad. Rozumiem, że polityka nie zawsze jest ładna, ale to jest strzelanie sobie w kolano.
Martwi mnie to jako zwolennika reformy – łatwiej będzie ją za kilka lat próbować wysadzać w powietrze. I martwi mnie to jako człowieka wierzącego przynajmniej od czasu do czasu, że nie można czegoś w polskim życiu publicznym robić według zasad. Wiara, że jednak można, jest niestety coraz słabsza. A niedługo być może nie będzie jej we mnie wcale.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













