Logo Przewdonik Katolicki

Walka na dwa fronty

Jacek Borkowicz
Dzień Niepodległości Ukrainy, 24 września 2016 / fot. PAP

Niepodległa Ukraina nie otrząsnęła się jeszcze z nalotu starej, sowieckiej epoki. Ale do zależności od Kremla nie ma już powrotu.

Proeuropejska Ukraina dziś, dwa i pół roku od zwycięstwa na Majdanie, nie ma dobrej prasy ani na świecie, ani w samej Polsce. Media eksponują, i słusznie, argument że mimo rewolucyjnej retoryki pomajdanowej władzy niewiele się w kraju zmieniło. Krytykują niedostatek pożądanych, skutecznych reform, którego rezultatem jest utrzymujący się brak zaufania obywateli do władzy. Zwykli ludzie nadal nie czują się tu gospodarzami we własnym kraju – dokładnie tak samo czuli się w czasach sowieckich lub postsowieckich. Wszystko to niewątpliwie stanowi realne, poważne zagrożenie dla perspektyw dalszego istnienia niepodległej ukraińskiej państwowości. Jednak czysto pesymistyczne wnioski na temat przyszłości kraju nad Dnieprem – a takich nie brak w politologicznych analizach – są spłycaniem ukraińskiego problemu. Aby go ocenić we właściwej skali, należy nań spojrzeć szerzej i bardziej z dystansu. Problem przyszłości Ukrainy opisywać bowiem należy w kategoriach nie tyle politycznych i ekonomicznych, ile cywilizacyjnych.
 
Mądrzejsi o „pomarańczową rewolucję”
Po pierwsze, społeczne uczucie zawodu nową władzą wcale nie musi owocować resentymentem do sowieckich metod rządzenia. Tak właśnie stało się z dorobkiem „pomarańczowej rewolucji” z 2004 r., której symbolem była prezydentura Wiktora Juszczenki. Wtedy ludzie spodziewali się szybkich zmian, chcieli, aby „było tak, jak na Zachodzie”, który zdążyli już poznać po tym, jak w 1991 r. runęła żelazna kurtyna, oddzielająca ich od świata. Z oczywistych powodów było to myślenie naiwne. Szybkie zmiany nie nastąpiły, a sympatie rozczarowanej „demokracją”  większości skierowały się ku „pragmatycznemu” Wiktorowi Janukowyczowi. Jak się to skończyło, wiemy z relacji z krwawych wydarzeń na Majdanie. Obecne pokolenie rozczarowanych Ukraińców różni się jednak od swoich zawiedzionych Juszczenką poprzedników – poczuciem determinacji. Ludzie zapamiętali doświadczenie „pomarańczowej rewolucji” i wiedzą już, że lekko nie będzie, a przynajmniej nie będzie od razu.
Wyrazem tego poczucia jest niepisana umowa, zawarta między społeczeństwem a aktualną władzą, reprezentowaną przez prezydenta Petra Poroszenkę. Ukraińska większość, dając mu mandat rządów z bardzo ograniczonym kredytem zaufania, pozbyła się złudzeń anarchicznej, „kozackiej” demokracji, na którą powoływali się bojownicy Majdanu. Choć większość ta zasad polityki nadal nie rozumie, zdaje już sobie niejasno sprawę, że jest ona wypadkową gry rozmaitych sił, zaś rządy rewolucji, z jej wolnościowymi hasłami, szybko przeradzają się w przeciwieństwo swobody. Z drugiej strony rządzący, pomni doświadczeń Majdanu, wiedzą, że nie mogą prowadzić polityki jawnie antydemokratycznej, nie mogą też rezygnować przynajmniej z prób reformowania systemu. 
Oligarchia wiecznie żywa
Naczelnym wyzwaniem ukraińskiej reformy pozostaje walka z łapówkarstwem, którego poziom lokuje Ukrainę na liście najbardziej korupcjogennych krajów świata. W potocznym mniemaniu korupcję utożsamia się z ludźmi starego systemu, „aparatczykami”, którzy niepodzielnie władają zacofaną i zapyziałą prowincją. Nie jest to wizja trafna. W komunizmie łapówkarskie skłonności rządzących hamował ideologiczny charakter sowieckiego komunizmu. Mówiąc przykładem, bogacić mógł się tam jakiś podrzędny, obwodowy kacyk, ale pierwszej lidze partyjnych sekretarzy musiało wystarczyć (i wystarczało) poczucie władzy. To zmieniło się po 1991 r. Bezwzględna parcelacja narodowego majątku na rzecz partykularnych grup interesu, prowadzona pod hasłami urynkowienia i prywatyzacji, tworząc klasę oligarchów, doprowadziła do ścisłego związania polityki z biznesem. Hydra korupcji przeniosła swoją siedzibę z obrzeży ukraińskiej państwowości do samego jej centrum – Rady Najwyższej, czyli parlamentu.
Dopiero rozpoznając ten mechanizm, można zrozumieć istotę ukraińskiej teraźniejszości. Pomajdanowa władza zadeklarowała wprawdzie, że jej priorytetem będzie bezlitosna walka z oligarchią, ale w praktyce razem z Janukowyczem wyjechali do Moskwy tylko ci spośród oligarchów, którzy osobiście związali się z satrapą. Inni pozostali na miejscu, zresztą po nich pojawili się nowi. Ihor Kołomojski, medialny magnat i właściciel klubu piłkarskiego „Dnipro”, zanim przed rokiem nie usunięto go ze stanowiska gubernatora obwodu dniepropietrowskiego, uzbroił bataliony, które pod Donieckiem dzielnie walczyły z rosyjską agresją. Gdy w kwietniu tego roku obejmował stanowisko premiera Wołodymyr Hrojsman, działacz bloku Poroszenki, dokonało się to dzięki poparciu „frakcji oligarchicznej” w parlamencie.
Związki pieniądza z polityką paraliżują ukraińską reformę, lecz z drugiej strony umożliwiają samo funkcjonowanie państwa, które zmuszone jest dziś prowadzić wojnę na dwa fronty. Pierwszym z nich jest front pod Donieckiem i na krymskim przesmyku, drugim – front walki z wewnętrznymi słabościami. Ta trudna sytuacja w jakimś stopniu usprawiedliwia kompromisową postawę wobec oligarchii. Być może polityka władz zmieni się, gdy powołane jesienią 2014 r. Narodowe Biuro Antykorupcyjne wykształci już kadry skutecznych funkcjonariuszy.
 
Odwrócić złą kartę
Drugim niedostrzeganym w Polsce priorytetem ukraińskiej państwowości jest odbudowa wsi. Ukraina przez wieki była obszarem wiejskim. Ulokowana na żyznych czarnoziemach wieś była podstawą ukraińskiej zamożności, poprzez eksport (chociażby zboża) umacniała też pozycję Ukrainy w Europie. Wieś wreszcie, z jej ludową kulturą, kształtowała ukraińską tożsamość. To wszystko zostało złamane ludobójczą akcją Wielkiego Głodu 1933 r. Stalin, który ją konsekwentnie przeprowadził, doskonale wiedział, że niszcząc ukraińską wieś, zadaje cios narodowi. Reforma wsi ma być początkiem odwracania tamtej złej karty. W ramach tej reformy rady wiejskie, struktura odziedziczona po systemie sowieckim, łączone są w większe jednostki. Działanie to ma cel dwojaki. Po pierwsze – ma rozbić do reszty stare kliki wiejskich „aparatczyków”. Po drugie – poprzez tworzenie dużych i silnych gmin ma doprowadzić do ich gospodarczej samodzielności. Do tej pory zreformowano w ten sposób około jedną trzecią ukraińskich samorządów.
Potwierdzeniem związanych z reformą nadziei może być przykład Odessy. To portowe miasto nad Morzem Czarnym założyli Rosjanie, dzisiaj również zamieszkuje je przeważnie ludność rosyjskojęzyczna. W 2014 r. reżim Putina bardzo liczył na to, że rozpalając nacjonalistyczne emocje, uczyni z Odessy drugi Donieck, całkowicie odcinając przez to Ukrainę od dostępu do morza. Te plany zupełnie zawiodły, ludność miasta poparła postulaty Majdanu. Dzisiejsza rosyjskojęzyczna Odessa rozwija się pokojowo w ukraińskim państwie. Rządzący nią gubernator Micheil Saakaszwili, były prezydent Gruzji, promuje hasło „tutaj wszyscy są swoi”.
Ukraińcy, dumni ze swojego „okna na świat”, na odeskim przykładzie pokazują z dobrym skutkiem, jak mógłby wyglądać ich kraj po integracji z Unią Europejską. I nawet jeśli ta propagandowa wizja jeszcze nie do końca odpowiada rzeczywistości, warto docenić dobre intencje. W końcu Ukraińcy są dzisiaj, w dobie Brexitu, najbardziej proeuropejskim spośród narodów Europy.
 
 
ramka
Religia a tożsamość narodowa Ukraińców
W panoramie ukraińskiej teraźniejszości nie sposób nie uwzględnić religii. Prawosławie, wyznanie większości Ukraińców, rozbite jest na dwie wspólnoty cerkiewne: jedna z nich tworzy samodzielny patriarchat w Kijowie, druga podlega patriarchatowi w Moskwie. Pierwsza z wymienionych Cerkwi, co oczywiste, aktywnie popiera ukraińską niepodległość. Druga – po Majdanie wyraźnie topnieje na rzecz tej pierwszej, choć putinowscy agenci bardzo chcieliby uczynić z niej piątą kolumnę wpływów Rosji. Uzyskanie przez patriarchat w Kijowie legalnego, należnego mu miejsca w rodzinie narodowych Cerkwi prawosławnych wydaje się więc tylko kwestią czasu. Jak długiego, to już inna sprawa.   

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki