Logo Przewdonik Katolicki

„Ewidentny święty”

Tomasz Królak
Ks. Tadeusz Fedorowicz / rys. A. Kurasińska

W czasie wojny zesłany w głąb ZSRR, potem duchowo prowadził polską inteligencję i był spowiednikiem Karola Wojtyły. „Ewidentny święty” – mawiał o nim prof. Tomasz Strzembosz.

Tadeusz Fedorowicz urodził się 4 lutego 1907 r. w rodzinnym majątku Klebanówka na Podolu. Był jednym z dziewięciorga dzieci znanej z pobożności i patriotyzmu ziemiańskiej rodziny. W czasie studiów prawniczych na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie należał do Stowarzyszenia Akademickiego „Odrodzenie”, gdzie poznał ruch odnowy liturgicznej i – na długo przed Soborem – żył ideą Kościoła, w którym duchowni i świeccy stanowią twórczą harmonię.
 
Tadeusz, Stefan i Jan 
Wśród jego przodków byli przedstawiciele kilkunastu narodów i kilku religii, co kształtowało w nim otwartość na świat i szacunek dla odrębności. Jednym z jego pradziadów był unicki ksiądz. W młodym wieku zaprzyjaźnił się z Janem Szeptyckim i Stefanem Swieżawskim. Niezwykłe to było trio. Zeszli się, gdy mieli po 15 lat. Jak wspominał Swieżawski, stanowili swoisty przykład symbiozy dawnej Rzeczypospolitej, bo Jan był bratankiem metropolity Szeptyckiego, „wodza” narodu ukraińskiego, z kolei jeden z przodków Stefana był greckokatolickim proboszczem w Barze – zginął z rąk Moskali podczas Konfederacji.
W 88. roku życia ks. Tadeusz pisał do Stefana – równolatka:  „Zdumiewam się, że pamiętam – trochę – czasy przed I wojną światową. Jakież to zmiany zaszły przez lata naszego życia. Pamiętam nasze matki i ciotki w sukniach do kostek! I wojsko austriackie w kolorowych mundurach XIX-wiecznych...”.
 
Drogi Opatrzności 
Był świetnym tancerzem, pełnym uroku towarzyszem zabaw i polowań. W 1930 r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Służył w dywizjonie artylerii konnej. Ostatecznie jednak wybrał kapłaństwo (podobnie jak jego młodszy brat Aleksander, zaś jego siostra Olga została zakonnicą i przez wiele lat pracowała na misjach w Chinach). Po święceniach w 1936 r. ks. Tadeusz pracował jako wikariusz w Taropolu, a potem prowadził sekretariat do spraw dobroczynności we lwowskiej kurii.
Po wybuchu II wojny światowej i wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa, za zgodą abp. Bolesława Twardowskiego, w czerwcu 1940 r. ks. Fedorowicz dobrowolnie pojechał z ludźmi wywożonymi do ZSRR. „Arcybiskup go pobłogosławił. Dał mu tysiąc komunikantów, trzy flaszki wina – i jedź” – wspominał Swieżawski. Przebywał najpierw w obozie pracy w Republice Maryjskiej, a następnie – już oficjalnie – był duszpasterzem wśród Polaków wywiezionych do Kazachstanu. Pomagał im przetrwać niedolę zesłania.
W 1941 r. zgłosił się do armii gen. Andersa, ale z niej wystąpił, gdyż zorientował się, że nie wszyscy Polacy będą mogli opuścić „nieludzką ziemię”. W 1943 r. został aresztowany przez NKWD. Spędził cztery miesiące w więzieniu w Semipałatyńsku. Do Polski wrócił wraz z IV Dywizją I Armii gen. Berlinga, której przez kilka miesięcy 1944 r. był kapelanem.
Swoje dramatyczne przeżycia w Związku Radzieckim opisał wiele lat później w książce Drogi Opatrzności. „O wszystkich swoich cierpieniach i trudnościach, o tym, że był tak głodny i tak wychudł, że na twardym krześle nie mógł siedzieć, pisze bez cienia goryczy, jakby opisywał zjawiska klimatyczne, a nie bolesne skutki działania ludzkiego. Natomiast o dobrych ludziach, o dobrych spotkaniach, o ludziach, którzy mu pomagali, pisał z wielką życzliwością, radością i dziękczynieniem. Zadziwia brak jakiejkolwiek goryczy we wspomnieniach o oficerach śledczych” – komentował wspomnienia ks. Tadeusza jego duchowy wychowanek, bp Bronisław Dembowski.
 
Mędrzec 
Od 1947 r. na zaproszenie ks. Władysława Korniłowicza osiadł w Laskach. Współzałożyciela Zakładu dla Ociemniałych i Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża znał jeszcze z przedwojennej działalności w „Odrodzeniu”. Całym sercem oddawał się kontynuowaniu dzieł swoich duchowych mistrzów. Szukać świętości w ubóstwie i poniżeniu,  okazywać szacunek i otwartość dla ludzi innych wyznań, budować Kościół „środków ubogich” –  takie były „od zawsze” jego zasady i motywy działania.
Był magnesem, który oddziaływał na ludzi z różnych środowisk i stanów,   powiernikiem i mistrzem duchowym wielu wybitnych postaci, m.in.  Mazowieckiego,  Turowicza, Zawieyskiego... A także ks. Karola Wojtyły, który poznał go w 1959 r. i mawiał do niego „ojcze”. Ich przyjaźń i korespondencja trwała aż do śmierci ks. Tadeusza. Jan Paweł II wyznał w Darze i tajemnicy, że zawdzięcza mu bardzo wiele jako kierownikowi duchowemu.
Niezwykle serio traktował ks. Fedorowicz swoją posługę w konfesjonale. „Dla ks. Tadeusza spowiadanie było podstawowa drogą doprowadzania ludzi do spotykania z Chrystusem” – wskazywał kard. Marian Jaworski, metropolita lwowski.
Czym przyciągał? Radością, optymizmem, dobrocią, pokorą. „Ks. Tadeusz ma zniewalający sposób mówienia, który budzi i sympatię i szacunek  – notował w swoim dzienniku Jerzy Zawieyski. – Stawia siebie na równi z rozmówcą i szczerze wyznaje, że wiele spraw w religii i wierze jest dla niego niejasnych, wręcz tajemniczych. Niczego nie mówi z wysokości, niczego nie wyjaśnia z pychą, właściwą księżom”. Bardzo wiele zawdzięcza mu bp. Michał Janocha, jeden z „pielgrzymów” do Lasek: „Był takim Starcem, jak to się mówi na Wschodzie, Mędrcem. Wiele mnie nauczył, chociaż wtedy tego jeszcze nie widziałem, dziś to widzę”.
 
Pełny człowiek
Kochał przyrodę, uwielbiał letnie wędrówki i biwaki z przyjaciółmi, a później – ich dziećmi i wnukami. Oczywiście, jego działalność była pilnie śledzona przez SB, ale nie takie rzeczy w życiu widział i przeżył... Szczególnie kochał ptaki, których nazwy znał jak wytrawny ornitolog, odróżniał ich śpiew, podpatrywał przez lornetkę i uważał za mocny dowód na istnienie Boga.
Prof. Tomasz Strzembosz: „Kiedyś siedzieliśmy u niego w Laskach na tarasie i poruszaliśmy jakieś ważne sprawy. Przyszedł jakiś mały pięcio-, może sześcioletni chłopczyk i zwraca się do księdza: »Ty, słuchaj. To jest muszelka, kto ją zrobił, jak to było«. Ks. Tadeusz przerwał prowadzoną dotychczas rozmowę i długo tłumaczył temu chłopcu, skąd biorą się muszelki”.
Miał wspaniałe poczucie humoru. Prof. Strzembosz: „Był to pełny człowiek. Nic z takiego świętego, jakim czasem sobie świętych wyobrażamy. Pełen humoru, dowcipu, niesłychanie radośnie przyjmujący kawały, jakie mu się opowiadało”. Ale i sam potrafił rozbawiać. Na przykład własnymi sentencjami... o humorze: „Szczęśliwi, którzy potrafią śmiać się z samych siebie – będą mieli radość i zabawę przez całe życie”.
 
Dobry pasterz
 
W czasach komunizmu uczył katolików szacunku dla przeciwnika. Choć był szczególnie nielubiany przez władze, w funkcjonariuszach systemu widział ludzi, do których duszpasterz ma obowiązek dotrzeć. Gdy jego przyjaciel ks. Dembowski miał być przesłuchiwany przez SB, radził mu: „Jeśli musisz tam pójść, to znaczy, że Bóg cię tam posyła. Pamiętaj, że ci oficerowie milicji są ludźmi mającymi nieśmiertelne dusze, a ty jesteś kapłanem posłanym do nich przez Boga. Nie bój się ich i nie pogardzaj nimi. Mów prawdę. Może coś z niej w nich pozostanie”.
Bp Dembowski zachował w pamięci i inne, znamienne, wspomnienie: „Gdy studiowałem filozofię, zdarzało się, że moi koledzy ateiści albo agnostycy mówili coś przeciwko wierze i Kościołowi. Tłumaczyłem im, że etyka chrześcijańska jest bardzo potrzebna, a oni odpowiadali, że nie mają nic przeciwko etyce, ale po co te uzasadnienia dogmatyczne. Poskarżyłem się ks. Tadeuszowi, a on powiedział: „Dobrze ci tak, boś głupi. Argumentowałeś użytecznością Kościoła, a tymczasem chodzi o prawdę. Jeśli Kościół jest użyteczny, to dlatego, że głosi prawdę”.
Zmarł 26 czerwca 2002 r. Spoczywa na cmentarzu w Laskach. „Odszedł dobry pasterz, który codziennie oddawał życie za owce” – napisał po jego śmierci Jan Paweł II. Rok wcześniej, podczas pielgrzymki do Kazachstanu, przypomniał zresztą postać polskiego kapłana, który dobrowolnie pojechał na Wschód, by dzielić los swoich braci i sióstr.
Ks. Tadeusz Fedorowicz, „ewidentny święty”, dobry pasterz, który znał zapach swoich owiec.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki