Logo Przewdonik Katolicki

Stał się światłem

Kamila Tobolska
Fot. K.Tobolska/PK

Kiedy ostatni raz rozmawiałam z Piotrkiem i jego rodzicami, wszyscy mieliśmy nadzieję, że wyzdrowieje. Teraz czekamy na spotkanie z nim w niebie.

W marcu Piotrek obchodziłby swoje piętnaste urodziny. Kilka tygodni wcześniej przekroczył jednak bramy nieba. Przez ostatnie trzy lata i osiem miesięcy zmagał się z białaczką. Przeżył kilkanaście tygodniowych cykli wyniszczającej chemioterapii i kilkanaście operacji. Kiedy pisałam tekst, w którym rodzice chłopca, Agnieszka i Marek Bartkowiakowie, dzielili się swoim świadectwem, jak Bóg prowadzi ich przez chorobę dziecka (opublikowany w ostatnim ubiegłorocznym numerze „Przewodnika”), ona mówiła: „Tu, na ziemi jestem tylko mamą Piotrka. On jest Boga. Jeśli Bóg zechce zabrać naszego syna do siebie, to będę musiała przyjąć to z ufnością”. − Bóg przeprowadził nas przez to wszystko, sami nie bylibyśmy w stanie poradzić sobie z tymi doświadczeniami. Zdaliśmy się na Jego wolę, wszystko Mu oddając – wyznają teraz, czekając na Wielkanoc, małżonkowie.
 
To już się nie powtórzy...
Jesienią ubiegłego roku nastąpiła u Piotrka remisja choroby. Jednak w połowie grudnia komórki nowotworowe pojawiły się ponownie i to zarówno w płynie mózgowo-rdzeniowym, jak i w szpiku. − Mamo, ja umieram, czuję jakbym gnił od środka – mówił wówczas do Agnieszki. Zauważyła, że coraz intensywniej słucha pieśni wielbienia. Miał swoją ulubioną: Nasz Bóg jest wielki, nasz Bóg jest silny. Puszczał ją niekiedy na okrągło. – Widziałam, jak ta pieśń dodawała mu sił. Kiedyś głośno zauważyłam: „Ona towarzyszy nam we wszystkich ważnych momentach tak, jak Bóg jest w każdej chwili naszego życia”. A Piotrek na to: „I tak ma być!”. To jego wskazówka dla nas – opowiada Agnieszka. Z przejęciem wspomina jednak inną pieśń Wyciągnij ręce, wykonywaną przez szczecińską Wspólnotę Miłości Ukrzyżowanej, w której słowach pojawia się zdanie: „Dla innych ludzi światłem staniesz się”. − Kiedyś Piotrek bardzo się przy niej wzruszył. Myślę, że wtedy odkrył, jaka jest wola Boga wobec niego.
Przed Bożym Narodzeniem usłyszeli, że to będą ich ostatnie wspólne święta. Chłopca wypisano na ten czas do domu. – To były dla mnie bardzo trudne dni. Było mi ciężko... – wspomina Marek, a w jego oku kręci się łza. Po ich głowach ciągle krążyły myśli, że wszystko, co wspólnie przeżywają, już się nie powtórzy. Ostatnie przyjęcie urodzinowe o dwa lata młodszego brata Piotrka – Krzysia. Ostatnie odwiedziny u przyjaciół. Ostatni spacer po parku. Podczas niego Piotrek z wózka inwalidzkiego (od tygodni już bowiem nie chodził) sterował wymarzonym modelem samochodu terenowego, który dostał pod choinkę.
I nadszedł moment, kiedy lekarze zdecydowali o zakończeniu leczenia. − Przypomniałam sobie Ewangelię z wcześniejszego dnia: „A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”. My także nie traciliśmy nadziei. Czułam niesamowity pokój w sercu – wyznaje Agnieszka. Oficjalną decyzję podjętą przez komisję lekarską podpisała 31 grudnia. − Czułam strach, ale powtarzałam: „Boże, Ty nad tym wszystkim masz kontrolę. U Ciebie wszystko jest możliwe”. Od tego dnia Piotrek zaczął codziennie przyjmować Komunię św. Za każdym razem długo się po tym modlił. Zapytałam kiedyś, jakimi słowami się modli, a on na to, że dziękuje Jezusowi, że go uzdrowi. Do końca żył tą wiarą. My też nią żyliśmy...
 
Wiedzieli, że to jest ta chwila
W Trzech Króli ostatecznie wypisano Piotrka do domu, akurat tego dnia przypadła kolęda. Zaraz też rodzice kupili mu jego wymarzone szczurki, na które lekarze w końcu się zgodzili. Spełnianie marzeń miało ciąg dalszy: pierwszy od prawie czterech lat Big Mac i koncert Rubika, a po nim krótkie spotkanie z artystą. Codzienność jednak stawała się coraz bardziej uciążliwa. Piotrek leżał przez całe dnie w łóżku. Bardzo gorączkował, a podawane leki nie radziły już sobie z uśmierzaniem bólu. Pojawiły się problemy ze wzrokiem, chłopiec był coraz bardziej śpiący, coraz mniej jadł i pił. − Uspokajało mnie to, że dostaje najważniejszy pokarm, Ciało Pańskie. Jestem pewna, że ten pokój, który miałam w sercu, pochodził od Ducha Świętego. Starałam się ciągle być przy Piotrku i chłonąć go. W tym ciężko chorym ciele, wyniszczonym cierpieniem i leczeniem widziałam piękną, czystą duszę. I powtarzałam sobie, że ona będzie żyła wiecznie – wspomina Agnieszka, a Marek dopowiada, że żona i syn zarazili go swoim wewnętrznym spokojem i wiarą. Jak przyznaje, wręcz narodził się wtedy na nowo. Ostatniego dnia, kiedy Agnieszka jak zwykle modliła się, czuwając przy Piotrku, otworzyła Pismo Święte na Psalmie 148, który zaczyna się słowami „Alleluja. Chwalcie Pana z niebios, chwalcie Go na wysokościach!” − Syn umiera, a ja dostaję zachętę, by jeszcze mocniej chwalić Boga – mówi z uśmiechem. Kilka minut przed północą wiedzieli, że to jest ta chwila. Piotrek odszedł spokojnie.
Podczas pogrzebu, w którym uczestniczyły setki osób, nie żegnali syna, tylko świętowali jego narodziny dla nieba. Zresztą kiedyś, w rozmowie z mamą, chłopiec prosił, aby nikt nie smucił się na jego pogrzebie, bo przecież on będzie już w niebie. W czasie Mszy św., przejścia konduktu, który rozpoczynali tata i brat sterujący modelami samochodów terenowych, i nad grobem wybrzmiały wszystkie ulubione pieśni Piotrka. Na koniec, kiedy jego ciało spoczęło już w ziemi, po cmentarzu wiatr niósł słowa „Nasz Bóg jest wielki, nasz Bóg jest silny”. W niebo wzleciało też ponad sto balonów, które Piotrek puszczał również w szpitalu, dołączając do nich prośby o wyzdrowienie. Znacznie mniej było natomiast kwiatów, rodzice bowiem prosili, by w zamian na pogrzebie wrzucić do puszek datki na Fundację Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu.
 
Pomógł mi odnaleźć drogę
Po śmierci chłopca na jego profilu na Facebooku „Szukamy dawcy szpiku dla Piotrusia, przyłącz się” pojawiło się mnóstwo podziękowań, takich jak to napisane przez Kasię: „Kochany Piotrusiu, dałeś nam wszystkim wielką lekcję wiary i pokory. Pomimo że niosłeś tak wielki ciężar bólu, zmieniłeś życie wielu ludzi na dobre, zainspirowałeś do pełnego oddania się w ręce Boga” czy Elę: „Dziękuję Ci za rekolekcje o walce, miłości, pokorze, nadziei, cierpieniu i umieraniu”.
Szczególną osobą w życiu Piotrka była Ania Rackowiak, współzałożycielka Stowarzyszenia „Pomoc za jeden uśmiech”, które animuje w szpitalach zajęcia dla dzieci i promuje wolontariat, na co dzień pracownik dużej korporacji, mama dwóch córek. Zetknęła się z Piotrkiem już na początku jego choroby, ale zbliżyli się do siebie dwa lata temu. – Wtedy zmarł mój szef, bardzo dobry człowiek. Kiedy wychodziłam na jego pogrzeb, w komputerze zauważyłam pierwszą po długiej przerwie wiadomość od Piotrka. To był dla mnie znak, że trzeba działać. Od tego czasu zaczęłam go regularnie odwiedzać w szpitalu – wspomina. Dużo rozmawiali i to nie o chorobie, ale głównie o... jedzeniu, planując co przygotują, jak będzie już zdrowy, bo Piotrek był wielkim smakoszem. − O wierze rozmawialiśmy może ze dwa razy. A mimo to pomógł mi odnaleźć drogę do Boga, której szukałam. Oddziaływał na mnie swoją codzienną postawą. Zresztą nie tylko we mnie uruchomił proces przemiany, ale też u mojej nastoletniej córki przeżywającej okres buntu i negacji, na którą szczególnie pozytywnie wpłynął pogrzeb Piotrka. Z podziwem obserwowałam też Agnieszkę, widziałam, jak dzięki niej inni rodzice w szpitalu zaczynali inaczej patrzeć na chorobę swoich dzieci. Wielu zaczynało się też modlić.
 
Nasz sukces
O Piotrka jest spokojny, jak przyznaje, ks. Przemysław Przybylski, który towarzyszył rodzinie w trudnym czasie choroby i śmierci. − Piotrek w ostatnich latach szczególnie dojrzewał do nieba. Zaskakiwał mnie tym, że codziennie modlił się z mamą, uwielbiając Boga, bo modlitwa uwielbienia jest najtrudniejsza. Piotrek modlił się też za innych, ofiarowując swoje cierpienie za kolegów ze szpitala – wspomina kapłan.
Rodzice chłopca podkreślają, że wierzą w świętych obcowanie i w to, że Piotrek jest cały czas z nimi. − Nie obraziłam się na Boga, mówię Mu tylko, że jest mi przykro, że miałam nadzieję, iż choroba zakończy się inaczej. Bardzo tęsknię za synem, szczególnie wieczorami i wtedy sobie popłaczę. Ktoś mi jednak uświadomił, że już nie muszę martwić się o jego przyszłość. Ostatnio, podczas rekolekcji wielkopostnych przypomniano nam, że celem rodziców jest wychowanie dzieci do świętości. Pomyślałam, że odnieśliśmy sukces! I takie myślenie daje mi siły na co dzień. Zresztą, modliłam się o zdrowie i szczęście dla mojego syna. Czy mógłby być bardziej zdrowy i bardziej szczęśliwy niż jest teraz?
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Kasia
    07.04.2016 r., godz. 09:43

    Ludzie wielkiej wiary,chylę czoło,nie ma juz ludzi o tak wielkiej miłosci do Boga,mama Piotrka to kobieta bardzo mądra,z wielkim rozumem,jakże potrfiła świetnie prowadzic tego chłopca by nie czuł lęku.Wyrazy uznania dla rodziców ,tak Wielkich ,mądrych ludzi juz sie nie spotyka.A Piotr dzięki Wam jest w niebie ,gdyż nauczyliscie go miłosci do Boga i wiary.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki